dzieci w żłobku
Wręczanie upominków dzieciom w żłobku to coraz popularniejszy zwyczaj. Fot. 123rf.com

Jeśli urodziny w szkole czy przedszkolu kojarzą ci się z chodzeniem po sali z foliówką i częstowaniem dzieci cukierkami, to a) nie masz dzieci, b) twoje dzieci są dorosłe, c) żyjesz w alternatywnej rzeczywistości, czego ci zazdroszczę. Dziś wygląda to zupełnie inaczej i, co jeszcze smutniejsze, dotyczy coraz młodszych dzieci – nawet maluchów w żłobku.

REKLAMA

Wpisuję w wyszukiwarkę hasła "urodziny w żłobku" i "urodziny w przedszkolu". Jako jedne z pierwszych pojawiają się podpowiedzi: "urodziny upominki", "urodziny co przynieść", "urodziny poczęstunek", "urodziny inspiracje". Częstowanie dzieciaków Mieszanką Krakowską już dawno wyszło z mody. Dziś rodzice muszą wznieść się na wyżyny kreatywności, a przy okazji – sięgnąć do kieszeni nieco głębiej.

Częstowanie cukierkami jest passé

Rozmawiam z Eweliną, znamy się jeszcze od przedszkola. Obie pamiętamy, jak świętowanie urodzin wyglądało w "naszych czasach". Ewelina ma 2-letnią córkę, która w tym roku poszła do żłobka. Zdziwiła się, gdy już w pierwszych tygodniach znalazła w szafce Klary czekoladki, żelki, naklejki, balony. Okazało się, że to taka żłobkowa tradycja: dziecko, które obchodzi urodziny, przynosi małe upominki dla pozostałych dzieci.

Paulina ma dwoje dzieci, młodsze w żłobku, starsze w przedszkolu. U starszej córki zasady są jasne: w grupie jest kilkoro alergików, więc żeby żadne dziecko nie czuło się pokrzywdzone, rodzic może przygotować poczęstunek bez cukru, glutenu, nabiału i soi. Zwykle kończy się przyniesieniem owoców. W przypadku młodszej córki zasad nie ma. Zdarzyło się, że jedna z mam chciała wynająć animatora, ale dyrekcja placówki nie wyraziła na to zgody.

U synów Martyny, przedszkolaków, jest jeszcze "po staremu". Jubilat częstuje pozostałych cukierkami, a ci przygotowują dla niego rysunki, które nauczycielka spina w jedną, dużą książeczkę. Bez zadęcia i bez stresu. W przeciwieństwie do Eweliny czy Pauliny, Martyna nie musi dwa tygodnie przed urodzinami synów biegać po sklepach i szukać drobiazgów, które ucieszą ich kolegów i koleżanki na całe 2 sekundy.

Nie dajmy się zwariować

Pomysły na upominki dla dzieci w żłobkach i przedszkolach można znaleźć na forach i grupach na Facebooku. Serwisy parentingowe przygotowują rankingi prezentów, wiesz, żeby nie było obciachu, a w sklepach internetowych znajdziemy gotowe zestawy: słodycze, naklejki, kolorowanki, wszystko ładnie zapakowane w kolorowy woreczek albo celofan. To miły gest, przyznaję. Tylko kompletnie niepotrzebny, a nawet potencjalnie szkodliwy.

Po pierwsze: pieniądze. Koszt takiego upominku to zwykle 10-15 zł. Niewiele, ale pomnóżmy to przez liczbę dzieci w grupie, a tych może być 15-20. Nagle z dychy robią się dwie stówy. Czy nie lepiej wydać je na sprawienie przyjemności własnemu dziecku? Zabrać je do kina, do parku rozrywki, dorzucić do wymarzonej zabawki albo odłożyć na wakacje?

Po drugie: niepotrzebny stres i presja. Skoro mama Antka przygotowała dla całej grupy "bezy" (wiecie, te muffinki, co to są bez cukru, mąki pszennej, jajek, mleka, masła, czekolady, no, bez niczego), wynajęła animatora, a nauczycielkom wręczyła bilety do opery, trudno, żeby mama Stasia czy Zosi nie czuła presji. Po co sobie to robić? Mam wrażenie, że nie o dzieci tu chodzi, a o rodziców. Jakby ze wszelką cenę chcieli pokazać, jak bardzo są zaangażowani i jak wiele zrobią dla swoich dzieci. Tylko czy 1,5-roczna Amelka będzie w ogóle pamiętać, co dostała w żłobku od Jasia i Kuby?

Po trzecie: wykluczenie i tworzenie podziałów między dziećmi. Nie każdego rodzica będzie stać na przygotowanie wypasionych prezentów dla całej grupy. Nie każdy będzie pamiętał albo nie każdy będzie wiedział, że w placówce, do której chodzi jego dziecko, panują takie, a nie inne zasady. Nietrudno o łzy, poczucie odrzucenia czy bycia "gorszym" od pozostałych.

Rodzice, nie dajmy się zwariować i nie przykładajmy do tego ręki.

Czytaj także: