Claire Holt o poronieniu. Aktorka dzieli się osobistą tragedią w sieci
Claire Holt o poronieniu. Aktorka dzieli się osobistą tragedią w sieci Instagram

O trudnym dla kobiet temacie poronień decydują się mówić również aktorki. Pokazują, że tak jak każda niedoszła mama cierpią. W ten sposób chcą dodać odwagi w mówienia o tym. Claire Holt, australijska aktorka, zaskoczyła w bardzo dojrzałym, choć smutnym wpisie. Niedawno szczęśliwa, dziś dzieli się bólem. Straciła swoje dziecko. I mocno to przeżyła.

REKLAMA
Claire Holt, 29-letnia australijska aktorka. Największą popularność zyskała, dzięki roli Emmy Gilbert w serialu “H2O - wystarczy kropla”. W 2011 zagrała też w serialu “Pamiętnik Wampirów”. Oprócz udziału w rolach filmowych i telewizyjnych, brała udział w reklamach.
W 2017 roku piękna aktorka ogłosiła: — Moje serce jest pełne. Zaręczyła się z Andrew Joblinem kilka miesięcy po rozstaniu się z mężem producentem filmowym, Mattem Kaplanem.

A post shared by Andrew Joblon (@ajoblon) on

Jej życie było pełne zmian, niestety również tych złych. W 14 tygodniu ciąży aktorka poroniła. O wszystkim napisała na Instagramie. Opowiedziała o swoich emocjach. Potrzebowała tego. To rodzaj wsparcia, też dla innych kobiet i ich mężów, którzy przechodzą przez ten sam rodzaj tragedii. Bo jak podkreśla to obecność najbliższych była dla niej najlepszą terapią.
Pęka mi serce
Swoją wypowiedź rozpoczęła od wyjaśnień: — Zrobiłam to zdjęcie 10 dni temu, gdy czekałam na operację po tym, jak serce mojego słodkiego maleństwa przestało bić. Wysłałam je do mojego narzeczonego, który siedział w poczekalni. Chciałam pokazać mu, że wszystko jest w porządku. Nie było. Nigdy w życiu nie czułam się bardziej załamana. Na zdjęciu widać Claire w szpitalu, lecz z kciukiem do góry i lekkim uśmiechem. To jednak tylko pozory. Wpis jest bolesny i padają w nim ważne słowa.

A post shared by Claire Holt (@claireholt) on

— Ktoś mi powiedział, że depresja i beznadzieja są normalne. Że to nie była moja wina. Że to nie będzie trwało wiecznie. Znalazłam grupę kobiet, które podzielały moją sytuację. Pęka mi serce, gdy myślę, że utrata dziecka jest czymś, co musimy zachować dla siebie. Dlaczego to coś innego niż śmierć bliskiej osoby? To mniej ważne? — pisała dalej. A internautki komentują. — Tak mi przykro, że to się stało. Nie mogę sobie wyobrazić bólu. Mam nadzieję, że odnajdziesz spokój — oto jeden z komentarzy. Jest ich oczywiście więcej, wszystkie w podobnym tonie.
Wpis na Instagramie kończy słowami: — Dla każdego, kto przeszedł poronienie, rozumiem cię. Podzielam każdy twój ból, nie jesteś sam. Proszę, bądźcie dla siebie życzliwi. Mam nadzieję, że będzie ci wygodnie również podzielić się swoją historią. Claire Holt podaje link do wpisu bloga Leandra Medine,według niej on najlepiej oddaje to, co dzieje się z kobietą po poronieniu: — W 14 tygodniu straciłam dziecko. To ból, którego nie życzę najbardziej pobożnemu naśladowcy Hitlera. Niemożliwe było radzenie sobie z emocjami, ale jeszcze trudniej było spróbować to wszystko stłumić. W parze z moją stratą przyszły informacje o ciąży u kilku moich przyjaciół. To sprawiło, że chciałam umrzeć.
Od depresji, braku nadziei do akceptacji
W całej tragedii pojawiło się światełko nadziei. Aktorka poczuła, że w życiu czekają ją jeszcze cudowne chwile i nie chce się poddać. Nie przestaje wierzyć, że jeszcze przytuli swoje dziecko. — Wczoraj obudziłam się znowu pełna nadziei. Gotowa, by zacząć od nowa. [...] Poszłam do kuchni do męża, który robił tosty. Uścisnęłam go, oczy mu rozbłysły, bo dotąd byłam zbyt pochłonięta ekstremalnym zdenerwowaniem, by docenić jego niezłomne zaangażowanie w wywoływanie u mnie uśmiechu.(...) W niektórych momentach jestem silna i prawie czuję jak mała rączka dotyka mojego ramienia. W innych momentach jestem tak słaba, że chcę anulować każde wydarzenie w kalendarzu, przycisnąć kolana do klatki piersiowej i zamknąć oczy. Ale jestem również pewna, że z czasem, słabe momenty będą coraz rzadsze. Że kiedy powiem, że będziemy mieć nasze dziecko, bez względu na to, co to będzie ku temu potrzebne, naprawdę w to uwierzę — kończy wypowiedź.
Bolesna opowieść, która mimo wszystko daje siłę, a przede wszystkim zrozumienie.