Przeczytam tekst Ewy Raczyńskiej "Czy bycie konsekwentnym rodzicem jest faktycznie takie trudne?"*. Nie dowiedziałam się z niego niczego nowego. Zrozumiałam jednak, że wszyscy, a przynajmniej duża część z nas ma jeden, ten sam problem. My rodzice, nie wierzymy, że mamy rację. Nie wierzymy, że wiemy, co jest najlepsze dla naszych dzieci.
REKLAMA
Nie będę zastanawiać się, dlaczego tak jest, bo już na samą myśl o tym przychodzi mi do głowy wiele przyczyn. To nie ma zresztą znaczenia, bo nie chodzi o to, żebyśmy się usprawiedliwiali, ale zrozumieli, że tak po prostu jest. A jak już zrozumiemy, to żebyśmy potrafili to zmienić.
Łatwo mówić? Oczywiście. Zmienić wcale tez nie tak trudno.
Ja rozumiem, ze konsekwencja lub jej brak to często wybór między spokojem, a długotrwałą walką. Ale ja wierzę, że jest to konieczne. I ważne, by tę walkę podejmować. Ponieważ to my, rodzice, jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci, to nas rozlicza się ze wszystkiego, szczególnie, gdy coś jest nie tak. A skoro mam być rozliczana z porażek, to chciałabym przynajniej mieć świadomość, że zanim je poniosłam, starałam sie wygrać.
Na drodze często stoją lenistwo, zmęczenie, zwątpienie i brak wsparcia w otoczeniu. Tak bywa. Ale wierzę, że warto. A wiecie dlaczego?
Na drodze często stoją lenistwo, zmęczenie, zwątpienie i brak wsparcia w otoczeniu. Tak bywa. Ale wierzę, że warto. A wiecie dlaczego?
Kiedy urodził się nasz syn, póki co pierworodny i jedyny, założyliśmy, ze nie będziemy go rozpieszczać niepotrzebnymi zabawkami, prezentami i słodyczami. Nam przyszło łatwo.
Oczywiście nie unikniemy sytuacji, gdy maluch otrzymuje prezenty w postaci słodyczy od znajomych czy rodziny. Nie szkodzi. Dziecko przyzwyczajone do niejedzenia dziwnych sklepowych rzeczy, nie buntuje się, gdy przechwytujemy czekoladki od uroczej cioci. Ciociom zazwyczaj robi się głupio. Ale trudno. To przecież nie moja wina, ze nie słuchają od roku czy dwóch, kiedy powtarzamy, że Samuel nie je słodyczy. Tak, nie je do trzecich urodzin. Nie wiecie, co kupić w takim razie? Najlepiej nic. Pobawcie się z nim pół godziny. To naprawdę lepsze niż każdy lizak.
Efekt tej polityki jest taki, że na imprezie, ze stołu z przekąskami nasze dwuletnie dziecko nie wybiera czekoladki a orzechy i rodzynki. Wiem, ze wkrótce sięgnie po słodycze, ale w tamtej chwili był wolny od tej pokusy. Na przeglądzie dentystycznym wypadł wspaniale, apetyt zawsze mu dopisywał - zjada wszystkie posiłki i nie wybrzydza. Warto? Warto.
Oczywiście nie unikniemy sytuacji, gdy maluch otrzymuje prezenty w postaci słodyczy od znajomych czy rodziny. Nie szkodzi. Dziecko przyzwyczajone do niejedzenia dziwnych sklepowych rzeczy, nie buntuje się, gdy przechwytujemy czekoladki od uroczej cioci. Ciociom zazwyczaj robi się głupio. Ale trudno. To przecież nie moja wina, ze nie słuchają od roku czy dwóch, kiedy powtarzamy, że Samuel nie je słodyczy. Tak, nie je do trzecich urodzin. Nie wiecie, co kupić w takim razie? Najlepiej nic. Pobawcie się z nim pół godziny. To naprawdę lepsze niż każdy lizak.
Efekt tej polityki jest taki, że na imprezie, ze stołu z przekąskami nasze dwuletnie dziecko nie wybiera czekoladki a orzechy i rodzynki. Wiem, ze wkrótce sięgnie po słodycze, ale w tamtej chwili był wolny od tej pokusy. Na przeglądzie dentystycznym wypadł wspaniale, apetyt zawsze mu dopisywał - zjada wszystkie posiłki i nie wybrzydza. Warto? Warto.
Wracając jednak do tego, jak to zrobić. Czyli o tym, jak ciężko jest być konsekwentnym. Były ciocie. Ale ciocie to mały kaliber w porównaniu z dziadkami.
Zdaję sobie sprawę, że to może być ciężki temat, szczególnie, gdy dziadków widzi się rzadko i oni chcą nadrobić każdą chwilę, w której dziecko nie zaznało dziadziusiowej miłości. Tu zalecam wcześniejszy telefon pt.proszę i przypominam, że nasze dziecko nie je słodyczy, więc nie gromadźcie czekolady na nasz przyjazd. Jeśli dziadkowie zgromadzą słodycze i spróbują je wręczyć dziecku, postępujemy jak z ciociami. Dziękujemy za łakocie i chowamy do torebki. Swojej oczywiście.
Zdaję sobie sprawę, że to może być ciężki temat, szczególnie, gdy dziadków widzi się rzadko i oni chcą nadrobić każdą chwilę, w której dziecko nie zaznało dziadziusiowej miłości. Tu zalecam wcześniejszy telefon pt.proszę i przypominam, że nasze dziecko nie je słodyczy, więc nie gromadźcie czekolady na nasz przyjazd. Jeśli dziadkowie zgromadzą słodycze i spróbują je wręczyć dziecku, postępujemy jak z ciociami. Dziękujemy za łakocie i chowamy do torebki. Swojej oczywiście.
