
Iga nie może się dogadać ze swoim mężem w wielu kwestiach dotyczących wychowania dzieci, choć ogólnie tworzą bardzo zgodne małżeństwo. W rodzicielstwie czasem ciężko wypracować kompromis, ale jej zdaniem to jednak coś więcej. Ten błąd popełnia wiele par.
Dzieci tak wiele zmieniły
"Gdy poznałam mojego męża, nie od razu zaiskrzyło. To raczej był długi proces. Zaczęło się bardziej od przyjaźni, a potem pojawiło się coś więcej. Świetnie się dogadywaliśmy na różnych obszarach. Im więcej czasu spędzaliśmy ze sobą, tym bardziej okazywało się, że mamy podobne zainteresowania, poglądy i spojrzenie na świat. Dobrze nam było ze sobą do czasu, aż pojawiły się dzieci...
Gdy urodziła się córka, pierwszym zgryzem był podział obowiązków. Dla mnie było oczywiste, że on będzie wstawał w nocy do dziecka, zmieniał pieluchy i kąpał niemowlę. On jednak zupełnie się do tego nie garnął. Początkowo miałam pretensje, aż zrozumiałam, że po prostu musimy to 'przegadać' i ustalić jakieś zasady. Tłumaczyłam to sobie tym, że jednak inaczej byliśmy wychowywani, a u niego w domu faceci faktycznie do dzieci się nie dotykają. Jednak z czasem zauważyłam, że czynności pielęgnacyjne to pikuś w porównaniu do tego, z czym przyszło nam się mierzyć, gdy dzieci podrosły. Teraz nieustannie się spieramy o metody wychowawcze.
Jakby inny człowiek
W relacji partnerskiej, intymnej czy przyjacielskiej dogadujemy się nadal świetnie. Uwielbiamy ze sobą spędzać czas i poświęcać sobie uwagę. Zgodnie podejmujemy decyzje na temat większych wydatków czy zmian w naszym życiu, ale gdy wchodzą tematy związane z dziećmi, bywa ostro. Jakby nagle w każdym z nas odpalała się druga osobowość, o istnieniu której nawet nie mieliśmy my pojęcia.
Chodzi o to, że człowiek związuje się z kimś, kogo szanuje i kocha, ale dopiero, gdy pojawiają się dzieci, odkrywa pewną cząstkę, o której się nie wiedziało. Cząstkę osobowości, która wcale nie musi się nam podobać. Tak sobie myślę, że to wielkie wyzwanie, z którym jest mi chol!@#$% trudno sobie poradzić.
O tym się nie rozmawia
Przed narodzinami starszego dziecka co najwyżej rozmawialiśmy o imionach i kolorze tapety w pokoju. Może snuliśmy pomysły na wspólne wakacje, jednak na takim etapie nie rozmawia się na temat tego, jak chcemy wychowywać nasze dzieci. Może to kwestia, że i samemu nie do końca ma się pojęcie na ten temat. A potem pojawia się ten mały człowiek i cała masa wyzwań, z którymi trzeba sobie razem radzić.
Ja staram się dużo czytać i zrozumieć, dlaczego dziecko zachowuje się tak, a nie inaczej. Empatia nie jest moją mocną stroną, ale to właśnie dzieci sprawiły, że chcę wczuwać się w ich sytuację. Szukam rozwiązań, zachęt, pragnę motywować i budować więź.
Mój mąż? Uważa, że to szukanie usprawiedliwień dla złego zachowania dzieci, brak dyscypliny, pobłażanie i pozwalanie dzieciakom na wchodzenie sobie na głowę. Często zaciskam zęby, a potem tłumaczę mój punkt widzenia, wyjaśniam, że można inaczej. Wiem, że nie ma tej wiedzy i wrażliwości co ja i chcę to zmienić. Ale on uważa, że ma prawo do swoich metod i poglądów.
Czy jest dobre rozwiązanie?
Przy starszych dzieciach, jest więcej wyzwań wychowawczych, a mój mąż coraz częściej naciska na swoje. Nasz dwugłos jest coraz wyraźniejszy. Obawiam się tych podwójnych 'zasad' i standardów i tego, że się ciągle kłócimy. Wiem, że i jego to męczy. Ciągle zwracam mu uwagę, więc czuje się tym beznadziejnym rodzicem 'drugiej kategorii', tym który się nie zna. Potwornie ciężko nam wypracować kompromis. Bo jak już coś ustalimy, to zaraz pojawia się nowa sytuacja, która staje się dla nas wyzwaniem.
Czy w ogóle to jest możliwe, by się dogadać? Przed narodzinami dziecka nikt nie ustala zasad jego wychowania. A może jednak trzeba było porozmawiać o takich sprawach wcześniej, zanim dzieci pojawiły się na świecie?".
