
Jeśli na widok pulchnego bobasa, słodkiego szczeniaka czy małego kotka masz ochotę go zjeść z radości, ten tekst jest dla ciebie. Naukowcy nazywają to uczucie "słodką agresją".
REKLAMA
Spokojnie, to tylko niebezpiecznie brzmiąca nazwa zjawiska, które tak naprawdę niesie samo dobro. Zdaniem naukowców taka reakcja to nic dziwnego ani nic szkodliwego. Wręcz przeciwnie – to odruch opiekuńczy.
Jak nie zwariować z miłości
Na łamach Frontiers in Behavioral Neuroscience opublikowani wyniki badań, które miało na celu sprawdzenie, jakie konsekwencje dla mózgu ma okazywanie tego typu czułości. Naukowcy sprawdzili, jakie procesy zachodzą w naszych głowach, gdy kontaktujemy się ze "słodkimi" istotami.
Na łamach Frontiers in Behavioral Neuroscience opublikowani wyniki badań, które miało na celu sprawdzenie, jakie konsekwencje dla mózgu ma okazywanie tego typu czułości. Naukowcy sprawdzili, jakie procesy zachodzą w naszych głowach, gdy kontaktujemy się ze "słodkimi" istotami.
Nazwa "słodka agresja" to tak naprawdę opis uczucia, którego doświadczamy, konfrontując się np. z małymi uroczymi dziećmi. Często mawiamy, że "jest tak piękny/kochany/słodki, że najchętniej bym go ugryzł/zjadł". W rzeczywistości ochota ta nie ma nic wspólnego z chęcią zrobienia komuś krzywdy.
To mechanizm bezpieczeństwa, naturalny odruch opiekuńczy, który polega na tym, że uczucie zakochania i zachwytu nie przytłacza nas i nasz mózg może powoli "przepracować" nagły atak ciepłych uczuć. Słowem, "słodka agresja" to nasz naturalny mechanizm obronny przed tym, by nie zwariować z miłości.
Sposób na przetrwanie
Badanie, które tego dowiodło zostało przeprowadzone przez Katherine Stavropoulos z Uniwersytetu Kalifornii w Riverside. Odruch słodko-agresywny wiąże się bezpośrednio z aktywnością ośrodka przyjemności i obszarów odpowiedzialnych za poczucie nagrody oraz przetwarzanie emocji. Dlatego atak "słodkiej agresji" bywa tak silny – bo wylew pozytywnych emocji angażuje wiele obszarów mózgu naraz.
Badanie, które tego dowiodło zostało przeprowadzone przez Katherine Stavropoulos z Uniwersytetu Kalifornii w Riverside. Odruch słodko-agresywny wiąże się bezpośrednio z aktywnością ośrodka przyjemności i obszarów odpowiedzialnych za poczucie nagrody oraz przetwarzanie emocji. Dlatego atak "słodkiej agresji" bywa tak silny – bo wylew pozytywnych emocji angażuje wiele obszarów mózgu naraz.
Naukowcy stworzyli mapy aktywności mózgów 54 uczestników w wieku 18-40 lat. Każdy z nich musiał obejrzeć 128 zdjęć małych dzieci i uroczych zwierzaków. Następnie każdy z uczestników odpowiadał na pytania i określał w skali, co czuł.
Okazało się, że do "słodkiej agresji" trzeba mieć predyspozycje – podczas gdy niektórzy z badanych rozpływali się z rozczulenia, inni pozostawali niewzruszeni. Jednak znakomita większość uczestników reagowała zachwytem na zdjęcia małych dzieci, jednak odruch "słodkiej agresji" równie często, co dzieci, budziły małe zwierzątka.
Zdaniem Katherine Stavropoulos, wyniki badań są bardzo pokrzepiające. To dowód na naturalną potrzebę opiekowania się słabszymi maluchami, czy tego chcemy, czy nie. Mamy wbudowany mechanizm, który nakazuje nam bronić dzieci przed niebezpieczeństwem. Wynik badania to również dowód, że maluchy każdego gatunku od początku mają swoje sposoby na przetrwanie.
Źródło: focus.pl
