
Monika Szydło głośno powiedziała o sytuacji, gdy jej nieuczęszczający na religię syn został wyproszony z sali w czasie śpiewania religijnych pieśni. Już kilka godzin po pierwszym materiale rozpętało się w jej życiu piekło. Jak tłumaczy kobieta, rodzice pozostałych uczniów zorganizowali na nią zasadzkę i urządzili awanturę na oczach dzieci.
Przedszkole nr 6 w Siemianowicach Śląskich stało się niedawno sławne, bo zorganizowało próbę z okazji Dnia Matki, w której czasie dzieci śpiewały religijne pieśni. Ale to nie połączenie świeckiego święta, publicznej placówki i boskiej interwencji rozsławiło przedszkole, a fakt, że w czasie zajęć wyproszono z sali 6-letniego Wojtka, bo nie uczęszczał na religię.
Sprawa odbiła się głośnym echem w mediach, a mama chłopca, Monika Szydło, zgłosiła wykluczenie dziecka do Kuratorium Oświaty w Katowicach, Wydziału Edukacji Urzędu Miejskiego w Siemianowicach Śląskich oraz Fundacji Wolność od Religii. W pierwszej rozmowie z dyrektorką usłyszała "przepraszam", ale sprawa szybko przyjęła inny obrót, bo do akcji wkroczyli rodzice innych dzieci.
"Pójdziemy do TVP!"
Monika na łamach Wyborczej mówi, że została napadnięta przez rodziców w szatni przedszkola, gdy pojawiła się na kolejnym spotkaniu wyjaśniającym sytuację.
"Zaczęły na mnie krzyczeć, że nie powinnam oczerniać przedszkola w gazecie, że mam napisać sprostowanie do mediów, że nie powinnam robić pod górkę paniom przedszkolankom. Odpowiedziałam, że nie mam zamiaru z nimi rozmawiać. Nikt nie uprzedził mnie, że w spotkaniu oprócz pani dyrektor będzie brać udział więcej osób. Wówczas pogroziły, że skoro ja poszłam do "Wyborczej", one pójdą do TVP i dopiero się przekonam, że żyjemy w katolickim kraju" - relacjonuje.
Kobieta dodaje, że po zakończeniu zajęć odebrała syna z przedszkola, a inne matki poszły równocześnie z nią do szatni. Tam rozegrała się kolejna drakońska scena: "Jedna z mam powiedziała, że współczuje Wojtkowi takiej złej matki, bo on na pewno chciałby wziąć udział w przedstawieniu, a nie mógł z powodu mojego światopoglądu. Wojtek wyszedł z płaczem, że nigdy nie chce już tu wracać" - powiedziała "Wyborczej" Monika Szydło.
"Lewacy..."
Jednak nienawistne ataki na mamę Wojtka nie odbywają się tylko w zamkniętych murach przedszkola. Kobieta musi radzić sobie z hejtem w sieci, gdzie ludzie piszą jej w prywatnych wiadomościach i komentarzach na Facebooku, że "lewactwo chce podporządkować sobie wszystkich".
Internauci zarzucają jej, że wymusza zmiany i narzuca neutralność światopoglądową, gdy dzieci wyraźnie cieszyły się z organizacji Dnia Matki. Niestety głosów współczucia z powodu wykluczenia jej dziecka z uroczystości nie jest zbyt wiele.
Sprawa wyproszenia małego Wojtka z próby trafiła już do kuratorium i ono zajmie się oceną sytuacji. "Współczuję pani Monice, która poczuła się zapewne, jakby trafiła na lincz" - powiedział w rozmowie z Wyborczą rzecznik Urzędu Miejskiego w Siemianowicach Śląskich Piotr Kochanek. Wyraził nadzieję, że konflikt pomiędzy dorosłymi szybko się zakończy.
