mamDu_avatar

"Potem niech robi, co chce, ale do komunii musi iść". Nawet Wikipedia dała się nabrać

Marta Lewandowska

20 października 2022, 10:20 · 4 minuty czytania
W październiku na różańcu jakby wycieczki klasowe. Najwięcej wiernych ma lat 9. Przygotowują się do komunii. Koleżanka mówi: "Zadzwoń po 17.00, zawiozę młodego na różaniec, to pogadamy". Sama do kościoła nie wchodzi, w niedziele Kacper pójdzie z babcią. Rodzice poślą go do komunii, choć raczej wierzącymi bym ich nie nazwała.


"Potem niech robi, co chce, ale do komunii musi iść". Nawet Wikipedia dała się nabrać

Marta Lewandowska
20 października 2022, 10:20 • 1 minuta czytania
W październiku na różańcu jakby wycieczki klasowe. Najwięcej wiernych ma lat 9. Przygotowują się do komunii. Koleżanka mówi: "Zadzwoń po 17.00, zawiozę młodego na różaniec, to pogadamy". Sama do kościoła nie wchodzi, w niedziele Kacper pójdzie z babcią. Rodzice poślą go do komunii, choć raczej wierzącymi bym ich nie nazwała.
W październiku klęczą w równych rządkach w kościele, a rodzice czekają na parkingu. Tak uczymy dzieci obłudy, a ta Bogu się nie podoba. Fot. ADRIAN SLAZOK/REPORTER/EastNews
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Użytkownicy Kościoła na potrzeby komunii

Takich rodzin w Polsce jest wiele. Ślub kościelny, bo tradycja, chrzczą dziecko, bo rodzina naciska, posyłają do komunii, bo wszyscy idą. W niedzielę do kościoła chodzą tylko w czasie przygotowań do sakramentu dziecka, poza tym na śluby i pogrzeby. Czasem z palemką, albo koszyczkiem. Poza tym jakoś im nie po drodze.


- Po komunii niech robi, co chce, ale do sakramentu ma przystąpić - mówi Anna o córce. Paulina ma 9 lat, z rodzicami była w kościele w lutym, na pogrzebie dziadka. Teraz chodzi z nią babcia, czasem mama idzie z nią na różaniec, żeby nie wracała sama po ciemku, ale najczęściej wraca z sąsiadami, ich córka chodzi z Paulą do klasy, więc też musi chodzić.

Pytam Annę, czemu posyła dziecko do komunii, skoro sama nie chodzi do kościoła. - Taka tradycja, wiesz, ile teściowa by się nagadała? Jedyna wnuczka, a ona jej w albie nie zobaczy. Przemęczy się parę miesięcy i z głowy, o bierzmowaniu dziś nie myślę. Zresztą teraz jest w szkole średniej, nikt nie będzie sprawdzał, czy chodziła do kościoła. 

Tradycja silniejsza od przekonań

Wielu znajomych, z którymi rozmawiam, jest w podobnej sytuacji, sami deklarują się jako niewierzący, albo "wierzę, ale nie w Kościół". Jednak dzieci mają przystąpić do komunii, jak wszyscy, być jak wszyscy, pasować do reszty, pasować do obrazu ucznia w katolickim kraju. Tylko czy my jeszcze jesteśmy katolickim krajem? 

Wikipedia podaje, że w Polsce 91,9 proc. jest wyznania katolickiego, ale czy to ma się jakkolwiek do rzeczywistości? Przejeżdżając w porze różańca koło kościoła, można zobaczyć plotkujące matki, ojców w kółkach przypominających loże szyderców i ludzi w autach z laptopami na kolanach. Zgaduję, że w kościele w równych rządkach klęczą mali katolicy, średnia wieku 9 lat. 

Rodzice udostępniają ochoczo na "twarzoksiążce" kolejne "kwity na pedofilię w kościele", ale wiozą tam dziecko. "Czarna mafia" - wołają, a potem budzą trzecioklasistę w niedzielę do kościółka. No sorry, ale coś tu nie gra. Tradycja to miała na imię dziewczynka w "Misiu" Barei.  Jeśli nie wierzysz, nie praktykujesz, po co pchasz dziecko w ten kierat i statystyki?

Żeby w maju wrzucić zdjęcia z wypasionego przyjęcia komunijnego, na które weźmiesz kredyt i podjedziesz z dzieckiem pod kościół limuzyną?

