5 zdań, których nie wolno mówić dzieciom

Staramy się nie popełniać błędów wychowawczych i coraz lepiej wychowujemy dzieci. Słuchamy ekspertów, porad psychologów. Jednak czasem zdarza nam się mówić do dzieci takie zdania, których nie powinniśmy używać. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie szkody mogą wyrządzić.

Poniżej znajduje się kilka przykładów takich zwrotów, których powinniśmy unikać. Przede wszystkim dlatego, że nie wnoszą one nic dobrego. Ani nie rozładowują sytuacji, ani nie pomagają zmniejszyć napięcia. Natomiast często powodują jeszcze większą złość i intensyfikują złe zachowania.

Natychmiast się uspokój!

Gdy tracimy cierpliwość (nie ukrywajmy, że każdemu się zdarza), to w tej bezsilności jaka nas opanowuje, krzyczymy na dziecko. Mówimy, że ma natychmiast się uspokoić i przestać płakać i krzyczeć. Jaki jest tego skutek? Nie znam żadnego dziecka, które zareagowałoby pozytywnie na taką komendę. Wyobraźmy sobie, że to my jesteśmy zdenerwowani i ktoś każe nam się uspokoić - teraz, w tej chwili! I co robimy? Wkurzamy się jeszcze bardziej.



Wiem, że to trudne i czasami ciężko się powstrzymać. Jednak użycie tego zdania nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Dzieci w sytuacji, gdy się denerwują lub coś je złości potrzebują czegoś zupełnie przeciwnego. Jedynym ratunkiem jest okazanie im wsparcia, wytłumaczenie, że każdy ma prawo się irytować, ale można to okazywać na różne (mniej głośne) sposoby.

Dlatego warto wtedy przytulić je, uspokoić swoim głosem, okazać troskę i wsparcie. Dzieci często nie radzą sobie z uczuciem złości. Dopiero się tego uczą, więc nie wymagajmy od 4-latka żeby rozumiał swoje emocje i potrafił natychmiast je wyciszyć.

Ryczysz bez powodu!

Ile razy powiedzieliście tak do dziecka? A teraz zastanówcie się, ile razy rzeczywiście dziecko płakało bez powodu? Od razu wam powiem, że dzieci nie płaczą bez powodu, choć często wydaje się nam, że tak jest.

Małe dzieci porozumiewają się z otoczeniem za pomocą płaczu. Starsze komunikują nim, że nie potrafią samodzielnie poradzić sobie z tym co się dzieje. To komunikat dla rodzica, że dzieje się coś co wyprowadziło malucha z równowagi psychicznej. Dzieci inaczej postrzegają rzeczywistość i sytuacja, która z pozoru może się wydawać błaha, dla nich ma ogromne znaczenie.
Dlatego takich zdań należy unikać. Jeśli tak mówimy, to do dziecka dociera informacja, że nie liczymy się z jego uczuciami. Powinniśmy przyłożyć większą wagę do tego, dlaczego ono płacze. Zapytać co się dzieje i jak możemy pomóc. Czasem warto chwilę pochylić się nad problemem choćby po to, żeby dziecko wiedziało, że dostrzegamy jego uczucia i nie ignorujemy ich.

Nie, bo nie!

To najgorsze zdanie z tej listy! Po pierwsze kompletnie nic nie wnosi. Po drugie nic nie tłumaczy. Dużo lepiej jest powiedzieć dlaczego się na coś nie zgadzamy lub zaproponować jakąś alternatywę. Dzieci lubią samodzielność. Więc bądźmy sprytni i dajmy im ją, ale pod naszą kontrolą.

"Nie, bo nie" można łatwo zamienić w “masz dwie możliwości”. Pozwólmy dzieciom wybrać, ale to my zdecydujmy jakie będą opcje. Jeśli maluch nie chce rano ubrać się w to, co mu proponujemy, to przygotujmy wcześniej dwa zestawy ubrań i pozwólmy mu zdecydować, który założy. Zapewniam, że to szybko rozwiązuje problem.

Przestań w tej chwili tak robić!

Tylko szczerze, jaki komunikat dociera do Was w tej sytuacji? Bo do mnie żaden! Czasem dzieci robią rzeczy, które nas irytują. Śpiewają ciągle tę samą piosenkę, uderzają czymś o podłogę, robiąc przy tym niesamowity hałas. I nie ma nic złego w tym, że zwracamy im uwagę, ale takie zdanie jak “przestań w tej chwili” nie pomaga żadnej ze stron.

Czasem trzeba po prostu powiedzieć, dlaczego dziecko ma przestać. To normalne, że taka sytuacja nas denerwuje. Więc powiedzmy o tym: “Nie tłucz młotkiem o podłogę, bo możesz zrobić dziurę”, “Nie śpiewaj tej piosenki w kółko, bo denerwuje mnie to, może zaśpiewamy coś innego?”. Źródłem takich zachowań jest najczęściej nuda, więc czasem jedynym sposobem jest zaproponowanie dziecku takiej aktywności, która je zainteresuje. Spróbujmy pobawić się z nim i w trakcie wytłumaczyć jak się czujemy.

A nie mówiłam!

To zdanie irytuje chyba każdego, bez względu na wiek. Często, gdy dziecko np. uderzy się, mówimy “a nie mówiłam żebyś uważał?!”. Rany jakie to odkrywcze! No tak, bo dorośli, gdy ktoś ich ostrzega w ten sposób, to zawsze się stosują do rad i uważają… Bzdura. Nie bez powodu mówi się, że jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. I tak właśnie jest. Możemy mówić, tłumaczyć, ale dzieci podążają zazwyczaj swoimi szlakami.

Dopóki się raz nie uderzą, to nigdy się nie nauczą. Jeśli się na czymś sparzą, choć nie ma 100 proc. pewności że nie zrobią tego ponownie, to możemy być spokojni, że kolejnym razem, dwa razy pomyślą… Czasem warto dać dzieciom trochę swobody, w taki sposób, żeby mogły uczyć się na własnych błędach, nie na naszych. Pamiętajmy, że z każdej sytuacji wynoszą jakąś lekcję i najczęściej pamiętają ją na całe życie.
Trwa ładowanie komentarzy...