Usypianie starszego dziecka
Wieczorne usypianie to ważny rytuał dla dzieci. Fot. Tomislav Košćak/Pixabay

Wieczorny rytuał zwykle wygląda tak: kolacja, kąpiel, piżamka, przytulasy i „hop!” do łóżka. Potem czytamy bajki, głaszczemy po włosach, robimy wszystko, by dziecko spokojnie usnęło. Jesteśmy potrzebni maluchom przy usypianiu. Jak się okazuje, starszakom także.

REKLAMA

Moje dziecko nigdy samo nie usypiało. Poza przypadkami niespodziewanego odpłynięcia, na przykład, w trakcie jazdy samochodem, nigdy nic takiego się nie zdarzyło. Od narodzin przez przedszkole aż po wczesne lata szkolne, towarzyszyłam synowi w tym, magicznym skądinąd, przejściu ze stanu jawy do snu. Czasem zastąpił mnie jego tata albo babcia, ale ktoś musiał przy nim być, kiedy zasypiał.

Gdy był niemowlęciem, nosiłam go na rękach. Jak trochę podrósł, kładłam się z nim do łóżka. Najpierw było śpiewanie, potem opowiadanie bajek, czytanie książeczek. Z czasem jednak te historie działały odwrotnie – zamiast go usypiać, pobudzały go. Czasem był tak bardzo zainteresowany jakąś historyjką, że aż siadał. Musiałam więc zmienić taktykę. Na początku krótka bajka, a potem już tylko leżenie i rysowanie po pleckach.

Rytuał ważny, ale też i żmudny

Usypianie zwykle trwało. Pół godziny to była norma. Muszę przyznać, że po dniu pracy, kiedy wreszcie nadchodził wieczór, marzyłam tylko o tym, żeby choć przez chwilę skupić się na sobie. Obejrzeć film, porozmawiać z mężem. A ten czas spędzony w dziecięcym pokoju całkiem mnie rozbijał. Chwila leżenia i już robiłam się śpiąca, nieraz zasypiałam razem z dzieckiem. A jeśli nawet udało mi się nie zasnąć, nic już mi się potem nie chciało. Do czego zmierzam? Czasem bywało, że ten wieczorny rytuał zaczynał mnie irytować.

Usypianie zmienia się razem z dzieckiem

Chłopak rósł, w końcu poszedł do szkoły. I ani myślał sam usypiać! Ja za to odkryłam nowy sposób usypiania. Chwilę porozmawialiśmy, a potem kładłam się koło syna i czytałam książkę – sobie. Oboje byliśmy zadowoleni. On miał mnie, a ja tak całkiem się nie "rozłaziłam". Ten system sprawdzał się ładnych parę lat. Pewnego dnia jednak zauważyłam, że trochę zaczynam przeszkadzać... Dopóki leżałam na łóżku, chłopak wiercił się i w ogóle nie mógł usnąć. Zasypiał dopiero, gdy wychodziłam.

To był przełom. Skończyło się typowe usypianie dziecka. Po około dziesięciu latach! Gdy nosiłam go na rękach, kiedy był jeszcze niemowlęciem, nigdy bym nie uwierzyła, że tak długo będzie to trwało! Choć, mimo że mój syn ma już 12 lat, wciąż mamy swój rytuał. 

Matki obecność - obowiązkowa

Dziś, kiedy syn już zje kolację, weźmie prysznic i położy się do łóżka, woła mnie ze swojego pokoju: "Mamo, przyjdziesz?". Przyjdę. Odkładam wszystko, co akurat robię. Siadam na brzegu łóżka i przez dobre 5 minut rozmawiamy po ciemku. Co dziwnego wydarzyło się w szkole. Co powiedział kolega na przerwie. Jak zareagował informatyk na zachowanie innego kolegi. Ostatnio poruszyliśmy nawet temat fajnej koleżanki! 

Są to dla mnie niezwykle cenne minuty. Niepostrzeżenie, wieczorne usypianie przerodziło się w pewien rytuał szczerości. Oczywiście, to nie jest tak, że zawsze prowadzimy uduchowione i głębokie rozmowy. Czasem się śmiejemy z czegoś, co wydarzyło się w ciągu dnia, kiedy indziej przepraszamy. Czasem mówimy coś zupełnie nieistotnego. To nieważne. Liczy się to, że przez te parę chwil mój syn otwiera się przede mną. Czuje się przy mnie bezpiecznie. Ufa mi i wie, że może powiedzieć mi wszystko. Jestem pewna, że to będzie procentowało. I kiedyś, kiedy już nie będę go wieczorem "usypiała", będzie wiedział, że może przyjść i się wygadać.

Usypiajcie swoje dzieci, póki jeszcze możecie

Dociera do mnie, i to bardzo boleśnie, że już za kilka miesięcy, może za rok, skończy się nawet i to "usypianie". Wtedy będę miała całe wieczory tylko dla siebie. Ciekawa jestem, jak bardzo będę z nich zadowolona... Bo dziś, muszę przyznać, jeszcze zdarza mi się czuć poirytowanie, kiedy właśnie siadam wieczorem z książką lub włączam nowy sezon długo wyczekiwanego serialu i słyszę: "Mamo, przyjdziesz?". Wiem, że niedługo będę tęsknić za tym zawołaniem. 

Czytaj także: