
Przed Bożym Narodzeniem oszuści żerują na mało doświadczonych osobach, które chcą kupić coś taniej lub próbują coś szybko sprzedać na popularnych platformach sprzedażowych. Nieuwaga może jednak skończyć się przekazaniem złodziejom swoich danych. Uważaj, by nie wyczyścili ci konta przed świętami. Oto historia mojego męża dosłownie sprzed kilku dni.
Platformy typu Vinted czy OLX to nie tylko miejsca, w których z powodzeniem kupisz wyprawkę dla dziecka, używane ubrania czy zabawki. Wiele osób chętnie poszukuje tam także prezentów dla bliskich. Trudno się dziwić. Bez problemu można znaleźć zupełnie nowe produkty w dobrej cenie (niektóre są z metką lub w folii), ja np. tak kupuję planszówki. Zazwyczaj są to nietrafione prezenty, których ktoś chce się pozbyć, ale musi dać cenę lepszą niż ta w sklepie.
Są też osoby, które celowo wybierają używane produkty. Uważają, że w przypadku małych dzieci nie ma to najmniejszego znaczenia: zabawka to zabawka, więc po co przepłacać za opakowanie. To dobry czas, by pozbyć się zalegających rzeczy.
Serwisy sprzedażowe przeżywają teraz prawdziwe oblężenie i chodzi nie tylko o użytkowników, ale i o oszustów.
Dla laika wygląda to normalnie
U nas w domu to ja jestem heavy userem takich serwisów. Tydzień temu mój mąż również założył swoje konto, by nieco rozdzielić tematycznie rzeczy, które mamy na sprzedaż. Korzystając z tego, że wiele osób szuka pomysłów na prezent, postanowił wystawić kilka planszówek. Bardzo ucieszyło go, że dosłownie po kilku minutach napisała do niego pani. Chciała kupić drogą grę, ale poprosiła o podanie maila.
Mąż postanowił dopytać mnie, czy to normalna procedura. Jako że miałam już do czynienia z oszustami, od razu domyśliłam się, że to ściema. Muszę jednak przyznać, że bardzo solidna.
Pani poprosiła o podanie adresu e-mail i dla potwierdzenia podesłała zdjęcie ekranu komputera, gdzie niby Vinted prosi ją o weryfikację adresu sprzedającego... Tylko po co? Zarówno w OLX jak i w Vinted użytkownik, rejestrując się, podaje wszystkie niezbędne dane. Dzięki temu są bezpieczne: nie są nigdzie widoczne, ale także to oznacza, że nie musisz ich nikomu podawać. Tyczy to się adresu email, numeru telefonu czy numerów kont bankowych.
Liczą na naiwność świeżaka
Prawdopodobnie algorytm wyłapał dwie rzeczy: że mąż jest nowym użytkownikiem serwisu (więc najpewniej ma małe pojęcie na temat transakcji) oraz to, że wystawił całkiem drogą rzecz, na której sprzedaży najpewniej bardzo mu zależy. Wiadomość od rzekomo miłej pani, która sama jest zagubiona w tych vintedowych zasadach miała jedynie uwiarygodnić to kłamstwo.
Konto pani było świeże i puste. Zero opinii, bo kobieta nic nigdy nie sprzedawała i nie kupowała. Oczywiście mąż nie podał adresu e-mail. Jestem niemalże pewna, że w kolejnym kroku przyszłaby na maila spreparowana wiadomość niby od Vinted, która prosi o podanie numeru konta lub zalogowanie się do banku, by zweryfikować dane niezbędne do przelewu. Pamiętaj, nigdy tego nie rób!
Ponieważ sama miałam już do czynienia z oszustami kilkukrotnie, zgadzam się tylko i wyłącznie na sprzedaż "kup teraz" z dostępną w serwisie wysyłką. Nie muszę w tym wypadku nikomu podawać żadnych danych, a każda taką dziwną prośbę zgłaszam do serwisu.
Pamiętaj, bez względu czy kupujesz, czy też sprzedajesz, uważaj na wszelkie prośby wyłudzenia danych!
P.S. A konto pani? Zupełnie przypadkiem już zniknęło z serwisu.
