W Dąbrowie Górniczej pojawiły się bardzo niebezpieczne balony.
W Dąbrowie Górniczej pojawiły się bardzo niebezpieczne balony. Zrzut z ekranu/Kamil Dybicz/Facebook
Reklama.
"Gdybym przy tym nie był, to bym nie uwierzył"
O całym zajściu poinformował radny z Dąbrowy Górniczej, Kamil Dybicz, ojciec dwójki dzieci.
Kamil Dybich
Facebook

Wczoraj nasze dzieci Ania i Marcel bawili się balonem, gdy nagle balon dostał samozapłonu i zaczął się palić !!! Wszystko działo się w pokoju dzieci!!!! 
Gdybym przy tym nie był to bym nie uwierzył, ale widziałem tę sytuację na własne oczy. Na szczęście nie skończyło się tragedią Ani opaliło włosy i poparzyło palce, Marcel do dziś z trudem mówi, bo tak krzyczał ze strachu, że prawie stracił głos, podpalił się jeszcze dywan. Do tej pory jak pomyślę jaką tragedią mogło się to skończyć to mam ciarki. Sprawę zgłosiłem Straży Miejskiej i Policji. UDOSTĘPNIAJCIE TO INFO, ŻEBY NIE DOPUŚCIĆ DO TRAGEDII.

UPRZEDZAJĄC niektóre komentarze, Zastrzegam, że wiem, że hel się nie pali, dlatego napisałem "helem" bo kupujemy je jako balony z helem, a okazuje się, że nie zawsze w tych balonach znajduje się bezpieczny hel, lecz jakiś inny gaz. Nie wnikam co tam było, bo teraz mnie to nie obchodzi, ZAPALIŁO SIĘ SAMO I MOGŁO ZABIĆ MOJE DZIECI!!!

Okazało się, że radny wraz z rodziną zakupili balony na stoisku przed kościołem. Gdy dotarli do domu, jeden z nich nagle zaczął się palić. W ten sposób doszło do poparzenia dłoni u 5-latki. Jej 7-letni brat zaczął przeraźliwie krzyczeć, gdy balon spadł na podłogę i rozniecił na nim ogień. Na szczęście rodzice byli tuż obok i byli w stanie szybko zareagować. Cała rodzina była zszokowana zaistniałą sytuacją, a dzieci przerażone.
Sprawą ma zająć się policja
Sprawa została zgłoszona na policji i udostępniona w mediach społecznościowych. Kamil Dybicz stara się dotrzeć do wielu rodziców i ostrzec ich przed nierzetelnymi sprzedawcami, którzy nie dbają o bezpieczeństwo małych klientów. Takich zabawek, w tym balonów, wiele kupuje się przy różnych okazjach, bo takich straganów i obwoźnego handlu jest pełno w każdym mieście, zwłaszcza pod kościołami. To tam zazwyczaj rozstawiane są stoiska kuszące dzieci, a w asortymencie pojawiają się często tanie, za to bez atestów zabawki. Nikt nie sprawdza takich produktów, nie wiadomo nawet, czy mają one wszystkie wymagane zaświadczenia o dopuszczeniu do obrotu.
Jak mogło dojść do samozapalenia? Kami Dybicz podejrzewa, że sprzedawca nie wypełnił balonu helem, czyli gazem niepalnym, a wodorem. "Jeśli to się potwierdzi, to ja na pewno tej sprawy nie odpuszczę i założę temu człowiekowi sprawę z powództwa cywilnego" —zadeklarował w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim, radny.
Kamil Dybicz
Facebook

Dzięki wszystkim za wsparcie i przekazanie mi tych niebezpiecznych balonów i przepraszam, że nachodziłem Was w domach w sobotę o dziesiątej w nocy. Właśnie złożyłem zawiadomienie na policji o popełnieniu przestępstwa narażającego na utratę zdrowia i życia dzieci, a wasze balony przekazałem jako dowód w sprawie. Jeden z balonów wcześniej podpaliliśmy, zobaczcie, jak to się paliło!!! Wszystko wskazuje na to, że balony były napełniane łatwopalnym gazem!!!! Mam nadzieję, że ten, który to sprzedawał dzieciom, odpowie za to, że narażał nasze dzieci na kalectwo, a nawet na śmierć!!!!!

To nie pierwsza taka historia
Podobna historia wydarzyła się kilka lat temu w Jarosławiu. Tam także poszukiwano nieuczciwego sprzedawcy, który handlował balonikami wypełnionymi wodorem, co potwierdziła Wojewódzka komenda Straży Pożarnej w Rzeszowie. Uznano, że sprzedawanie dzieciom takich produktów, stanowi realne zagrożenie dla ich zdrowia i życia. Być może także zakup wodoru jest tańszy niż helu i stąd takie praktyki?
Przed nami lato, więc i sezon wielu masowych imprez. Udostępniajcie tę informację i ostrzeżcie innych rodziców. Każdemu z nas zdarzyło się kupić kolorowe baloniki na straganie, pytajmy więc sprzedawcę, czym są wypełnione.