Naucz mnie, mamo, być dobrym człowiekiem

Nieważne, czy wierzysz, czy nie - możesz być dobrym człowiekiem. Nikt ci nie zabroni i nawet palcem wytykać nie będzie. Można mieszkać na wsi, nie przyjmować wizyty duszpasterskiej i nie obudzić się z widłami w plecach. Teściowa, mama, czy nawet prababcia, pogada i przestanie. Jeśli nie jesteście przekonani co do Kościoła - nie posyłajcie tych dzieci.

Mnóstwo ludzi, którzy chodzą po tym świecie, nie kradnie, nie zabija, nie cudzołoży i nie składa fałszywych zeznań. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że większość, ale czy postępują tak ze względu na 10 przykazań, czy dlatego, że te zachowania nie leżą w ich naturze? 

Kilka dni temu zrobiło się głośno o księdzu prałacie Eugeniuszu Peplińskim z parafii w Kamieniu Krajeńskim. Ganił wiernych z ambony, ponieważ liczba przyjmujących komunię świętą w jego wspólnocie była "poniżej średniej w Polsce". Akurat w dniu, kiedy w kościołach zliczano, ilu parafian znalazło czas na udział w mszy świętej i ilu do komunii przystąpiło. 

To doskonały obraz tego, jak wygląda życie katolika po Pierwszej Komunii Świętej. Nie mówię, że każdego, bo są tacy, którzy szczerze wierzą i nim zaczniecie układać stos, by mnie spalić, powiem wam, że mam w bliskim otoczeniu wielu takich ludzi, z którymi - niezależnie od różnic w poglądach - mało, że potrafimy rozmawiać, to jeszcze się lubimy i spędzamy wspólnie czas z przyjemnością.

Pewnie większość z nich powiedziałaby, że nie jestem najgorszym człowiekiem, jakiego znają. Olga, która należy do wielu przykościelnych wspólnot, powiedziała kiedyś nawet, że chciałaby widzieć tyle miłości do bliźniego u niektórych związanych z kościołem ludzi, ile widzi u nas w domu. Nie trzeba być wierzącym, żeby kochać bliźniego swego, jak siebie samego, więc po co udawać i okazjonalnie bywać katolikiem?

A jednak wielu, którzy tak okazjonalnie korzystają z usług Kościoła, chętnie wytknie palcem Jasia, który jako jedyny w klasie do komunii nie przystąpi. I co z tego, że jego rodzina jest zaangażowana w pomoc słabszym i ubogim?

Kościołem uczycie kłamać?

Posyłanie dziecka do Pierwszej Komunii Świętej w momencie, kiedy nie czujecie się związani z tą wspólnotą to kłamstwo i obłuda. Tak. Rozumiem ludzi, którzy wracają do Kościoła, nawracają się. Rozumiem tych, którzy przechodzą kryzys wiary i tych, którzy postanawiają dopełnić formalności i z tą instytucją się rozstać. 

Ale nie jestem w stanie pojąć, po co posyłać dziecko na różaniec, na niedzielną mszę i kazać mu się przygotowywać do komunii, jeśli wiara rodziców jest wątpliwa, a praktyka żadna. Z wiedzy, jaką zaczerpnęłam przez lata, chodząc na lekcje katechezy w szkole i z tego co wyczytałam w Biblii, to katolik powinien wyrzec się obłudy.

Uważam, że lekcje katechezy w szkole nie powinny być ani na pierwszej, ani na ostatniej godzinie zajęć. Ich tam nie powinno być wcale. Jakbyśmy musieli podjąć decyzję, czy chcemy/mamy czas wozić dziecko dwa razy w tygodniu do przykościelnej salki na spotkanie z katechetą do kościoła, to Wikipedia pewnie szybciutko obniżyłaby swoje 91,9 proc. wierzących. 

Ile by zostało? Pewnie i tak więcej, niż faktycznie wierzy i potrzebuje sakramentów, ale zdecydowanie mniej, niż dziś. Bo dziś owczym pędem do komunii wciąż idzie większość dzieci w Polsce, ale one po tej okazji nie będą regularnie odwiedzać świątyni. Ile zostanie 10-15 proc.? 

Czytaj także: https://mamadu.pl/165823,religia-w-szkole-nie-musisz-deklarowac-rezygnacji-dziecka