10-latka chciała przez koleżanki zmienić imię. "Szczekały za nią i kazały aportować"

Niejedno dziecko w Polsce nie cierpi swojego imienia
Niejedno dziecko w Polsce nie cierpi swojego imienia Unsplash.com
Niech długopisem rzuci w biurko ten, kto nigdy w dzieciństwie nie śmiał się z imienia szkolnego kolegi. Albo zbyt starodawne, albo zagraniczne, albo z cyklu "pierwsze słyszę o takim imieniu" – i tak koło się kręci, aż dopiero po latach uświadamiamy sobie, że mogliśmy swoimi szyderstwami zrobić komuś krzywdę. Niestety zakres imion, z których śmieją się dzieciaki stale się powiększa, co udowadnia wiadomość ojca 3-letniej dziewczynki. Człowieka załamanego i myślącego nawet o zmianie imienia swojej córki, zanim ta pójdzie do przedszkola.


– Mojej córce, która idzie we wrześniu do przedszkola, daliśmy na imię Marta, uważając to imię za klasyczne i bezpretensjonalne. Wczoraj, oglądając TVP ABC, z przerażeniem zobaczyłem, że nadają bajkę o psie o tym imieniu. Jestem tym zszokowany i załamany. Znając złośliwość dzieciaków, jak tylko pójdzie do przedszkola to usłyszy, że ma imię jak pies i zacznie się wyśmiewanie jej – napisał ojciec 3-latki na Facebooku, czym wywołał sporo: uśmiechów niedowierzania, parsknięć śmiechem, podejrzeń o bycie internetowym trollem i machnięć ręką z rodzaju "daj pan spokój, ludzie mają prawdziwe problemy".


On tymczasem twierdzi, że czuje się na tyle załamany, że po zobaczeniu bajki – dorosłym mężczyzną będąc – się rozpłakał. I co ważne – okazało się, że nie jest ze swoim problemem sam.

"Kazały jej aportować"
Wyobrażoną przez niego sytuację przeżyła mama innej Marty, która właśnie zdała do 3 klasy.

– Dwie dziewczynki z jej klasy i dwie ze starszej szczekały za nią, kazały aportować. Zgłosiłam sprawę w szkole, oczywiście była pogadanka, łzy, przeprosiny i wszystko się skończyło. Sama natomiast wytłumaczyłam córce, że ma najpiękniejsze imię na świecie. Bardzo długo go "szukaliśmy", a Św. Marta jest patronką gospodyń domowych i zapracowanych kobiet, więc tak naprawdę wszystkich mam, a to bardzo ważna rola! – napisała pani Sylwia. Dodała, że mąż podszedł do sprawy nieco mniej pedagogicznie.


– Powiedział córce, że dziewczyny tak się zachowują, bo zazdroszczą jej tak wyjątkowego imienia. Czym bowiem może się pochwalić latająca z leniwym Guciem pszczółka, czy imienniczka sieci marketów budowlanych "Jula"? – śmieje się mama 10-latki.

I choć problem zniknął, zostawił w psychice jej dziecka trwały ślad. Do tego stopnia, że dziewczynka chciałaby zmienić imię na "normalne, czyli Lucy". Bo jej jest dziwne, psie.

Problematyczne imiona
Do tablicy niech podejdzie logika: problem może pojawić się zawsze, bo bajek produkuje się tysiące, a jej bohaterowie imiona muszą mieć. Póki co, wiemy jednak, że Marta może dziecku nie pasować – bo pies, Maja – bo pszczoła. Tomek, Piotruś, Edek, Gabryś i Emilka są lokomotywami, Olaf – bałwanem. Florek to rybka z "Małej Syrenki", Sebastian – krab, Urszula – pół-kobieta, pół-ośmiornica, a Paulinka już przez Juliana Tuwima nazywana była "kretynką".


Od bajek odbijając w nazwy popularnych produktów: Kasia kojarzy się z margaryną, Darek z serkiem homogenizowanym, Regina z papierem toaletowym. Tylko Monika "była okej".

"Agnieszka ssała mego orzeszka"
Niegdyś w naszym kręgu kulturowym ludzkie imiona nadawano tylko ludziom. Powód był prosty: Pismo Święte uznaje nadawanie ludzkich imion zwierzętom za grzech. Zresztą nawet niezwiązani z chrześcijaństwem ezoterycy uważali, iż ludzkie imiona są "dużym obciążeniem energetycznym" dla domowych pupili.

Jakiś czas temu uznano, że nadawanie ludzkich imion antropomorfizowanym zwierzętom i przedmiotom w bajkach dziecięcych sprawi, że dzieci łatwiej się z nimi zidentyfikują. Ten schemat działa podobnie w dorosłym już świecie – nadanie margarynie "imienia", które kojarzy się z ogniskiem domowym, a papierowi toaletowemu takiego, które kojarzy się z luksusem (a więc miękkością) wpływa na jego sprzedaż.

To już norma, której zmiana, czyli zaostrzenie zasad nadawania nazw przedmiotom, zwierzętom i postaciom fikcyjnym, nie jest możliwa. Poza tym pamiętajmy, że Basia od zawsze kojarzy się z wiewiórką, Agata nogą zamiata, Iwonka puściła bąka, a Agnieszka ssała jego orzeszka (tak brzmiała popularna parafraza hitu zespołu "Łzy").

Jedyne co nam więc zostaje, to wychowywać dzieci na samoakceptujące się osoby, którym docinki równieśników nie zniszczą życia. Bo powód do tych zawsze się znajdzie.