
Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego kobiety wyszły na ulice i to w miastach całego kraju. Warszawa przestała być już centrum świata walki o prawa kobiet. Mieszkanki mniejszych miast, nieprzyzwyczajone do obywatelskich protestów, także zaczęły wychodzić na ulice. Ryzykując być może bardziej niż mieszkanki stolicy. Dlaczego? Powiem wam wprost, dlaczego protest w małym mieście wymaga więcej odwagi.
Wyjść na ulicę – łatwo powiedzieć
Jak wychodzi się na ulicę w małym mieście? Z pewną taką nieśmiałością, chciałoby się zażartować. Wiele kobiet, które w ostatnich dniach wyszły na ulice swoich miast, wcześniej nie brało udziału w czarnych protestach ani żadnych większych strajkach. Łatwo jest, nawet będąc stremowanym i niepewnym, dołączyć do wielotysięcznego tłumu i protestować w stolicy.Może cię zainteresować także: Tego Godek się nie spodziewała. Strajk Kobiet odpowiada pro-liferom blokującym telefon pomocy
Tu brak organizatorów z megafonem. Brak lidera, który powie, co robimy, gdzie idziemy i jakie hasło powinniśmy skandować. Myśl "co robić i jak się nie wygłupić" pojawia się w głowach wielu "protestujących", którzy dopiero stoją na środku miasta i wypatrują w tłumie swoich znajomych. Z nadzieją albo ze strachem.
Co ludzie powiedzą?
Możecie się śmiać z tej drobnomieszczańskiej obawy, ale każdy mieszkaniec małego miasta i wsi dokładnie rozumie, co mam na myśli. Obawa przed tym, "co ludzie powiedzą", potrafi blokować nawet przed wyborem bardziej ekstrawaganckiego outiftu i wyjścia w nim na miasto.Zostaniesz czarną owcą
Zapytacie i co z tego? To proste – wiele małych miast to nadal bardzo konserwatywne miejsca, w których w czasie wyborów PiS miał bardzo wysokie poparcie. To nadal miejsca, w których nie wstyd powiedzieć coś seksistowskiego lub homofobicznego. Raczej nikt nie zareaguje. Ale jak zwrócicie uwagę, to wy zostaniecie obrzuceni zdziwionymi spojrzeniami.W małym mieście jest co robić
Jeszcze dwa lata temu, gdy PiS chciał zaostrzenia prawa aborcyjnego, małe miasta także próbowały się organizować. Kończyło się to tym, że w moim mieście na główny plac wyszło kilkanaście kobiet. A w lokalnej gazecie przeczytałam o naiwnych mieszkankach Sochaczewa, które nie rozumieją, że zakaz aborcji to temat zastępczy. Wiele osób powtarzało wtedy, że protestować trzeba w Warszawie.Może cię zainteresować także: Dziękuję PIS-ie za zniszczenie moich marzeń. Chciałam mieć dziecko – już się na to nie odważę
