"Pozwalam córce nosić szorty, a wy nazywacie ją tirówką". Czy rodzice powinni "cenzurować" ubrania dzieci

Czy pozwalać córce nosić krótkie spodenki?
Czy pozwalać córce nosić krótkie spodenki? fot. mamadu
Kusa garderoba, w tym krótkie spodenki u nastolatek i młodych dziewczyn wzbudzają w naszym społeczeństwie dużo emocji. Zwłaszcza negatywnych. Stygmatyzacja, hejt i uczenie od najmłodszych lat myślenia „nie prowokuj”, a tym samym przedmiotowe podejście do ciała, są na porządku dziennym. Co zatem powinni zrobić rodzice? Pozwalać nosić szorty i narażać dzieci na komentarze, czy schować szorty w szafie i budować poczucie wstydu...?


Rok temu w MamaDu pisałam o uwłaczającym sposobie "na krótkie spodenki" jednej ze śląskich podstawówek. W szkole nauczyciele przy całej klasie centymetrem mierzyli dziewczynkom szorty i spódniczki, czy aby nie są za krótkie. Jeśli odzież nie kwalifikowała się w kategorii "przyzwoite", uczennica dostawała uwagę.


Chodziło o wypracowanie (nieudolne) szkolnego dress code'u. Jednak zdaniem psycholog Katarzyny Kucewicz dzieci w wieku 8 czy 9 lat nie rozpatrują swej garderoby w kategoriach przyzwoite lub nie. – Dla ośmiolatki swobodny strój najprawdopodobniej związany jest z upałem. To pogoda jest dla niej sensownym argumentem, nie normy, o których nie ma pojęcia, dlatego ważne jest, by naukę na ten temat przeprowadzić skutecznie i z dobrymi intencjami wobec dziecka – komentowała wówczas psycholog.


Podobnie jest z dziećmi starszymi, w wieku 12 lat. - Pozwalam córkom nosić krótkie spodenki. Nad tym, w co ubierają się młodsze, w ogóle się nie zastanawiam, czy "wypada". Mają po 12 lat, wybierają to, w czym sobie się podobają i wiem, że kierują się tylko wygodą i upałem. Starsza córka ma 15 lat i sama pyta mnie, czy jest w porządku, czy jej nie widać pośladków. Gdyby było widać, reagowałabym, ale też nie uważam, żeby strój 15-latki był uzasadnieniem dla złośliwych, uwłaczających komentarzy – mówi w rozmowie z MamaDu Alicja, mama dziewczynek.


Jednak nasze narodowe podejście do kusej garderoby wśród dzieci i nastolatek jest zgoła inne, a odzwierciedlają je właśnie wspomniane komentarze.

8-latka jak "tirówka"
Pod tekstem o mierzeniu spodenek czytamy (pamiętajmy, że chodzi o 8-letnie dzieci): „I prawidłowo! Po co takie krótkie? Później ksiądz na religii się ślini”, „Niskie poczucie wartości młoda dziewczyna podbudowuje krótką kiecką”, „Puszczają kilkunastoletnie dzieciaki w miniówkach lub szortach jak na plażę, a potem mają pretensje”, „Matka, ma gdzieś, że jej córeczka chodzi ubrana jak tirówka” - to tylko niektóre z komentarzy, te mniej wulgarne.

Jeszcze gorzej ma się sprawa podejścia do ubierania dzieci (tak, 12-latka i 15-latka to nadal dzieci) w kostiumy kąpielowe... na basenie! Niedawno do redakcji MamaDu list napisała mama 12-latki. Były na basenie, gdzie córka – co naturalne – miała na sobie normalny dwuczęściowy strój. To przeciągnęło spojrzenie pewnego dorosłego mężczyzny, który spojrzał na dziecko jak na dorosłą kobietę. Dostrzegła to jej mama i opisała w liście.

Pod tekstem roi się od komentarzy usprawiedliwiających mężczyznę, obwiniających matkę, uwag na temat strojów kąpielowych dzieci. We wszystkich komentarzach wokół kusych strojów, także u nastolatek, przoduje jeden wątek – prowokowanie mężczyzn, dawanie im powodu do traktowania dziewczyn jako obiekt seksualny, czyli podejście pokrewne do wiktymizacji ofiar molestowania.

- Owszem, moje córki chcą wyglądać fajnie, ale nie ubierają się z myślą o tym, jak zareagują inni. Starsza jest freakiem, krótkie spodenki to tylko element jej stroju. Nosi dwie różne skarpetki i inne szalone rzeczy. Doskonale wie, co jej się podoba. Ona poprzez strój wyraża siebie. Zakłada, co chce i jak chce, a przy krótkich spodenkach wątpliwości pojawiły się u niej, nie u mnie. Powiedziałam, że dla mnie wygląda ok. Krótkie tak, ale estetyczne. Spodenki, z których wystają pośladki, są dla mnie tak samo niesmaczne, jak faceci bez koszulek latem. Na szczęście moje dzieci są podobnego zdania, więc nie mamy konfliktu na tej linii – mówi Alicja.

Granica rozsądku i dobrego smaku
- Tu mamy dwie strony medalu. Po pierwsze, jeśli ktoś chce chodzić z pośladkami na wierzchu, ma do tego prawo. Czy to jest smaczne, to osobna kwestia. Jednak mimo wszystko krótkie spodenki i pośladki na wierzchu nie uprawniają nikogo do seksistowskich komentarzy, czy jakkolwiek rozumianego molestowania – mówi w rozmowie z MamaDu psycholog i psychoterapeutka, Monika Dreger.

Zdaniem ekspertki, spojrzenia, o ile nie są dwuznaczne, nie są nie na miejscu. - Jednak wątpliwości na tym tle to ciągle powrót do edukacji seksualnej. Mamy braki, co widać w zacytowanych komentarzach. W moim odczuciu granica to niewybredne komentarze i klepnięcia – to jest bez dwóch zdań karygodne, bez względu na to, w co druga osoba jest ubrana i ile ma lat – wyjaśnia Monika Dreger.

- Jako mama nie pozwoliłabym córce chodzić z pośladkami na wierzchu do szkoły, ale w innych krótkich spodenkach czemu nie? Rolą rodzica jest uświadamiać dziecko. Edukacja seksualna polega m.in. na tym, że tłumaczymy dziecku, że w porządku jest to, z czym ono czuje się dobrze, a jednocześnie zapoznajemy je z normami społecznymi, z którymi się identyfikujemy. Nie jest w porządku, jeśli dziecko zrezygnuje z ulubionych szortów, by uniknąć spojrzeń i komentarzy. Nie powinniśmy podsycać takiej postawy ofiary – komentuje psycholog.

Dzieci w wybieraniu swego stroju powinny mieć swobodę, powinny czuć się komfortowo same ze sobą i w towarzystwie. - Kiedy są upały, krótkie spodenki to dla dzieci naturalny wybór, bo jest im wygodnie. Wstyd czy uprzedzenia nie są dobre dla ich zdrowia psychicznego. Zresztą cały ruch body positive jest o tym i dotyczy też dorosłych ludzi – mówi Monika Dreger.

I nie ma też wątpliwości, że ciało 12-latki, czy 15-latki nie powinno być dla nikogo obiektem pożądania. - Wiadomo, że czasem można się pomylić. Nastolatki często wyglądają dziś na starsze, niż są. Jednak to niczego nie usprawiedliwia! Nikt nie zasługuje na przedmiotowe traktowanie, seksistowskie traktowanie, stygmatyzację i hejt! - apeluje psycholog.

A tego niestety w myśleniu Polaków nie brakuje...