Bal dla dzieci, w tle Sławomir. 4-latek nuci: "ona lubi, kiedy nago tańczę". Skandal czy dobra impreza?

Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta
Kilkulatek, który nuci: "ona lubi pomarańcze, lubi, kiedy nago tańczę, gdy poleję jej szampana, tańczy do białego rana" brzmi co najmniej kontrowersyjnie. Czy rodzice powinni walczyć z disco polo królujących na balach karnawałowych?


Dorota Zawadzka dostaje od rodziców masę listów i wiadomości, w których opisują oni swoje największe bolączki. Od czasu do czasu dzieli się treścią listów. Tych, które rodzicom najbardziej podnoszą ciśnienie. Tym razem należy do nich krótki, lecz sugestywny opis balu karnawałowego dla dzieci.


"Impreza dla dzieci. Balik karnawałowy dla dzieci 2-5 lat. Jedna pani, która obsługuje imprezę, maluje twarze dzieci i ma wszystko gdzieś. Dzieciaki biegają jak rozwydrzone, a na maksa leci Sławomir” – napisał anonimowy rodzic. Post wzbudził w rodzicach skrajne emocje.

Wielu rodziców pisze, że dzieci muszą się wybiegać i że impreza bez planu to najlepsza impreza. Inni zwracają uwagę, że skoro autorka wiadomości miała zarzuty do jakości opieki na balu i widziała, że jedna opiekunka sobie nie radzi, mogła podejść i zapytać, czy ta nie potrzebuje pomocy.

Jednak to, co budzi największe zainteresowanie rodziców to muzyka. A konkretnie Sławomir, teksty jego piosenek i gatunek, w którym tworzy. Dla jednych oczywiste jest, że każda najlepsza impreza ostatecznie rozkręca się przy disco polo. Inni mają poważne zastrzeżenia.


"Miłość, miłość w Zakopanem, polewamy się szampanem" wyśpiewane z ust kilkulatka jednych bawi, drugich oburza. Jednak ponieważ disco polo w przedszkolach i na wszelkich zabawach dla dzieci nie jest nowością, to tak naprawdę jeden z subtelniejszych cytatów...

"Po ananasie słodki smak ma się"
Choć nie jestem fanką hitów disco polo, są sytuacje, w których mogę je znieść. Jedną z nich są właśnie animacje dla dzieci. Na campingu, na który jeździmy na wakacje codziennie – w południe na plaży i wieczorem na świetlicy lub scenie – odbywają się zabawy ruchowe dla dzieci. Polega to na tym, że pani uczy dzieciaki tańczyć do wcześniej wymyślonej choreografii. Układów ma kilka, utworów też i zawsze jednym z nich jest jakiś discopolowy przebój.

W tym roku dzieciaki nuciły: "ona lubi pomarańcze, lubi, kiedy nago tańczę, jak poleje jej szampana, tańczy do białego rana". Nie wspominając o tym, że ostatnie wersy brzmią: "Kocham się w tobie od pierwszej klasy, dla ciebie jem codziennie ananasy, bo po ananasie słodki smak ma się".

W teorii brzmi oburzająco, w praktyce wszyscy mają ubaw po pachy, bo i sama piosenka pod żadnym względem nie brzmi poważnie. Choć tak w głębi duszy cieszyłam się, że moje dziecko jest jeszcze za małe, by dokładnie usłyszeć tekst i zastanowić się nad jego sensem.

Kiedy pierwszy raz byłam ze swoim synem na balu karnawałowym, disco polo uratowało imprezę. Póki leciały dziecięce hity, dzieci niechętnie odklejały się od maminych spodni i z dużą dozą nieśmiałości podchodziły do zabaw organizowanych przez animatorki. Osobiście miałam wrażenie, że dla nich to nie bal, tylko przedszkolna rytmika.

