
Czytacie dzieciom? Jeśli tak, to bardzo dobrze. Jednak nie każda książka dla dzieci jest dla nich odpowiednia. Przeglądając "Nie, Nie, nie!", trudno nie złapać się za głowę. Ta książka to promocja zastraszania dzieci, ignorowania ich potrzeb i emocji. Rzadko trafia się coś aż tak złego.
REKLAMA
Mały potworek mieszka w jej buzi
O książeczce dowiedziałyśmy się z mediów społecznościowych Natuli. Bohaterka "Nie, nie, nie", Julka to mała dziewczynka, która nie lubi, jak ktoś jej coś każe i przerywa jej zabawę. Klasyczny przedszkolak - chciałoby się powiedzieć. Nasza kilkuletnia bohaterka złości się, kiedy mama czegoś od niej chce i stanowczo odmawia. "Mały potworek" z jej buzi ciągle jest na nie. Aż w końcu mamie puszczają nerwy i podnosi głos na córkę.Zdarza się każdemu. Julka oświadcza, że nie chce już takiej mamy, że chce mieszkać z koleżanką Zosią, bo jej mama jest znacznie fajniejsza. Matka naszej małej bohaterki postanawia pokazać córce, że w innych domach wcale nie jest tak kolorowo i zgadza się na nocowanie córki u koleżanki.
Tam Julka też próbuje marudzić. W czasie obiadu, kiedy staje przed nią talerz z daniem, którego dziewczynka nie lubi - odmawia spożycia posiłku. Ale mama Zosi wcale nie odpuszcza. Robi groźną minę i Julka pałaszuje całe nielubiane danie, choć nie smakuje ono tak dobrze jak u mamy. Boi się, więc zjada.
Później też nie podoba jej się to, co mama Zosi każe jej robić. Jednak kiedy kobieta z groźną miną odsyła dziewczynki do kąpieli, Julka idzie grzecznie za koleżanką do łazienki, bo z groźną mamą nie ma dyskusji.
Po wizycie u Zosi Julka wraca do domu odmieniona, "nie" znika z jej słownika. Staje się uległym dzieckiem, które bez sprzeciwu robi, co mama każe, zjada, co jej dadzą... No i wszyscy żyli długo i szczęśliwie...
Ale czy na pewno?
Zastraszone dziecko, które dość szybko uczy się, że z dorosłymi nie ma dyskusji, bo to oni są górą. Uległa dziewczynka, która uczy się ignorować własne granice i wypełnia wszystkie polecenia. Przeszedł nas dreszcz. Idealny materiał na męczennicę, ofiarę przemocy w dorosłym życiu, ucieleśnienie "cnót niewieścich"...W XXI wieku, przy ogromnej wiedzy psychologicznej, do której mamy dziś dostęp nie ma w nas zgody na tego typu publikacje. Dziecko musi wiedzieć, że rodzice akceptują je, że widzą, rozumieją i szanują jego emocje. Dziecięcy umysł działa inaczej niż dorosły. Dziecko jeśli czegoś nie chce, np. zjeść nielubianej potrawy - po prostu mówi nie.
Ta publikacja pokazuje, jak złamać dziecko, zmusić do działania wbrew instynktowi. Mówimy stanowcze nie takiemu podejściu i takiemu przesłaniu w literaturze dziecięcej. "Nie, nie, nie!" powinno być prezentowane autorom książeczek dla dzieci, jako wzór, jak wszystko zrobić źle i niepedagogicznie.
Może cię zainteresować także: "Co wolno wojewodzie, to nie tobie...". Pamiętasz jeszcze uczucie, które wywoływały te słowa?
