Pokolenie "dzieci bez głosu" trafi na kozetki terapeutów. To przez słowa, które rodzice uważają za dobre wychowanie

"Nie teraz, nie przeszkadzaj" – często nie zdajemy sobie sprawy, jaką moc mają te słowa
"Nie teraz, nie przeszkadzaj" – często nie zdajemy sobie sprawy, jaką moc mają te słowa 123rf.com
Są takie teksty rodziców, które słyszał każdy. Niektóre później sami chętnie powtarzamy naszym dzieciom. Niestety. Często nie zdajemy sobie sprawy, że dla nas niewinne "cicho bądź" czy "nie płacz" to dla dziecka ważny komunikat. Powtarzany kilkukrotnie, przez lata może mieć skutki, o których nieraz zwyczajnie nie myślimy.


Dziecko bardzo chce ci coś powiedzieć lub pokazać. Jesteś w trakcie rozmowy ze znajomym. Odparowujesz: "Nie teraz", "nie przeszkadzaj". Albo podczas obiadu rodzinnego maluch próbuje dodać swoje trzy grosze, dopytuje, o czym to rozmawia ciocia z tatą: "Chwila, chwila, zaraz, teraz rozmawiają dorośli".


Pewne konsekwencje pozornie niewinnych odzywek
Powiedzmy to na wstępie. Tak, bardzo ważne jest wyznaczanie granic. Nie chodzi o to, by przy każdej takiej sytuacji rzucać wszystko i kierować uwagę na dziecko. I nie, na pewno nie grozi nam kurator, jeżeli raz czy dwa zdarzyło nam się w taki sposób zareagować.


Warto jednak wiedzieć, jakie konsekwencje niesie za sobą ciągłe bagatelizowanie, kierowanie się zasadą, że "dzieci i ryby", uciszanie i przypominanie, że "teraz rozmawiają dorośli, więc się nie wtrącaj". Jakiś czas temu trafiłam w mediach społecznościowych na ten problem i postanowiłam zapytać kilku osób, czy w dzieciństwie słyszały podobne słowa.


Okazało się, że tak. Wielu moich znajomych miało okazję przekonać się o mocy tych haseł. – Niektórym może się to wydać głupie, ale pamiętam dokładnie jedną taką sytuację. Bardzo interesowało mnie, o czym dokładnie rozmawiają rodzice z babcią. Nie rozumiałam dokładnie, o co im chodzi i wcinałam się, próbowałam dopytywać. Usłyszałam, że nie teraz, mam iść się pobawić, a potem porozmawiamy. Ale nie porozmawialiśmy, do moich pytań nikt nie wrócił – mówi mi jedna z koleżanek.

Nie zapytam, bo...
Dodaje, że nie była to jednorazowa sytuacja. Czy wpłynęło to na zachowanie dwudziestokilkuletniej obecnie kobiety? – Zauważyłam to w szkole, a później na studiach. Zawsze bałam się zadać pytanie. Tysiąc razy powtarzałam je w głowie, ale zawsze wydawały mi się głupie, niepoważne. Bałam się, że grupa, nauczyciel czy wykładowca wyśmieją mnie, pomyślą, że jestem głupsza od innych. Potem ktoś z grupy zadawał akurat to "moje" pytanie i spotykał się z komentarzem: "Bardzo celne spostrzeżenie, dobrze, że o to pytasz"...

Kobieta opisuje, że podobnie zachowuje się wśród znajomych i rodziny. Przestała pytać. Woli sama poszukać informacji, nawet jeżeli związane jest to z poświęceniem dodatkowego czasu i energii. Unika debat, dyskusji, konfrontacji, podczas rozmów w grupie nie zabiera głosu. – Cały czas czuję, że moja opinia się nie liczy, nie ma znaczenia, inni są mądrzejsi. Ja słucham. To męczące, bo walczy we mnie przekonanie, że nie jestem gorsza. Nadal próbuję zmienić nastawienie i otworzyć się na rozmowę.

Nie dyskutuję, lepiej zamilknę
Podobną relację usłyszałam od 30-letniego kolegi. – Pamiętam jedną upokarzającą sytuację. Byłem z moją partnerką na imprezie u znajomych. Jeden kolega mocno już pijany zaczął nam dogryzać. Po kilku kieliszkach postanowił, że koniecznie musi nam powiedzieć, że inwestycja w wybrany przez nas samochód była głupstwem i że jeszcze się przekonamy, jaki popełniliśmy błąd. Nie potrafiłem bronić swojego zdania, usłyszałem, że jestem "pizdusiem". Inni obrócili to w żart, ale niesmak pozostał.

Mężczyzna dodaje, że ma wyrozumiałą partnerkę, a rozmowy z nią pomogły mu uświadomić sobie, że jako dziecko często czuł się niezauważony i odepchnięty na bok. – Na imprezach rodzinnych ojciec pił z wujkami i dziadkami, mama plotkowała z ciotkami, a ja miałem być cicho i nie przeszkadzać. Do tej pory zdarza się, że tata, dyskutując ze mną, mówi: "Co ty tam wiesz? Młody jesteś, jeszcze się przekonasz, co to życie". Mam przez to zaburzone poczucie własnej wartości i po prostu wolę milczeć niż narażać się na wyśmianie czy uciszanie.

Rozwiązaniem nie jest "biegnięcie do dziecka na każde zawołanie", ale zbudowanie mu przestrzeni, w której będzie czuło się zrozumiane i ważne. O to właściwie głównie chodzi: by dać drugiej osobie poczucie, że może teraz nie mam czasu, żeby cię wysłuchać, ale ogólnie twoje zdanie i emocje bardzo mnie interesują. Jeżeli raz, drugi, trzeci powiemy dziecku, że w tym momencie nie możemy poświęcić mu uwagi, ale później wrócimy do tematu, szczerze i z uwagą przeznaczymy czas na omówienie konkretnej sprawy, to damy do zrozumienia, że to, co jest dla niego ważne, jest takie również dla nas.

– Mam wrażenie, że nikt mnie nie słucha, że wszyscy mają gdzieś, co myślę i czuję. Wolę po prostu się nie odzywać – dodaje kolejna koleżanka. Chyba nie chcecie, żeby w przyszłości wasze dzieci mówiły podobnie?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Znamy ranking dziecięcych imion pierwszej połowy 2019
0 0Tak po cichu odbiera się kobietom kontrolę nad porodem. Położna: "To będzie trauma"