Dopiero kiedy można było pobiegać przy przeboju "Bańkę łap", nie trzeba było trzymać się za ręce i robić, co pani pokazuje, dzieciaki wyluzowały. Rozumiem, że dla rodziców to problem – wtedy trzeba było się rozglądać za dziećmi. Trzeba było ruszyć się z miejsca, zostawić kawkę na spodeczku... Ale warto było – dzieci się wybawiły. Zresztą i dla rodziców widok trzech małych policjantów goniących Spidermana i Elzę z "Krainy lodu" był w moim odczuciu o niebo ciekawszy...

Disco polo nasze powszednie
Z drugiej strony wyobrażam sobie jakie męki musi przeżywać rodzic, którego dziecko słucha disco polo na co dzień. – Od miesiąca moja 8-letnia córka słucha na przemian dwóch piosenek "Żono moja" i "Przez te oczy zielone". Przyniosła te hity ze szkolnej dyskoteki. Teraz, razem z koleżankami robią domowe karaoke i uczą się na pamięć ich tekstów. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony w naszym domu nigdy nie słuchaliśmy disco polo, z drugiej fajnie widzieć jak dzieci się bawią. Wolałabym jednak jakoś pokierować jej gustem muzycznym. Póki co jestem bez szans – mówiła w rozmowie z MamaDu 37-letnia Karolina.

Pamiętam też swoje wyczerpanie po wizycie w wesołym miasteczku. Tam zewsząd słychać było wyłącznie disco polo, i to niestety w najgorszym, najbardziej męczącym wydaniu. Rozumiem też rodziców, którzy denerwują się, że przeboje Sławomira czy zespołu Weekend lecą między obiadem a podwieczorkiem w przedszkolnej sali.

– Jestem muzykiem i pedagogiem. Od zawsze staraliśmy się w domu, by syn słuchał dobrej muzyki, odpowiedniej do jego wieku. Wszystko było dobrze do czasu, aż dziecko trafiło do przedszkola. A tam nikt o edukację muzyczną się nie troszczy – mówił w rozmowie z MamaDu 35-letni tata małego Antka.

Mężczyzna zwrócił uwagę przedszkolankom, że muzyka nie dość, że zawiera treści nieodpowiednie dla uszu dziecka, to jeszcze jest niezbyt wyszukana artystycznie. – Za bardzo tym się nie przejęły. Tłumaczyły mi, że dzieci przy niej świetnie się bawią. A słowa piosenki w tym wieku i tak nie mają większego znaczenia.

"Disco polo wychodzi z cienia. Też mnie to boli. Córka chodzi do, wydawałoby się, elitarnej szkoły (publicznej, żeby nie było), z pierwszej piątki w Małopolsce i co było na balu karnawałowym? Oczy zielone!" – pisze jedna z mam.

To, co oferujemy dzieciom na co dzień, kształtuje ich gusta. Tak samo jest w przypadku muzyki. Nie trzeba być ekspertem, by to stwierdzić – sama widzę po moim synu, że kiedy nie chodził do przedszkola, lubił to, co my. Teraz na liście jego ulubionych piosenek jest dużo dziecięcych utworów, a ostatnio hity Pawła Domagały i "Despacito". Ostatecznie nie mam na co narzekać.

Co pocieszające, jak pisze "Rzeczpospolita", najnowsze badania wykazują, że rodzice mają czas na kształtowanie gustów muzycznych swoich dzieci dopiero między 8. a 10. rokiem ich życia. To właśnie wtedy dzieci są już wystarczająco dojrzałe, by docenić wartość artystyczną muzyki, a jednocześnie nie są jeszcze zbyt przytłoczeni preferencjami muzycznymi otoczenia.

Czy wkurzyłabym się na "Miłość w Zakopanem" i dzieci biegające po sali bez ładu? Drodzy rodzice, nie bądźmy hipokrytami. Na niejednym weselu byłam i wiem, że dla was też impreza się rozkręca, kiedy można zmienić buty na nieco niższe i mniej eleganckie, a z głośników poleci "Bałkanica". Nie ma się czego wstydzić. Dzieciom też tego wstydu nie zaszczepiajmy.