
Place zabaw są dla dzieci? Rodzice coraz częściej mogą się przekonać, że nie dla wszystkich. "Własność prywatna" – tłumaczą zwolennicy zamkniętych placów zabaw. "Selekcja!" – grzmią przeciwnicy ograniczeń. Czy w tym sporze jest miejsce na kulturę osobistą? Nasza czytelniczka przekonała się na własnej skórze, że chyba nie...
Od jakiegoś czasu w sieci pojawiają się informacje o placach zabaw, wokół których nagle wyrastają płoty, pojawiają się tabliczki z zakazem występu, a nawet kłódki, czy czytniki na breloki zbliżeniowe. Są to place zabaw, które powstały na terenach nowych osiedli. Często one same nie są ogrodzone, co zachęca mieszkające w okolicy dzieci do korzystania z zabawek.
Nie podoba się to mieszkańcom owych osiedli, którzy uważają, że skoro zapłacili za stworzenie placu, a także ponoszą koszty jego utrzymania, mają wyłączne prawo do korzystania z tych atrakcji. Nie każdy z tym się zgadza.
Nowy plac zabaw
"Niedawno się przeprowadziliśmy i jesteśmy na etapie poznawania okolicy. Ponieważ synek ma 3-latka, naszym głównym obiektem zainteresowań są place zabaw. Tak więc krążymy po okolicy w wózku i spacerując, szukamy atrakcji. Niestety nie ma ich tu zbyt wiele. Udało się nam namierzyć tylko 3 niewielkie place zabaw. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że mogą być czyjąś własnością, a nasza obecność może komuś przeszkadzać.
Jeden z placów zabaw, który spodobał się synkowi, jest stosunkowo niewielki, jednak ciekawie pomyślany. Widać też, że jest nowy i bardzo zadbany, co uspokaja mnie jako mamę. Wzbudza duże poczucie bezpieczeństwa, gdy widzę, że ewentualne uszkodzenia zabawek szybko są naprawiane. Tak więc zaczęliśmy tam bywać każdego dnia, a synek nawet znalazł kolegę.
Spotykaliśmy się o tej samej porze, a ponieważ chłopcy dobrze się bawili, któregoś dnia postanowiłam zagadać do jego mamy. Rozmawiało się całkiem miło do momentu, gdy zapytała, w którym mieszkamy bloku.
Place zabaw nie dla dzieci
W najbliższej okolicy placu zabaw znajdowało się kilka podobnych budynków. Wcześniej nawet nie zwróciłam uwagi, że to jedno osiedle. Teren nie był ogrodzony. Powiedziałam, że my tu nie mieszkamy, jedynie przychodzimy na plac zabaw.
Uśmiech z twarzy mojej rozmówczyni momentalne zniknął i zrobiło się mocno nieprzyjemnie. 'Czytać pani nie potrafi?' – rzuciła agresywnie, pokazując na tabliczkę, na której było napisane: 'Plac zabaw wyłącznie dla mieszkańców osiedla X'.
Zdębiałam. Wcześniej jej nie zauważyłam, pewne dlatego, że dość oczywiste było dla mnie, że place zabaw są po prostu dla dzieci, bez względu na to, gdzie one mieszkają. Skonsternowana, trochę nie wiedziałam, jak mam się zachować. Chcąc złagodzić sytuację, rzuciłam z uśmiechem: 'Przecież grzecznie się bawimy'.
'Proszę zabrać dziecko i więcej tu nie przychodzić. Tacy jak pani chcieliby wszystko za darmo, a utrzymanie tego placu kosztuje i to słono. To, że nie ma ogrodzenia, nie znaczy, że można wszędzie włazić. Jakby ktoś nie miał płotu wokół domu i miał huśtawkę na ogródku, też pani by weszła się pobawić?!' – drążyła temat oburzona.
A gdzie kultura osobista?
I choć trochę rozumiem jej punkt widzenia, to jednak ta agresywna forma jest dla mnie nie do przyjęcia. Zakładam, że nie byliśmy pierwszymi i ostatnimi osobami, które tak zaatakowała. Możliwe nawet, że nie ona jedna, jak lwica broni 'swojego' placu zabaw... a wszystkiemu przyglądają się dzieci.
Plac zabaw to miejsce, gdzie dziecko nie tylko się bawi, ale i uczy się pierwszych zasad społecznych. Takie załatwianie spraw i krzyczenie na obcych ludzi wbrew pozorom wcale nie uczy chronienia własnej własności, a jedynie chamstwa.
Drodzy rodzice, warto zacząć od siebie i spojrzeć, jaki daje się dziecku przykład".
