
Sam fakt, że często uznajemy Amerykanów za fałszywych, świadczy o tym, czym jest dla nas narzekanie. Jest uważane za efekt szczerości, bezpośredniości, zaufania. Kochamy wysłuchiwać seriali z życia koleżanek, a kiedy nie wiemy, co powiedzieć przypadkowemu znajomemu spotkanemu w pracy, mówimy o tym, że ochlapał nas autobus albo ta kawa w ekspresie to jednak kiedyś była smaczniejsza. Empatyzujący z nami rozmówca daje nam odrobinę satysfakcji, a my jemu – swoją życzliwość. Teoretycznie to sytuacja win-win, praktycznie – nieodwracalna szkoda dla mózgu słuchającego naszych wynurzeń.
Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda przebadali wpływ glikokortykosteroidów (wydzielanych przez korę nadnerczy podczas krótkotrwałego stresu psychicznego) na mózg. Aktywne wysłuchiwanie cudzych żali i bycie świadkiem czyichś nerwów zdecydowanie podwyższa poziom stresu.
Najbardziej zagrożona jest kora przedczołowa, która odpowiada za kontrolę emocji i podejmowanie decyzji, oraz hipokamp (obszar mózgu, który cierpi u osób chorych na Alzheimera), który odpowiada za działania w zakresie zapamiętywania, uczenia się i inteligencji. Co gorsza, im więcej narzekamy lub słuchamy narzekań, tym bardziej jest to dla nas łatwe i naturalne. Właśnie dzięki neuronom, które rozgałęziają się, żeby za kolejnym razem usprawnić przepływ podobnych informacji.
Może cię zainteresować także: Kobieta przez 5 minut cała się trzęsie. Ta metoda daje efekt, o którym marzą miliony
