
Kilka dni temu w przychodni w Ropczycach 38-letnia kobieta urodziła dziecko... na podłodze. Poród przyjął ojciec dziecka. Dlaczego personel nie udzielił rodzącej pomocy? Sprawę bada prokuratura.
REKLAMA
23 listopada ok. 1 w nocy ciężarna 38-latka przyjechała do ZOZ-u w Ropczycach w trakcie akcji porodowej. Jednak, jak można byłoby się spodziewać, nie urodziła w godnych warunkach. Dziecko przyszło na świat na podłodze, a poród przyjął ojciec dziecka.
– Nadzorujemy postępowanie przygotowawcze prowadzone przez Komendę Powiatową Policji w Ropczycach – mówi prokurator Wojciech Przybyło, szef Prokuratury Rejonowej w Ropczycach w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Policja sprawdzi, czy personel przychodni naraził zdrowie i życie dziecka oraz matki.
– Zwróciliśmy się o wydanie dokumentacji związanej z procedurami obowiązującymi w tej jednostce, a zwłaszcza tych udzielania pomocy nocą i osób odpowiedzialnych za otwieranie drzwi i przyjmowanie pacjentów. Chcieliśmy zabezpieczyć monitoring, ale dyrektor powiedział nam, że jest monitoring on-line. Napisaliśmy o zabezpieczenie nagrania z połączenia z numerem alarmowym. Zleciliśmy przesłuchanie świadków – mówi prokurator.
Jak się okazuje, zeznawał już ojciec dziecka, sprawdzono, czy w przychodni działa dzwonek w drzwiach oraz dokonano oględzin placówki ZOZ. Zawiadomienie o tym, że kobieta musiała urodzić na podłodze, złożył jej mąż. Placówka pełniła wówczas nocny dyżur.
Gdy świeżo upieczeni rodzice wyjeżdżali z domu, poród trwał. Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Kobieta i mężczyzna czekali w poczekalni, bo kolejne drzwi – do części budynku, w której znajdują się gabinety lekarskie – były zamknięte na klucz. Zadzwonili trzykrotnie, jednak nikt im nie otworzył.
Wtedy mężczyzna wybiegł z budynku i podbiegł do karetki pogotowia ratunkowego. Niestety tam również nie uzyskał pomocy. Wezwał pogotowie telefonicznie. Gdy na miejscu zjawili się lekarze i pielęgniarki z przychodni, dziecko było już na świecie.
Dyrektor ZOZ w Ropczycach Mirosław Leśniewski w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" mówi, że w POZ nie ma warunków do przyjmowania porodów. Czy to jednak oznacza, że na pomoc trzeba czekać? Zdaniem personelu wydarzenia w poczekalni działy się bardzo szybko.
– Ci państwo powinni wezwać pogotowie ratunkowe. Po pierwsze rodząca byłaby pod fachową opieką, w razie potrzeby ratownik mógłby nawet przyjąć poród. A po drugie karetka zawiozłaby ją od razu do szpitala. W tym przypadku ratownik z pogotowia przecinał pępowinę – mówi Leśniewski.
Faktem jest, że porodówki nie ma ani w Ropczycach, ani w oddalonym o 5 km szpitalu w Sędziszowie Młp. Kobiety z tych okolic rodzą w Dębicy lub Rzeszowie. Po porodzie matka i dziecko zostali przewiezieni do szpitala w Dębicy. W domu byli po kolejnych trzech dniach.
Może cię zainteresować: "W trakcie porodu dały mi mopa i kazały sprzątać". Świdnicka porodówka pod ostrzałem
Źródło: wyborcza.pl
