
Utrata dziecka jest dramatycznym przeżyciem. Również utrata dziecka nienarodzonego. Choć często słyszy się, że poronienia się zdarzają, że to normalne we wczesnym etapie ciąży, życie nie raz już pokazało, że nie wolno tych wydarzeń bagatelizować.
Kilka dni temu do szpitala im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku zgłosiła się kobieta, która poroniła ciążę. 41-latka opowiedziała lekarzom, że do zdarzenia doszło w warunkach domowych. Lekarz zbadał kobietę stwierdził, że hospitalizacja jest zbędna i wypisał pacjentkę do domu. Kobieta wówczas wyjęła z torby naczynie, w którym miał znajdować się martwy płód. Poprosiła o wystawienie dokumentu, czegoś na wzór karty zgonu, aby móc dokonać pochówku.
Szokujące? Ale wytłumaczalne
Agnieszka Bojda
psycholog dziecięcy i rodzinny
Może zainteresować cię także: „Kiedy trzeba tłumaczyć się ze smutku…” Nie straciłam ciąży. Straciłam dziecko. Zrozumcie to wreszcie!
Z pewnością pojawi się masa komentarzy, że to okropne, wręcz obrzydliwe. A w ogóle to dlaczego i po co? Ta kobieta nie została matką choć matką się poczuła. Chciała jedynie godnie pożegnać swoje dziecko. Lekarz zajmujący się pacjentką odmówił podobno przyjęcia szczątków. Tłumaczył, iż nie zna ich pochodzenia i nie jest pewien, czy to ludzki płód. Na tej podstawie nie może być wystawiona karta martwego płodu – taki dokument wydawany jest jedynie po pobraniu materiału od pacjentki. Na wyniki tego badania kobieta będzie musiała poczekać około dwóch tygodni.
Sprawę zbada prokuratura. śledczy z urzędu zajmą się zagadnieniem niewystawienia przez lekarza SOR stosownych dokumentów pozwalających na pochówek. Zbadają również, czy nie doszło do bezpośredniego narażenia pacjentki na utratę życia lub zdrowia. Płód, który kobieta przyniosła ze sobą do szpitala, został zabezpieczony w Zakładzie Medycyny Sądowej. Procedurę tłumaczy mecenas Anna Gręda:
Anna Gręda
adwokat, specjalista w zakresie spraw rodzinnych
Nie zapominajmy jednak o jakże ważnym czynniku ludzkim w całej tej sprawie. O matce, która straciła dziecko.
Agnieszka Bojda
psycholog dziecięcy i rodzinny
Źródło: Supermamy