„Jak dla mnie możesz tu urodzić albo się zrzygać". Czyli co słyszą kobiety w ciąży i matki małych dzieci

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/en/mother-daughter-767686/]bule[/url] / [url=https://pixabay.com/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / bule / CC0 Public Domain
Miejsce zdarzenia: sopocki supermarket. Czas: wczorajsze popołudnie. W sklepie tłum. Wiadomo, wakacje. Na kilkadziesiąt (na oko) osób tylko trzy czynne kasy. W jednej z kolejek kobieta w zaawansowanej ciąży. Jest blada, wyraźnie zmęczona, koszyk na zakupy ma wypełniony po brzegi. „Niech pani idzie pierwsza" zachęca ją starszy pan.

Dziewczyna się kryguje, ale z ulgą uśmiecha do pana. No, niestety, inni nie są tak mili. „Wszyscy się śpieszą" szepcze pod nosem starsza kobieta. „I wszyscy są zmęczeni".
„Ma Pani dzieci?"– pytam, bo dosłyszałam zjadliwy szept. Mam, odpowiada, dorosłe. I rodziłam je bez znieczulenia, i w dziewiątym miesiącu ciąży jeszcze sprzątałam dom, i zupę mężowi podawałam. Wy się teraz pieścicie!".

„Wspaniale" myślę. I to jest powód, żeby tej zmęczonej dziewczynie nie ustąpić miejsca?!

Przypominają mi się inne historie, o których słyszałam albo których byłam świadkiem.
Lotnisko w Londynie. Godz 22.00 samolot opóźniony ponad godzinę. Małżeństwo z niemowlęciem ( dwa miesiące? trzy?) stoją w kolejce do wejścia. Wszyscy mają numerowane miejsca, ale i tak bieg do kolejki tak dziki, jakby co najmniej miał wylądować samolot z diamentami na pokładzie. Tłum się kłębi, duszno. Niemowlę płacze, dziewczyna na końcu kolejki. Nikt nawet nie pomyśli, żeby ją przepuścić, wszyscy za to przewracają oczami. „Boże, dziecko na pokładzie. Masakra. Wyje".

Wiadomo, nie jest miło, gdy obce dziecko wyje nam nad głową o 22.00, ale gdzie maniery, dobre wychowanie i, przede wszystkim, zwykła empatia?

W Warszawie wylądowaliśmy ponad dwie godziny później, w Polsce godzina do przodu, środek nocy. Znów kolejka do kontroli paszportowej (bieg równie dziki), małżeństwo na końcu. Niemowlę śpi na ramieniu mamy. „Dlaczego pani nie pójdzie na początek?" pyta ktoś. A młoda mama tłumaczy: bo w banku ktoś na nią nakrzyczał, ktoś mruknął, ktoś skomentował. Ona nie ma na to nerwów.


No i „najlepszy" tekst, który usłyszałam. W autobusie. Lato, gorąc, wchodzi kobieta w ciąży. Ktoś zauważa, mówi do siedzącego chłopaka: „Może ustąpisz?" „Sam sobie ustąp, dla mnie ona nie jest w ciąży tylko jest gruba".

Skrajny przypadek? Być może. Ale na forach dla kobiet znajduje setki podobnych przykładów. Nieustępowanie w autobusie ( bo po kiego?), w kolejce, miny i grymasy, bo coś komuś przeszkadza. Chamskie odzywki. I czasem robią tak też inne kobiety. Które same kiedyś były matkami.

Osłabiają mnie argumenty: „Ciąża to nie choroba". Wywyższanie się, jak samemu ciąże się doskonale zniosło, albo będzie znosić albo wyobraża sobie jak to jest ją znosić.

I nie, raczej nie jest to choroba, ale niektóre kobiety źle ją znoszą. Mają mdłości, jest im słabo itd. Poza tym proponuje wszystkim mądralom, żeby stali w tłumie, gdy boli każdy kawałek ciała, łącznie z krzyżem, stopami, biodrami, rękami, a dziecko właśnie kopie Cię z całą mocą po żebrach. Proponuje o 22.00 postać z płaczącym niemowlęciem i zobaczyć jaka to bezradność, że wszyscy cię mają gdzieś. A przede wszystkim proponuję, żeby też doświadczyli takiego braku empatii.

I pal licho przepisy prawne, ale czy odrobina życzliwości wobec siebie to tak dużo????!!!
Trwa ładowanie komentarzy...