Zakaz "pozdrawiam" w mailach. Kuriozalne wytyczne szkoły, jak rodzice mają pisać do nauczycieli

Jak zwracać się do nauczycieli? Liceum w Warszawie ma kuriozalne wymagania
Jak zwracać się do nauczycieli? Liceum w Warszawie ma kuriozalne wymagania Unsplash.com
Jedno z warszawskich liceów z impetem rozpoczęło rok szkolny. Rodziców pierwszoklasistów poinformowano na wejściu, jak nie należy pisać maili do nauczycieli. Tym razem nie chodziło o budzące spory "witam"...


"Jak wątłe trzeba mieć ego, by dmuchać je sobie stołkiem, na którym sadza się własny tyłek?" - pyta ironicznie jeden z internautów pod postem na otwartej grupie na Facebooku. Choć sytuacja opisana w poście brzmi jak groteska, to realizm.

Jak się okazuje, dyrekcja szkoły podała rodzicom instrukcję, jak należy kontaktować się z kadrą przez dziennik elektroniczny. Chodzi o to, by rodzice nie pisali na zakończenie wiadomości słowa "pozdrawiam", bo to oznacza, że nadawca stawia się NA RÓWNI albo powyżej nauczycieli. Na równi! Rodzic i nauczyciel! Taki skandal!

Wnioskujemy zatem, że w korespondencji rodzic-nauczyciel nie powinno być spoufalania się i okazywania emocji, bo przecież "co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie". "Pozdrawiam" należy zastąpić zacnym "z poważaniem" lub "z wyrazami szacunku".

Taka zasada wygląda na chwytanie się brzytwy w walce o swój autorytet, którego nauczyciele we własnym przekonaniu najwyraźniej nie mają. Bo jak bardzo trzeba nie lubić siebie i mieć o sobie kiepskie zdanie, by czuć się urażonym pozdrowieniami? I jak na uczniów wpływa nauczanie przez takie osobowości oraz klimat totalnej biurokratyzacji, wywyższania się, sprowadzania innych do parteru?


No i co z teorią Marcina Stiburskiego, fizyka i nauczyciela, który słynie z wyjątkowo ciepłego podejścia do uczniów i rewolucyjnych metod nauczania, w której szkoła jest usługodawcą, nauczyciel pracownikiem jak np. fryzjer, a uczeń i jego rodzic klientami?

– Jestem psychologiem i boli mnie taka postawa pedagogów – mówi w rozmowie z MamaDu, Olga Pasierbska, znajoma rodziców dzieci, które uczą się w warszawskim liceum zakazującym pozdrowień.

– W świetle badań naukowych klimat w szkole to jeden z najważniejszych czynników profilaktyki. Biurokratyzacja mu nie służy. Myślę, że w kontekście wzrostu zaburzeń psychicznych wśród młodzieży, przeładowanych szkół i znieczulicy to bardzo ważny temat. Poza tym tytułomania per "pani profesor" jest nieuprawniona, niezasłużona i pogłębia dystans pomiędzy nauczycielem, daje pole do traktowania drugiego człowieka "z góry", a nie z tolerancją i sercem – mówi Olga Pasierbska.

Jak zatem mają się czuć dzieci w szkole, w której panuje odgórny zakaz pozdrowień od rodzica dla nauczyciela? Taki sposób budowania relacji rodziców z nauczycielami to nie przypadek. To nie jest wyjątek od reguły. Nauczyciele, którzy nie chcą być pozdrawiani przez rodziców, bo chcą się czuć "wyżej", z pewnością używają do tego różnych innych metod, a w szkole sposobów na pokazanie nauczycielskiej władzy jest masa.

Np. karne kartkówki bez zapowiedzi, mściwe odpytywanie pod tablicą... Bo do kreślenia na czerwono wyłącznie błędów, bez zwracania uwagi na to, co uczeń potrafi i używania ocen jak metody kija i marchewki już się przyzwyczailiśmy, prawda? Zresztą o tej konkretnej szkole krąży wśród rodziców opinia, że to liceum, w którym za oceny trzeba oddać dzieciństwo... Czyli wszystko się "zgadza".

Wszystko to sprawia, że ogólny klimat w szkole można opisać jako negatywny, a on może mieć fatalne skutki dla samej młodzieży.

"Wyniki wielu badań wskazują, że szkoła jako składnik środowiska społecznego człowieka jest istotnym czynnikiem dla wielu zachowań ryzykownych młodzieży. Pozytywny klimat szkoły, przy kontrolowaniu innych ważnych wpływów środowiskowych i cech indywidualnych, wiąże się z rzadszym występowaniem, mniejszym nasileniem lub późniejszym rozpoczynaniem takich zachowań jak: używanie substancji psychoaktywnych, przemoc, systematyczne dokuczanie, wykroczenia i przestępstwa, zaburzenia zachowania, wagary, ryzykowne zachowania seksualne. Te wyniki są empirycznym dowodem na to, że szkoła jako instytucja może mieć swój znaczący wkład w ochronę młodzieży przed podejmowaniem zachowań ryzykownych" - czytamy w pracy naukowej "Profilaktyka w szkole".

Czyli im bardziej nauczyciele się wywyższają, im bardziej pompują swoje ego kosztem uczniów, tym bardziej narażają ich wystąpienie zaburzeń psychicznych, w tym lęków i depresji. Jeśli nauczyciele waszych dzieci marzą, by zwracać się do nich z uniżeniem, miejcie się na baczności. Bardzo trafnie podsumowała to jedna z internautek: "Żeby nie doczekali czasów, kiedy ktoś im napisze 'nara'”. W punkt!

Netykieta nigdy nie powinna być wyżej niż to, co łączy dwoje ludzi. Rodzica i nauczyciela łączy wspólny interes – dobro dziecka. Jeśli nie będą mieć równych, serdecznych relacji, jak mają współpracować?

To tak jakby savoir vivre był ważniejszy niż to, jacy jesteśmy naprawdę. To jakbyśmy wzbudzali w dziecku wstyd i poczucie winy za to, że dłubie w nosie. Chyba wszyscy w XXI wieku wiemy już, co jest NAPRAWDĘ ważne?!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Wyprawka dla noworodka - co kupić dla dziecka? Pełna lista
0 0Genialny patent na sen dla mam. Tego mogą nam pozazdrościć nasze babcie!