
Pielęgniarka krakowskiego szpitala popełniła błąd. Pomyliła ampułki, co w efekcie doprowadziło do śmierci 3-miesięcnego dziecka – to, wszyscy już wiemy. Również to, że ową pomyłkę zauważono natychmiast, ale dla niemowlęcia nie było już ratunku. To największy życiowy dramat jaki może spotkać rodziców. Nie ma żadnych wątpliwości, że odpowiedzialna za tę tragedię jest pielęgniarka, która zamiast chlorku sodu, podała dziewczynce chlorek potasu. Jak informuje rmf24.pl i gazetakrakowska.pl, rodzice dziecka dostali wsparcie psychologa, nie wyobrażam sobie nawet co muszą teraz przeżywać, pielęgniarka również, bo jest w stanie ciężkiego szoku, to dla mnie również jest zrozumiałe.
natalia
komentarz z gazetakrakowska.pl
buda
komentarz z rmf24.pl
mam
komentarz z rmf24.pl
Może zgubiła ją pewność siebie, a może taka rozmowa, sytuacja w ogóle nie miała miejsca? Pojawiło się mnóstwo spekulacji dotyczących tego co, wydarzyło się tuż przed podaniem śmiertelnej dawki. Wiele historii pochodzi od rzekomych znajomych rodziny, przyjaciół. Ktoś, gdzieś usłyszał, od kogoś…
Jeden z internetowych głosów sugeruje, że tragedia dotknęła rodzinę patologiczną, bo ją zna, a nagłośnienie sprawy przez ojca dziecka ma być wstępem, na drodze do walki o gigantyczne odszkodowanie. Inni, również podając się za znajomych, twierdzą, że to kłamstwo, że przecież pojechali do szpitala z maleństwem, które miało po prostu biegunkę, co też jest dowodem, że jak każdy rodzic, troszczyli się o swoje dziecko. I tak toczą się burzliwe dyskusje, ale jeśli nawet jest to "rodzina patologiczna to co? Dziecka mniej żal? Czy rodziców, bo nie rozumiem?” – napisała Ona na rmf24.pl i uważam to za trafne podsumowanie.
Może cię zainteresować także: Matka zmarłego dziecka posunęła się za daleko? Opublikowała jego zdjęcie na Facebooku
Trzeba by było być potworem, wypraną z wszelkich emocji człekopodobną istotą, by nie mieć świadomości czynu, jaki się popełniło, do czego się doprowadziło. Ta pielęgniarka nieumyślnie odebrała życie niewinnej, maleńkiej istocie. To musi być też dramat dla niej, jako człowieka i pielęgniarki własnie, bo przecież z jakiś powodów wybrała właśnie ten zawód. Wiadomo, że po latach pracy czasami to gdzieś umyka, cierpliwość wystawiana jest na coraz trudniejsze próby, powołanie ustępuje miejsca rutynie, jak w wielu zawodach. Ale to nie oznacza, że traci się ogólną zdolność do odczuwania empatii.
Jestem matką i z jednej strony nie dziwię się rodzicom, że ją obwiniają. Ich dziecko umarło w wyniku jej błędu, ale jestem też, przede wszystkim, człowiekiem i nie uważam, żeby linczowanie tej kobiety miało tu jakiegokolwiek słuszne uzasadnienie. Nic o niej nie wiemy, może też ma dzieci? Wykonuje trudną i niezwykle odpowiedzialną pracę i warto spojrzeć na to z nieco szerszej perspektywy.
wrocławiak
komentarz z gazetakrakowska.pl
Niewątpliwie to wielka tragedia dla obu stron. Nikt nie zwróci życia dziecku, ale przecież nie było to celowe działanie pielęgniarki. Zastanawiam się tylko… Gdyby to mnie spotkał taki dramat, czy potrafiłabym być równie wyrozumiała dla tej kobiety, jak teraz? Mam nadzieję, że nigdy się o tym nie dowiem.
Smutne jest to, że po raz kolejny okazuje się, że nikomu nie można ufać i powinniśmy patrzeć na ręce każdemu i na każdym kroku. Rodzic musi osiągnąć pewien poziom z zakresu wiedzy medycznej, bo i lekarze często różnią się w swoich opiniach, co aktualnie jest najlepsze dla naszego dziecko. Musimy być czujny.
