"Zakleili, a mogli od razu spalić". Awantura o obrazek w encyklopedii dla dzieci

W encyklopedii dla dzieci zaklejono "niewygodne" obrazki
W encyklopedii dla dzieci zaklejono "niewygodne" obrazki Zrzut z ekranu/Facebook
Teoretycznie emocje z zakończeniem roku opadły. Kto się miał pochwalić czerwonym paskiem na świadectwie swojego dziecka, już to zrobił. Kto miał skrytykować pęd na oślep za najlepszymi ocenami, również miał czas, żeby zabrać głos. Nadal jednak na grupach dla rodziców trwają dyskusje na temat tego, co ich dzieci przyniosły ze szkół w ramach prezentów i nagród za kolejny rok nauki.


Przyjęło się, że uczniom (wszystkim lub tym wyróżnionym) na zakończenie roku daje się książki. Pamiętam, że w mojej szkole wychowawczyni zabierała nas do księgarni i każdy wybierał to, co faktycznie go interesowało. Często jednak dzieci dostają lektury przypadkowe, a przez to nietrafione.

Swoimi refleksjami na ten temat podzielili się rodzice w sieci. Pokazali zdjęcia książek o Żołnierzach Wyklętych czy całych zbiorów o Janie Pawle II – może by nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ów zestaw dostał uczeń, który na religię nie chodzi.

Pani Anita również pokazała, co dostały dzieci z jednej z warszawskich szkół. I przyznała, że choć rzadko "udziela się" w mediach społecznościowych i daleko jej do przepychanek ideologiczno-politycznych, to tym razem trudno jej milczeć. Uczniowie dostali bowiem encyklopedię. Niby to nic złego, a wręcz ciekawy pomysł na zachęcenie młodych do poszerzania wiedzy. Jest jednak jedno "ale".


– Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu encyklopedia jako źródło wiedzy dla dzieciaków to świetna pozycja w domowej biblioteczce. Okazuje się jednak, że nie każdy tak myśli, a tendencja zakłamywania rzeczywistości i cenzury obecna jest również w szkołach. W czym rzecz? W tym, że uczniowie, który uzyskali promocję do IV klasy, otrzymali encyklopedię z zaklejonym obrazkiem, który przedstawia anatomiczny rysunek narządów płciowych.Pani Anita pyta: "Czy o to chodzi w edukacji, żeby negować naukę? Czy to właśnie jest XXI wiek? Gdzie w tym wszystkim głosy autorytetów, którzy apelują o edukację seksualną w szkołach? Dlaczego tworzymy tematy tabu, a później oburzamy się na skutki takiego działania? Przykro mi, że w naszym kraju edukację, nie tylko seksualną, traktuje się po macoszemu i zwyczajnie nie chcę, aby moje dzieci żyły w takiej rzeczywistości. Ale to już kolejny temat do dyskusji…

Poza tym książka przez taki zabieg została zniszczona. – Ale co tam trochę kleju, przecież nikt tych encyklopedii nie spalił. A w tym też już przecież mamy doświadczenie, prawda? – podsumowuje kobieta.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...