Może być gorzej, gdy dziecko regularnie zostaje z dziadkami. Bo musimy uświadomić naszym własnym rodzicom, że to konkretne dziecko chcemy wychować inaczej niż zrobili to oni z nami. No a przecież wyszło im to tak dobrze, prawda...? Będzie szorstko, ale tylko trochę. To w końcu nasze dziecko i to my decydujemy, co mu wolno, a czego nie. Wiem, co mówię, przeszliśmy to wszystko, jak każdy.
Moi rodzice, którzy często zajmowali Samuelem, pytali, co mogą kupić, skoro nie słodycze. Bo nie wiedzieli, zwyczajnie. Odpowiadałam, że owoc, bo miłość można okazać na wiele sposobów. I naprawdę wolę, kiedy to jest chwila zabawy i wygłupów niż ciastko. Podziałało. W pewnym stopniu...
Moi rodzice, którzy często zajmowali Samuelem, pytali, co mogą kupić, skoro nie słodycze. Bo nie wiedzieli, zwyczajnie. Odpowiadałam, że owoc, bo miłość można okazać na wiele sposobów. I naprawdę wolę, kiedy to jest chwila zabawy i wygłupów niż ciastko. Podziałało. W pewnym stopniu...
Zostawianie dzieci pod opieką dziadków to kwestia zaufania, że traktują nasze zasady poważnie. Może się zdarzyć, że pomimo, iż wykazują zrozumienie dla naszych metod, to nie raz zawiodą. Moi zawodzili. To dziadkowie właśnie po raz pierwszy poczęstowali nasze dziecko żelkiem, ciastkiem (bo przecież to takie zwykłe ciastko "bez niczego"...), lodami i słodzonymi napojami. Wiem, że tak było. Nie ukrywałam żalu. Ale wiem, że nie robili tego złośliwie, tylko górę nad rozsądkiem wzięły nawyki - jak kocham, to daję pyszne rzeczy. I przecież nie mogę odmówić...
Uczmy ich, że mogą.
Uczmy ich, że mogą.
Można by długo wskazywać na przykładach, jak ciężko bywa z tą konsekwencją. Głównie dlatego, ze to my sami musimy nauczyć się decydować o wszystkim i potem się trzymać naszych postanowień.
To trochę jak z wychowaniem psa. Polecamy zresztą każdemu, kto nie ma jeszcze dziecka. I tu nie chodzi o to, że to jest wychowanie na próbę. Wręcz przeciwnie.
To trochę jak z wychowaniem psa. Polecamy zresztą każdemu, kto nie ma jeszcze dziecka. I tu nie chodzi o to, że to jest wychowanie na próbę. Wręcz przeciwnie.
Polecamy wziąć szczeniaka i pójść z nim na szkolenie.
Tam szybko uświadomicie sobie, że bez konsekwencji nie ma efektów. Nauczycie się, że to pies podąża za wami, a nie odwrotnie.
Jak to przekonanie zrodzi i zakorzeni się w waszych głowach, wystarczy przenieśc je na dziecko.
Tam szybko uświadomicie sobie, że bez konsekwencji nie ma efektów. Nauczycie się, że to pies podąża za wami, a nie odwrotnie.
Jak to przekonanie zrodzi i zakorzeni się w waszych głowach, wystarczy przenieśc je na dziecko.
Wygląda to mniej więcej tak:
1. Jest w życiu czas na zabawę, szaleństwo, pracę i odpoczynek.
2. Ja decyduję o tym, co i kiedy kupuję. Ja decyduję, jak wygląda posiłek i czy będą łakocie.
3. Ja decyduję o tym, w co, kiedy i z kim bawi się mój podopieczny. Decyduję także o zabawkach.
4. Kiedy nie chcę, żeby podopieczny skakał mi po głowie, to nie chcę.
5. Zawsze jest czas na okazywanie czułości. Czasem to zwykłe pogłaskanie po głowie, a czasem turlanie się po dywanie. Przy czym turlania zalecam sporo ;)
5. Jesli oddaję ci pod opiekę moje ukochane maleństwo, to wierzę, że nie pozwolisz zrobić mu krzywdy, nie zgodzisz się na bieganie po ulicy i niekontrolowane kontakty z obcymi.
1. Jest w życiu czas na zabawę, szaleństwo, pracę i odpoczynek.
2. Ja decyduję o tym, co i kiedy kupuję. Ja decyduję, jak wygląda posiłek i czy będą łakocie.
3. Ja decyduję o tym, w co, kiedy i z kim bawi się mój podopieczny. Decyduję także o zabawkach.
4. Kiedy nie chcę, żeby podopieczny skakał mi po głowie, to nie chcę.
5. Zawsze jest czas na okazywanie czułości. Czasem to zwykłe pogłaskanie po głowie, a czasem turlanie się po dywanie. Przy czym turlania zalecam sporo ;)
5. Jesli oddaję ci pod opiekę moje ukochane maleństwo, to wierzę, że nie pozwolisz zrobić mu krzywdy, nie zgodzisz się na bieganie po ulicy i niekontrolowane kontakty z obcymi.
Co Wy na to?
Czy komuś te zasady wydają się dziwne? Trudne do wyegzekwowania? Nie sądzę. Ale gdyby jednak, to polecam pójść na szkolenie nie tyle z psem, co z dzieckiem.
Nie żartuję.
Czy komuś te zasady wydają się dziwne? Trudne do wyegzekwowania? Nie sądzę. Ale gdyby jednak, to polecam pójść na szkolenie nie tyle z psem, co z dzieckiem.
Nie żartuję.
