
Jeśli już przebierasz nogami na myśl o 24 listopada, bo doskonale wiesz, co to za dzień – ten tekst jest dla ciebie. Uciąć sobie nic nie dam, ale jestem prawie pewna, że nawet jeśli nie wiesz, co nas czeka w ten ostatni piątek miesiąca, i tobie przyda się taki pstryczek w nos. W najbliższych dniach wielu z nas może dać się naciąć.
Między Halloween i Wszystkich Świętych a Bożym Narodzeniem mamy jeszcze jedno święto. Święto zakupów, święto konsumpcjonizmu: Black Friday, który przywędrował do nas zza oceanu. Piątek po Święcie Dziękczynienia to dla Amerykanów oficjalny początek zakupowego szaleństwa przed zbliżającymi się świętami. Nie tylko dla Amerykanów – od kilku dobrych lat również w Polsce "świętujemy" Czarny Piątek, z roku na rok z coraz większą pompą.
Black Friday: sklepy nabijają nas w butelkę
To już nie Black Friday, czyli jeden dzień w miesiącu, a Black Week, który często trwa nawet dłużej niż tydzień. Black Month? Black Season? W promocjach kupimy chyba już wszystko: elektronikę, meble i sprzęty AGD, ubrania, zabawki dla dzieci, gry, kosmetyki, książki, nawet produkty spożywcze. Często ulegamy impulsom, bo jak tu się powstrzymać, gdy ze wszystkich stron jesteśmy bombardowani wielkimi banerami i hasłami: "obniżka", "promocja", "taniej nie będzie"?
Często okazuje się, że taniej jednak będzie. Albo taniej już było – w ubiegłym roku Dominika Bielas przestrzegała w swoim tekście przed popularną zagrywką dużych sieci. Zdarza się, że sklepy stacjonarne naklejają na opakowania czy metki nowe ceny, wyższe od cen wyjściowych. Wydaje nam się, że kupujemy coś w promocji, a tydzień wcześniej ta sama rzecz kosztowała mniej. Z kolei sklepy internetowe mogą sztucznie podwyższać ceny przed sezonem wyprzedaży, by obniżyć je na Black Friday – jesteśmy dumni, że udało nam się upolować coś w promocji, która promocją w gruncie rzeczy nigdy nie była.
Czasem trudno się powstrzymać – sama łapię się na tym, że przechodząc obok sklepu z banerem "wyprzedaż", odczuwam nagłą, niekontrolowaną potrzebę zakupów. A nuż znajdę coś, bez czego absolutnie nie mogę się obejść (mogę)? Z kolei hasło "kod zniżkowy" padające z ust influencerki (której tak naprawdę wcale nie lubię) również wywołuje pewną ekscytację.
Przed Black Friday zadaj sobie jedno pytanie
Szybko jednak stawiam się do pionu, a przynajmniej próbuję. Przed dodaniem do koszyka i kliknięciem "kup teraz" albo wejściem do sieciówki zadaję sobie pytanie: czy gdyby dana rzecz nie była przeceniona z okazji Black Friday, i tak bym ją kupiła?
Jeśli odpowiedź brzmi "tak", bo od dawna planowałam zakup tego konkretnego produktu, bo jest to coś, czego realnie potrzebuję lub coś, co chciałam kupić np. na prezent z okazji zbliżającej się Gwiazdki – kupuję.
Jeśli jednak zaczynam się wahać albo uczciwie przyznaję, że nie, nie jest to rzecz, jakiej potrzebuję i raczej bym jej nie kupiła, gdyby nie była przeceniona o 20 czy 30 proc. – nie kupuję.
Czasem przydaje się kilka pytań pomocniczych:
Jesteśmy w temacie amerykańskiego "święta", więc – tak, mam świadomość, że taka przedzakupowa taktyka to nie odkrycie Ameryki. Jednocześnie wierzę, być może naiwnie, że uda mi się przekonać choć jedną osobę, by odpuściła i nie brała udziału w tym święcie konsumpcjonizmu. Sama siebie też przekonuję!