
Beztroskie dzieciństwo jest passé? Niektórzy rodzice uważają, że szkoda marnować czas na zabawę, lepiej zainwestować w przyszłość pociechy. "Zamiast matki i ojca mają trenera-szefa, który wyznacza cele. To chore, że 10-latki często pracują więcej niż dorośli!" – zauważa Magda.
"Niedawno byłam u znajomej na kawie i zaczęłyśmy rozmawiać o zajęciach dodatkowych naszych dzieci. W pewnym momencie poczułam się bardzo nieswojo.
Jestem dumna
Córka chodzi do 3 klasy i gdy zaczynała szkołę podstawową, uznaliśmy z mężem, że poza lekcjami angielskiego nie chcemy, by chodziła na żadne dodatkowe zajęcia. To jeszcze małe dzieci, które powinny przyzwyczaić się do szkoły, ale także mieć dużo czasu na zabawę. Oferta dodatkowych aktywności jest bardzo szeroka i koleżanki córki z niej korzystają. Stwierdziliśmy więc, że jeśli Ola ma siłę i ochotę, to nie będziemy jej niczego zakazywać. Do tej pory wybierała zajęcia plastyczne. W tym roku zapisała się na akrobatykę. Zdecydowała się także na udział w pierwszych w życiu zawodach.
Oczywiście jestem podekscytowana i dumna, ale przede wszystkim z jej odwagi. Nam nigdy nie zależało na tym, by brała udział w jakichś konkursach. Podczas spotkania ze znajomą oczywiście pochwaliłam moje dziecko, jednak nie takiej odpowiedzi oczekiwałam.
Jak mały cyborg
Nie jest to jakaś bliska koleżanka, a mama dziewczynki z klasy, z która często rozmawiam pod szkołą. Tym razem udało nam się w końcu spotkać na kawę. Gdy wspomniałam o zawodach mojej Oli, nagle padły bardzo szczegółowe pytania o jej poziom i wynik, jaki osiągnęła. Gdy odparłam, że dopiero zaczyna i jesteśmy dumni, że próbuje, usłyszałam cały wykład o tym, jak bardzo zaniedbałam sprawę.
Byłam w szoku. Moja rozmówczyni wymieniła, na jakie zajęcia chodzi jej córka. Okazuje się, że Patrycja należy do klubu sportowego od 6 roku życia. Treningi zajmują jej ogrom czasu, ale już od kilku lat zajmuje miejsca na pływackim podium. Znajoma uznała także, że zajęcia mojej córki dwa razy w tygodniu to amatorstwo i jeśli myślę poważnie o akrobatyce, powinnam poszukać lepszej szkoły, która traktuje ten temat profesjonalnie.
Padło pytanie, czy Ola chodzi tylko na akrobatykę, bo Patrycja nie tylko świetnie pływa. Ma szereg innych zajęć dodatkowych i osiąga sukcesy w różnych dziedzinach.
To tylko dziecko
To nie brzmiało jak słowa dumnej mamy, ale wywód jakiegoś sponsora, który inwestuje czas i pieniądze w niezłego zawodnika. W pewnym momencie miałam nawet wrażenie, że słucham o koniu wyścigowym, a nie o dziecku.
Aż taka liczba zajęć wydaje mi się przesadą. Chciałam więc wiedzieć, czy to wszystko nie przytłacza niespełna 10-latki. To przecież olbrzymia presja i dużo obowiązków. Dowiedziałam się jednak, że Patrycja bardzo lubi wygrywać. Pomyślałam, że chyba nie ma większego wyboru z taką mamą. Usłyszałam również, że chyba jestem zazdrosna, że moje dziecko nie ma takich osiągnięć, skoro tak dopytuję.
Okazuje się, że większość koleżanek i kolegów z klasy córki chodzi na kilka dodatkowych zajęć, wielu z nich jeździ także na zawody. Nie miałam tego świadomości. Pasja pasją, ale czy to nie przesada w przypadku tak małych dzieci? Przecież one nie mają się kiedy bawić, relaksować czy spotykać z rówieśnikami. Jak mają się nauczyć cieszyć życiem, skoro nieustannie ciężko pracują, by być takie idealne?".
