11 rad, które sprawią, że twoje macierzyństwo będzie prostsze. Posłuchaj starszej matki

Niedoświadczona matka uwierzy we wszystko każdemu pediatrze, neurologowi, ortopedzie, okuliście. Fot. 123RF
Musi być idealnie i perfekcyjnie – tak myślisz na początku. Wiadomo, zostanie matką zobowiązuje. O to masz do wykonania zadanie życia – wychowanie potomka (potomków). A współczesny świat nie sprzyja – setki poradników, poważniejsza psychologia dostępna jak bułki w supermarkecie, ileś zupełnie różnych teorii na ten sam temat, do tego kochani rodzice, teściowie, koleżanki, partner – każdy ma swoją prawdę dotyczącą wychowywania.

Znajoma (matka trójki osobników płci męskiej) z rozbawieniem obserwowała moją macierzyńską ekwilibrystykę „Możesz wyluzować?" pytała. „W-y-l-u-z-o-w-a- ć?" powtarzałam tępo. Równie dobrze mogłaby mówić do mnie po chińsku. Dziś ( z boskiej perspektywy czasu) powtarzam za nią: „wyluzować" to słowo klucz. Dodaj do tego intuicję i macierzyństwo może być proste i miłe. Pod jednym warunkiem: poprzeczka będzie postawiona we właściwym miejscu, a nie milion kilometrów nad ziemią.

1. Nie musisz karmić piersią
Fajnie jeśli możesz. I chcesz. Ale uwierz, nic się nie stanie jeśli się nie uda. Stymulowanie piersi (o rany), wypijanie karmi i inne tego typu działania na dłuższą metę są szaleństwem. Szczególnie jeśli efektu brak. A pani pielęgniarce, która rzuca: „Musi pani się starać!" można od razu powiedzieć: „Niech się pani sama stara. Z własnym dzieckiem".

Jeden z moich sennych koszmarów przeszłości: ja i inna młoda matka siedzimy na szpitalnych łóżkach. Wyglądamy jak groza razy milion. I desperacja razy pięć milionów. Słychać przeraźliwy dźwięk laktatorów, siedzący obok mężowie, koledzy mężów i wszyscy krewni i znajomi królika innych matek udają, że nic nie widzą naszej laktacyjnej (i upokarzającej) walki. Towarzyszka niedoli rzecze do mnie: „Nic z tego nie będzie, mam wklęsłe sutki, tak mi powiedziała położna" i uderza w płacz. Dlaczego myśmy dały się zwariować? Przepraszam, nie wiem. Więc jeśli jesteś na początku tej drogi, bądź mądrzejsza i zwariować się nie daj.


2. Odpuść spanie w łóżku
Uwierz swojej intuicji. Chcesz nauczyć dziecko samodzielnego spania? Rób to, nie przejmując się, że inne matki przewracają oczami mówią, że lepiej spać razem. Nie masz cierpliwości do tego, by odkładać syna czy córkę do łóżeczka? Nie rób tego. Przepraszam, ale nie znam osiemnastolatka, który śpi z rodzicami. Dzieci prędzej czy później się usamodzielniają. Po co się stresować i robić coś wbrew sobie.

3. Na balkonie też jest świeże powietrze

Luty, wieje, pada śnieg, a ja przebijam się przez zaspy, ślizgam z ciężkim wózkiem na lodzie. Za jakie grzechy? Bo przecież dziecko potrzebuje spacerów. Powrót po czterech godzinach, ja trup, potomek skowronek. „Ale po co ty tyle łazisz?" spytała w końcu znajoma. No w sumie nie wiem. Przecież są balony, tarasy. A na spacer można wyjść godzinny. Wiem, że walczymy o zdrowie i odporność dziecka, ale naprawdę można walczyć prostszymi sposobami.

4. Nie mówi, nie chodzi? Uwierz, zacznie
Tak, rozumiem. Wszystkie (prawie) chcemy, żeby nasze dziecko było „naj". Do tego nauczono nas, że człowiek musi koniecznie wpasować się w jakieś normy. Więc jeśli dziecko do roku nie zaczyna samo chodzić (albo do dwóch lat nie mówi): wpadasz w panikę. Ale ja, starsza matka, przysięgam: twoje dziecko będzie chodzić i mówić. Czy znasz dorosłego człowieka (zdrowego), który nie chodzi samodzielnie i nie mówi? Czas nie gra roli.

