
Eksperci zapowiadali, że pandemia zaowocuje w Polsce plagą rozwodów. Zamknięci razem w czterech ścianach mieliśmy się kłócić i rozstawać. A tymczasem, jak wynika z danych z ponad 40 sądów okręgowych, rozwodów na początku 2022 było nieomal tyle samo, co przed rokiem, za to znacznie mniej niż w 2019. Co wcale nie oznacza, że tak nam z sobą dobrze.
Polacy wcale nie chcą się rozwodzić
Jak wynika z danych z 46 sądów okręgowych, od stycznia do końca marca 2022 w sumie wpłynęło 19 889 pozwów rozwodowych, to zaledwie 16 więcej niż w analogicznym okresie w 2021 roku. U progu pandemii, czyli w pierwszym kwartale 2020 r., było ich 19,3 tys. Jednak jeśli porównamy pierwsze kwartały 2022 i 2019, to w bieżącym roku mamy aż 8 proc. pozwów mniej.
Najwięcej pozwów wpłynęło w Poznaniu (1,3 tys.), najmniej w Łomży (149). Czy to oznacza, że ma wschodzie kraju nasze zaangażowanie w życie rodzinne rośnie? Ano niekoniecznie.
- Obecnie wielu małżonków przechodzących kryzysy odkłada wnoszenie pozwów ze względu na kwestie ekonomiczne, w tym np. wspólnie spłacane i rosnące kredyty hipoteczne. Ponadto znaczna część osób obawia się kosztów związanych z wniesieniem sprawy do sądu - mówi radczyni prawna Małgorzata Sokołowska, specjalizująca się w sprawach rodzinnych.
- Trzeba pamiętać o tym, że w ostatnich dwóch latach niektórzy Polacy stracili swoje biznesy i musieli np. znaleźć nowe pomysły na życie. I na tym skupili swoją uwagę, odkładając sprawy osobiste na dalszy plan – dodaje.
Na rozwody nas nie stać
Kwestie ekonomiczne zatrzymują w nieszczęśliwych małżeństwach wiele par. Wspólny kredyt hipoteczny, trudne do zaplanowania utrzymanie domu i dzieci z jednej pensji, sprawiają, że małżonkowie trwają w życiu obok siebie.
Co ciekawe, mec. Małgorzata Sokołowska zwraca uwagę, że wiele par, które przychodzą do niej po poradę rozwodową, ma za sobą pracę nad związkiem. Zdaniem ekspertki łatwość dostępu do informacji, webinarów, jak przetrwać kryzys, ma wpływ na ratowanie związków. Małżonkowie chętnie też korzystają z mediacji i terapii, bo... to tańsze niż rozwód.
Rozwodzić się w Polsce... nie ma kto
Michał Pajdak z platformy e-Psycholodzy zwraca uwagę, że choć liczba rozwodów utrzymuje się od kilku lat na bardzo podobnym poziomie, to małżeństw zawiera się w kraju nad Wisłą coraz mniej. Dodatkowo wiek państwa młodych jest znacznie wyższy, niż np. dekadę temu. Co to oznacza - teoretycznie bardziej świadome i przemyślane decyzje.
- Liczba rozwodów utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie od kilku lat. I raczej nic nie zapowiada, żeby jakoś drastycznie ich przybywało. Jak widać, nawet sama pandemia niewiele tutaj zmieniła. A już na pewno nie jestem skłonna uznać, że czeka nas plaga pozwów rozwodowych. Można pokusić się o prognozę, że w przyszłości będzie ich nawet nieco mniej, skoro coraz rzadziej są zawierane małżeństwa – wtóruje mu mec. Małgorzata Sokołowska.
Mieszkańcy miast odchodzą częściej
Najwięcej spraw rozwodowych jest w sądach, które odpowiadają za duże aglomeracje miejskie - Warszawa, Poznań, Gdańsk są niezmiennie w czołówce. Eksperci są jednomyślni, w mieście łatwiej się rozwieść, bo tu jesteśmy bardziej anonimowi.
- Tutaj mniejsze znacznie odgrywają czynniki religijne i tzw. wstyd społeczny niż w niewielkich miejscowościach. Jeśli dana osoba upewni się, że wie, czego potrzebuje w życiu, a co stanowi dla niej źródło frustracji lub nawet strachu o siebie i dzieci, to po prostu zaczyna działać – komentuje mec. Sokołowska. Najmniej rozwodów odnotowuje się we wschodniej części kraju. Łomża, Suwałki czy Przemyśl - tam sądy w znacznej mierze "obsługują" tereny wiejskie, gdzie przywiązanie do tradycji i religii jest statystycznie większe.
Źródło: MondayNews
