Po co dziecku Bóg? Luźne rozważania o tym, czy chodzić z dzieckiem do kościoła, czy nie

Photo credit: avlxyz / Foter / CC BY-SA Po co dziecku Bóg?
Photo credit: avlxyz / Foter / CC BY-SA Po co dziecku Bóg?
Mamo, bo ja nie wiem – wierzyć, czy nie wierzyć – powiedział mój starszy syn, kiedy oglądaliśmy wybory nowego papieża zastanawiając się, jaki dym się pojawi nad Watykanem.

Miał wtedy siedem lat i religię w przedszkolu. Zaskoczona spytałam: A dlaczego? – Bo tam jest tyle magicznych sztuczek. Wiesz na przykład, że Jezus przemienił wodę w wino na weselu? Albo jednym chlebem nakarmił wiele ludzi, zrobił tak, że ten chleb się nie kończył – mówił z przejęciem. – Z rybą też tak zrobił – dodałam. – No właśnie. I nie wiem, co myśleć, bo to przecież mogły być tylko sztuczki, tak jak Wiktor (młodszy brat i wielki fan magicznych sztuczek) umie udać, że zniknęła moneta.

Nie powiem, lekko mnie przytkało. Zaczęłam mu opowiadać o tym, że chrześcijanie wierzą w cuda i za takie uważają rzeczy, które między innymi czynił Jezus i że największym cudem jest zmartwychwstanie.

W grudniu 2013 roku TNS w sondażu dla Gazety Wyborczej podał, że 81% Polaków wierzy w Boga, większość deklaruje katolicyzm. Jednak spośród nich jedynie 45% uczestniczy w mszy świętej, 29% modli się, a 8% czyta Pismo Święte. Połowa wierzy w zmartwychwstanie (!), a jeszcze mniej w nieśmiertelność duszy.

Ostatnio ktoś mnie spytał, po co dzieciom Bóg. Mając na względzie ich rozwój, zaczęłam się zastanawiać. Powtarza się (do znudzenia czasami), że dla dzieci największy autorytet stanowią rodzice. Naśladując mamę i tatę kształtują siebie, biorą z nas rodziców jak najwięcej. A kiedy dorastają, widzimy w nich nasze własne odbicia.


Spytałam znajomego księdza, co myśli na ten temat. Powiedział: - Małe dziecko nie umie chodzić - uczy się kroków, bo mama tak mu pokazuje i cierpliwie poświęca swój czas... Podobnie jest z krokami wiary. Matka nie będzie prowadzić dziecka za rączkę całe życie. Tak jak w wierze. W końcu przychodzi czas "stawania na własne nogi" - nawiązywania szczerej więzi z Bogiem...
Obiecałam, że zacytuję jego słowa.

Pewnego dnia moi synowie dyskutowali ze mną, jak to jest, że nasza planeta powstała wskutek przyciągania się cząsteczek, a na religii mówią, że stworzył ją Bóg.
Długo rozmawialiśmy spóźniając się na dodatkowe zajęcia po szkole. Tłumaczę im na miarę swojej wiedzy, jeśli czegoś nie wiem, szukam odpowiedzi. – A ty mamo wierzysz, że po śmierci człowiek idzie do nieba, czyśćca lub piekła? – Nie wiem – odpowiadam zgodnie z prawdą. Bo stoję gdzieś po środku. Nie nazywam siebie (niczym hipokryta) niepraktykującym katolikiem, bo takiego tworu dla mnie nie ma. Nie chodzę co niedzielę do kościoła. Łatwiej mi powiedzieć: Wierzę w to, że każdy człowiek z natury jest dobry i w miłość wierzę.

Na dzisiaj czysta wiara, jej podstawa i istota, trafia do nas bardzo rzadko.
Najczęściej kryje się za plecami księdza pedofila, księdza biznesmena, księdza który podczas mszy dłużej wylicza sponsorów niż wygłasza samo kazanie. Są tacy, którzy twierdzą, że prawdziwy katolik powinien oddzielić księży od samej wiary. Tylko jak? Mam iść do kościoła z zatkanymi uszami? Inny znajomy ksiądz jest na misjach w Boliwii – przynajmniej tak mu się wydaje – żartuje. Boliwia to kraj, w którym 78% stanowią katolicy. Pytam: - To co Ty tam robisz? Odpowiedział, że pytanie na miarę dziennikarki, tyle tylko, że w Boliwii na obszar bliski całej Polsce jest zaledwie trzydziestu księży. Myślę sobie – to jakim cudem tylu chrześcijan?

Pomimo mojej niezgody i niezrozumienia dla wielu działań kościoła i księży, nie odciągam od religii moich dzieci traktując chrześcijaństwo jak piękną i bardzo ważną w kształtowaniu naszej kultury tradycję. Dlatego zabieram ich w Wielki Piątek do kościoła i przechodząc z nimi od stacji do stacji tłumaczę, co się ponad dwa tysiące lat temu wydarzyło. Jeśli chcą, uczestniczymy w „kościelnej” drodze krzyżowej. W Wielką Sobotę odwiedzamy grób Jezusa i rozmawiamy o śmierci, zmartwychwstaniu i cudzie. Opowiadam im, dlaczego te, a nie inne produkty trafiają do koszyczka ze święconką. A w Wielką Niedzielę wspólnie idziemy do kościoła. - Dlaczego tak wcześnie? - pytają chłopcy. – Dlatego, że Pismo Święte mówi, że o poranku znaleziono pusty grób, idziemy sprawdzić, czy i dzisiaj jest pusty.

Pomagam moim chłopcom znaleźć przebrania na Halloween,
opowiadając przy tym o obrządku Dziadów i o świętych. Rozmawiamy o nirwanie, Buddzie i reinkarnacji – ta możliwość życia po śmierci najbardziej im przypada do gustu i jest niekończącą się okazją do wyliczania, kim byli i kim chcieliby być. I w pełni zgadzam się z napotkanym stwierdzeniem, że religia jest elementem naszej kultury, dlatego powinniśmy ją znać, nie tylko poprzez wyuczone na pamięć modlitwy, ale właśnie przez między innymi historię Arki Noego, Izaaka czy Kaina i Abla.

Nie będę wchodzić w dyskusję, że tego nasze dzieciaki powinny uczyć się na lekcjach religii. Bo to my za ich wiedzę jesteśmy także odpowiedzialni. Ów znajomy ksiądz powiedział mi jeszcze jedną ważną rzecz, że dzieci z pewnością wspomną bardziej zachowanie rodziców niż słowa, bardziej gesty, tradycje niż upomnienia czy zachęty. Nie ograniczam moim dzieciom dostępu do wiedzy o religii, odpowiadam szczerze na pytania, nie ukrywam, że poza Bogiem, o którym uczą się także na katechezie, są też inni bogowie, inne wierzenia, bożki do których modlą się jeszcze do dzisiaj dzikie plemiona. Tłumaczę zawiłości wiary i różnych religii ich słowami, na ich poziomie zrozumienia.

W co i kogo będą wierzyć, kiedy dorosną? To będzie ich wybór. Ja mam nadzieję, że będą dobrymi ludźmi.
Trwa ładowanie komentarzy...