Kadr z filmu "To" (2017)

Jedni nie oglądają horrorów, bo boją wizyty nocnych zjaw, drugim wyobraźnia pobudza się na tyle, że już na pewno nie wyjdą na spacer z psem po zmroku i wszędzie widzą szaleńców z piłami i młotkami. Dla jeszcze innych film grozy to jedyny słuszny wybór na wieczorny seans.

REKLAMA
Według badań naukowców z Uniwersytetu Westminster, ci ostatni mogą spodziewać się szeregu korzyści.
Nie tylko silne emocje
Trzeba to podkreślić na samym początku - przyjemność płynąca z oglądania strasznych filmów zależy od dwóch istotnych aspektów: jak dana osoba "widzi", odczuwa to, co dzieje się na ekranie i na ile chce się bać. Nie ma złotej zasady, która mówiłaby o tym, że horrory są dla każdego. Aby czerpać korzyści z takiej rozrywki musisz to po prostu lubić. Reakcja osoby np. skrzywdzonej w dzieciństwie może być inna niż tej, która nie ma traumatycznych wspomnień. U tej pierwszej obraz może pobudzić dawne lęki.
logo
Kadr z filmu "Lśnienie" (1980)
Podczas eksperymentu na Uniwersytecie Westminster naukowcy kontrolowali tętno, przyjmowanie tlenu i produkcję dwutlenku węgla u osób oglądających wybrane filmy. Odkryli, że bodźce wywołane przez przerażające sceny wpływają na uwalnianie adrenaliny. Autor badania, Richard Mackenzie (Uniwersytet Roehampton w Londynie) wskazuje, że właśnie z tego powodu nasz układ nerwowy dostaje komunikat "walcz lub uciekaj". W tym miejscu wielu zakrzyknie "banał, przecież to logiczne!". Gdy jednak badacze poszli dalej tym tropem wywnioskowali, że taka reakcja pobudza ciało do spalania tłuszczu, gromadzenia energii i uwalniania cukru do krwi.
Tym sposobem nasz metabolizm zostaje pobudzony i spalamy cukier bez użycia tlenu. To jednak nie jedyne korzyści. Odrębne badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Coventry w 2003 roku ujawniło, że podczas oglądania horrorów uwalniamy więcej białych krwinek (leukocytów), które mają wpływ na nasz system odpornościowy. Możemy zatem traktować seans jako tymczasowe, krótkoterminowe wzmocnienie i walkę z infekcjami.
Dobry strach
Jeszcze jedną zaletą, na którą wskazuje socjolożka Margee Kerr jest... poprawienie nastroju, które według badań następuje poprzez negatywny bodziec. Ludzie po przestraszeniu czują się bardziej spokojni, szczęśliwsi i mniej sfrustrowani.
Na szczycie listy filmów, przy których spalimy najwięcej kalorii znalazło się "Lśnienie" - przestraszona osoba straciła 184 kalorie. Na podium znalazły się również takie klasyki jak "Szczęki" (161 kalorii) i "Egzorcysta" (158 kalorii).
logo
Kadr z filmu "Egzorcysta" (1973)
Warto mieć jednak na uwadze, że "dobry stres" nie dla każdego musi być taki dobry. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji. To, co dla kogoś stanowić będzie świetną rozrywkę, u kogoś innego wywołać może długotrwały lęk i przerażenie, które w konsekwencji mogą skończyć się atakiem serca czy depresją. Niektóre straszne filmy mogą być również zbyt trudne dla dzieci. Badania z Uniwersytetu Michigan wykazały, że 26% studentów, którzy doświadczyli w dzieciństwie opresji za pomocą telewizji czy mediów, nadal odczuwało "niepokój" związany z tym doświadczeniem.
Źródło: Unilad, Time