kobieta trzyma garść owoców morwy
Owoce morwy dla naszych rodziców i dziadków były oczywistą przekąską. fot. truth lee/Unsplash

Morwa to jeden z tych smaków dzieciństwa, które powoli znikają z naszej pamięci. Nasi rodzice doskonale pamiętają drzewa morwowe i słodkie owoce zjadane prosto z gałęzi, dziś jednak wiele dzieci nawet ich nie rozpoznaje. A szkoda, bo morwa nie tylko smakuje, ale jest także źródłem błonnika, witamin i cennych przeciwutleniaczy.

REKLAMA

Morwa kiedyś była dla dzieci czymś oczywistym

Są takie smaki, które pamiętamy z dzieciństwa, choć dziś trudno znaleźć je w produktach z marketu. Papierówki z drzewa rosnącego za płotem, węgierki z działki u babci czy mirabelki z osiedlowego drzewka – dla mnie to są właśnie takie przykłady smaków lata. Nie potrzebowaliśmy wtedy wyszukanych bio przekąsek ani owoców sprowadzanych z drugiego końca świata. Wystarczyło znaleźć drzewo, zerwać owoc i spróbować.

Właśnie tak moja mama wspomina morwę. Dzisiaj, kiedy pytam ją o smaki dzieciństwa, morwa pojawia się w tych opowieściach tak jak u mnie osiedlowe mirabelki. W ogóle mam wrażenie, że pokolenie naszych rodziców, a dzisiejszych dziadków, wspomina, że drzew morwy było znacznie więcej niż obecnie. Dzieci wtedy też doskonale wiedziały, że drobne, słodkie owoce można jeść prosto z gałęzi.

Dziś wiele dzieci mogłoby nawet nie rozpoznać morwy. Jej owoce przypominają trochę wydłużone jeżyny i w zależności od gatunku mogą być białe, czerwone albo ciemnofioletowe. Kiedy są dojrzałe, są miękkie, soczyste i słodkie. Sama czasem spotykam morwę głównie suszoną na dziale z bakaliami i zdrowymi przekąskami.

Dla poprzednich pokoleń nie była jednak żadną ciekawostką. Morwy można było spotkać przy domach, na działkach, w ogrodach czy przy drogach. Dzieci znały drzewa owocowe i potrafiły wymienić ich owoce niemal bez zastanowienia. Wiedziały, gdzie rosną śliwki, gdzie można znaleźć wiśnie, a gdzie najlepiej szukać morwy.

Dziś ten zwyczaj trochę zanikł. Drzew morwy jest mniej, a wiele osób nie potrafi już powiedzieć, jak wyglądają jej owoce ani jak smakują. Szkoda, bo to jeden z tych zapomnianych smaków, które naprawdę warto przypomnieć dzieciom np. ze względów zdrowotnych.

Nie tylko sentyment. Morwa ma wartościowy skład

Morwa nie jest wyłącznie ciekawostką z ogrodu babci. Jej owoce dostarczają m.in. błonnika, witaminy C, witaminy K oraz związków o działaniu antyoksydacyjnym, w tym polifenoli.

Jak w przypadku każdego owocu, nie warto przypisywać jej cudownych właściwości ani traktować jako lekarstwa. Może jednak być ciekawym elementem różnorodnej diety. Świeże owoce można zjeść od razu po zerwaniu, dodać do jogurtu, owsianki albo deseru. Nadają się również na przetwory czy do suszenia. Warto się rozejrzeć, czy gdzieś w okolicy nie rosną dzikie drzewa morwy, bo jej owoce naprawdę mają wiele zdrowotnych właściwości.

Morwa ma jeszcze jedną zaletę: jeśli mamy odpowiednie miejsce, można posadzić ją we własnym ogrodzie. Nie potrzebujemy więc specjalnego sklepu, żeby po kilku latach cieszyć się własnymi owocami.

Może warto pokazać ją naszym dzieciom?

Wspominając papierówki, węgierki, mirabelki czy morwy, łatwo dojść do wniosku, że nasze dzieci mają dziś dostęp do ogromnej liczby produktów, ale jednocześnie coraz rzadziej wiedzą, skąd właściwie bierze się jedzenie.

Oczywiście nie ma nic złego w owocach kupowanych w sklepie. Ale jest coś wyjątkowego w sytuacji, kiedy dziecko samo znajduje drzewo, zrywa owoc, ogląda go i pyta: "Mogę spróbować?". To doświadczenie, którego nie zastąpi plastikowe pudełko z owocami kupione w markecie.

Dlatego kiedy następnym razem zobaczysz morwę, nie przechodź obok niej obojętnie. Warto sprawdzić, czy owoce są dojrzałe i czy z danego drzewa rzeczywiście można zerwać owoce (np. nie rośnie na czyjejś posesji). A potem pokazać je dzieciom.

Być może dla nich morwa stanie się tym, czym dla nas były papierówki podjadane prosto z drzewa albo śliwki zrywane na działce u babci. Smakiem dzieciństwa, który po latach wspomina się z uśmiechem.