Mój syn zaczął mówić bardzo szybko, dziecko mojej przyjaciółki– dużo później. Dziś obaj chłopcy mają taki sam zasób słownictwa i rozmawiają o wszystkim. Po co więc był mojej przyjaciółce stres? Życie w rytmie książek w stylu: „Pierwszy, drugi, trzeci rok z życia dziecka" to absurd. Teorie o tym, co twoje dziecko powinno umieć traktuj jak wskazówkę, a nie biblię.

5. Nie traktuj lekarza jak boga
Niedoświadczona matka uwierzy we wszystko każdemu pediatrze, neurologowi, ortopedzie, okuliście. A oni potrafią snuć iście porażające historie dotyczące zdrowia naszych dzieci. Zanim więc uwierzysz pierwszemu lekarzowi, a potem dobijesz się i potwierdzisz jego teorię u doktora Google, nabierz kilka razy głęboko powietrza i… poszukaj co najmniej dwóch, trzech kolejnych specjalistów. Lekarz też człowiek, często się myli.

6. Nie miej obsesji na punkcie jedzenia
Panuje moda na jedzenie fit. Szczytne to i słuszne, ale naprawdę nie rozumiem dlaczego ktoś ma dostać zawału z powodu tego, że dziecko zjadło kawałek czekolady, chipsa ze stołu i nienawidzi zupy jarzynowej. Nic się nie stanie. Wiem, sprawdziłam. Moje dziecko jest zdrowe, nie choruje i ma świetne wyniki badania krwi (wyjątkiem od tej teorii są oczywiście wszystkie alergie).

7. Nie musisz umieć się bawić, i co to za bzdura, że każda zabawa musi być rozwojowa
Czytam teksty o edukacyjnych zabawach, poradniki psychologiczne, które tłumaczą jak stymulować rozwój dziecka i po prostu nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. A jeśli by tak to olać? To co? Nasze dzieci wyrosną na troglodytów, intelektualne niemoty, ludzi o emocjonalności warzywa? Nie dajmy się zwariować. Podobnie jak nie dajmy się wkręcić w te wszystkie zabawy, kolorowania, układania klocków itd, itp. Lubisz to, chcesz– proszę bardzo.

Dziecko najbardziej potrzebuje czuć się kochane. Nie musisz być mistrzynią w każdej roli. Jedni wyrażają miłość przez zabawę, inni przez gotowanie, inni przez wspólne sporty.

8. Możesz wyjechać sama (z koleżanką, partnerem)

Świat dziecka z tego powodu nie rozpadnie się na atomy. Wiem, że może trudno to przyjąć do wiadomości, ale dzieci, przez chwilę, naprawdę sobie bez nas poradzą. Powtarzanie: „one mnie potrzebują!" jako koronny argument w zaniechaniu wszystkich towarzysko- społecznych aktywności w dużej mierze wynika z narcyzmu. Karmimy się tym, że jesteśmy niezbędne. Lepiej już być szczerym i powiedzieć po prostu: „potrzebuję zostać, nie bawiłabym się dobrze sama".

9. Ciesz się każdą chwilą. Wiem, banał.
Ale pamiętam jak w rozpaczy dzwoniłam do starszej koleżanki i mówiłam, że jestem w niewoli macierzyństwa, że to koszmar, dzień świstaka do potęgi. Że marzę o bezludnej wyspie, szalonej imprezie, intensywnej pracy. „To tak szybko minie…" mówiła. I mija, naprawdę.

Tęsknię za chwilami, kiedy byłam dziecku niezbędna, a atrakcją dnia było spotkanie matek przy piaskownicy. Za tłumaczeniem milion razy co to jest trawa, biedronka i czy w niebie ktoś mieszka też tęsknię. Cieszmy się tym póki jest nam to dane.

10. Jeśli możesz – stawiaj na dziecko i nie miej z tego powodu poczucia, że mija cię świat. Uwierz, każda matka doskonale pamięta każde swoje zaniechanie względem potomka – szczególnie jeśli on potem zaczyna sprawiać problemy wychowawcze. Albo zaczyna mówić: „bo ty zawsze, mamo", „Bo ty, mamo, nigdy".

11. Nie słuchaj żadnych rad.
Macierzyństwo (rodzicielstwo) to nie jest zbiór suchych zasad, które pasują do wszystkiego i wszystkich. To co sprawdziło się w przypadku innej matki, innego dziecka nie musi działać u ciebie. Z tego co napisałam wyżej też weź tylko to, co ci pasuje.

I powodzenia, bądź szczęśliwa. A szczęśliwe będzie twoje dziecko.

Pozdrawiam,
starsza koleżanka, też matka
Trwa ładowanie komentarzy...