leniwa matka
Warto "życzliwe" komentarze zredukować do minimum. Fot. 123rf.com

Z pewnością znasz te przesympatyczne uwagi, które od razu sugerują, jak bardzo beznadziejną matką jesteś. Nieważne, czy to twoja rodzona matka, teściowa, znajoma czy ktoś obcy w sklepie lub na placu zabaw. Wszyscy wiedzą lepiej. Pewna mama przetestowała pewien genialny sposób, który raz na zawsze uwolnił ja od słuchania tych wszystkich "życzliwych" osób. Sama go praktykuję podczas rodzinnych spotkań i szczerze polecam.

REKLAMA

Najgorsza matka na świecie

Jeszcze karmisz piersią? Będzie jadł banana na obiad? Chyba najwyższa pora pożegnać się ze smoczkiem? Do 5 roku życia będzie chodził w pieluszce? Już wracasz do pracy i ktoś obcy będzie wychowywał twoje dziecko? Ma alergię? Na pewno mu nie zaszkodzi, przesadzasz. Za dużo nosisz go na rękach... Nieprzychylnymi komentarzami i pytaniami sugerującymi, jak bardzo jesteśmy beznadziejne, każda z nas może sypać godzinami. Pewna kobieta miała tego dość i zastosowała pewien sprytny trik, dzięki któremu "życzliwi" zamilkli. Jak to możliwe?

Kobieta nagrała filmik, w którym dzieli się swoim patentem. Otóż gdy wychodzą z mężem i dzieckiem z domu, to jej partner przyjmuje inicjatywę. Podział obowiązków w przestrzeni publicznej między rodzicami to 90 do 10. Bez względu na wszystko ona siedzi i cieszy się wyjściem z domu, a mąż zajmuje się absolutnie wszystkim, co dotyczy dziecka.

Skąd ten pomysł? Nie chodzi o leniwe picie kawki (co także nam się należy!), ale o sposób postrzegania matek przez otoczenie. "Gdy widzisz matkę, która biega za dzieckiem, a ono się źle zachowuje, od razu patrzysz na matkę i myślisz sobie: 'Dlaczego ona nie może sprawić, by było grzeczne? Dlaczego twoje dziecko płacze? Ogarnij je'" - wyjaśnia Kailey na Tik Toku.

Najlepszy tata pod słońcem

A co się dzieje, gdy to tata ściga dziecko? "Widzisz dziecko, które goni ojciec, i choć źle się zachowuje, to patrzysz na tatę w stylu 'O mój Boże, on robi wszytko co w jego mocy - jest tylko tatą, nie wie, co robić'".

Mały eksperyment społeczny, czyli przekazanie pałeczki ojcu w opiece nad dzieckiem poza domem zakończył się pełnym sukcesem! Otóż nagle się okazało, że ich dziecko nie zachowuje się źle, bo... to tata się nim zajmuje.

Wiele mam przyznało Kailey rację i zgodziło się jej obserwacjami. Skuteczność metody potwierdzam także ja. Gdy na świat przyszło pierwsze nasze dziecko ilość pomysłów, uwag, porad maksymalnie mnie przytłaczała. Mimo iż rozmówcy chcieli dobrze, zazwyczaj nie było to zgodne z tym, czego ja chcę, ani z bieżącą wiedzą. Po jednej wizycie u rodziny miałam wrażenie, że wszystko robię źle, a moje pomysły są dziwne, że to jakieś fanaberie, co więcej jestem przewrażliwiona i się nie znam. Nikt nie słuchał moich argumentów, a nawet nie interesowało ich moje zdanie, bo co ja mogę wiedzieć o macierzyństwie?

Dlatego podczas rodzinnych obiadów, świąt i innych okazji do spotkań z bliskimi to mój mąż karmił, przewijał i usypiał dziecko. Ja siedziałam, piłam kawę i milczałam. Jeśli padało pytanie o dziecko do mnie, odsyłałam do męża, mówiąc: "Dziś jego dyżur, on decyduje". Uwag było znacznie mniej, a jeśli jakieś padały, to po moim mężu spływały jak po kaczce.

Jedyne, z czym musiałam się pogodzić, to fakt, że on wychodził na bohatera, a ja na leniwą matkę, ale mogę z tym żyć. W końcu to ja z dzieckiem siedziałam przez kilkanaście godzin w tygodniu sama w domu, ale kto by to tam zauważał...

Czytaj także: