W kolejce do kasy zapytała 10-latkę, czy jest Polką. Historia z Biedronki obnaża prawdę o wielu z nas

Historia z Biedronki pokazuje, jak uprzedzenia dorosłych krzywdzą dzieci.
Historia z Biedronki pokazuje, jak uprzedzenia dorosłych krzywdzą dzieci. Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Warszawa, niedziela handlowa w popularnym dyskoncie. W kolejce do kasy stoi kilka osób, w tym dwie dziewczynki, na oko 10-letnie, jedna z nich ciemnoskóra. Tuż za nimi starsza kobieta. Dziewczynki rozmawiają, śmieją się, a starsza pani przygląda im się z wyjątkowym skupieniem. W końcu nie wytrzymuje i zwraca się w stronę ciemnoskórej dziewczynki. – A ty to chyba nie jesteś Polką? – pyta. Dziewczynka nie odpowiada. Stoi i tylko się uśmiecha.

Gdy do dzieci dołączyła ich opiekunka, być może matka, kobieta powtórzyła pytanie, czy "ta ciemna dziewczynka jest Polką". Choć usłyszała, że tak, że jest Polką i mówi po polsku, jej ciekawość nie została w pełni zaspokojona. Zadała kolejne pytanie – czy jej rodzice są Polakami. Rozmówczyni odpowiedziała, że matka dziewczynki jest Polką, ojciec cudzoziemcem. Co usłyszała? Westchnięcie i jedno wymowne: "no tak – mama Polka, tata czarny...".

Nie, ta historia nie ma dramatycznego finału. Kasjerka obsłużyła dziewczynki i ich opiekunkę, następnie starszą panią. Nie było wyzwisk, fuknięć, splunięć. Jedynie pobłażliwy ton starszej kobiety, jakby myślała "no tak, puściła się z czarnym, to teraz ma", i uśmiech ciemnoskórej dziewczynki. Uśmiechała się, bo co innego miała zrobić? Czasem spektakularne zakończenie nie jest potrzebne, żeby wzbudzić emocje i skłonić do refleksji. W końcu, jakim prawem obca kobieta wypytuje nieznajomą dziewczynkę o jej pochodzenie, sugerując, że nie jest Polką? Sugerując, że jest inna, gorsza? Dlaczego cmoka z dezaprobatą i wzdycha, gdy dowiaduje się, że ojciec dziewczynki jest cudzoziemcem? Dlaczego myśli, że ma prawo ingerować w życie rodziny, o której nic nie wie?

Jestem prawie pewna, że starsza, wyjątkowo wścibska pani, chwilę wcześniej wyszła z kościoła. W końcu handlowa, ale jednak niedziela. Z kościoła, czyli miejsca, w którym powinno się – przynajmniej teoretycznie – mówić o szacunku do drugiego człowieka, miłości, zrozumieniu. Nie, rozlewu krwi nie było, ale był dramat. Gdy przyglądałam się tej uśmiechniętej dziewczynce, zrobiło mi się jej żal. Być może to nie pierwszy raz, kiedy ktoś zwraca się do niej w ten sposób. Prawdopodobnie nie ostatni.


Nie rozumiem, dlaczego tak łatwo dajemy sobie prawo do komentowania życia innych. Dlaczego nie mamy świadomości, że nasze uprzedzenia, niezrozumienie, niewiedza czy zwykła wścibskość mogą kogoś urazić. Można być wścibskim, można być cwaniakiem, burakiem i bucem. Byle to nasze buractwo nikogo nie skrzywdziło.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE