O autorze
Małgorzata Ohme, psycholożka i psychoterapeutka dziecięca oraz rodzinna. Prowadząca program „Okiem Ohme". Mama 8-letniej Klary i 11-letniego Jurka.

Synu, napisz na kartce "Jestem głupi", idź na ulicę, a ja to nagram na video. Publiczne poniżenie - nowa metoda karania

Fot. Screen z YouTube / What Would You Do?
Rodzice coraz „lepiej” radzą sobie z Internetem. I coraz śmielej korzystają z narzędzia jakim są social media, by „komunikować się” ze swoim dzieci. By je „wychowywać”.


Skąd co chwilę bierze się cudzysłów? W Stanach Zjednoczonych komentuje się obecnie zjawisko publicznego karania dzieci w wirtualnej przestrzeni, jakim jest umieszczanie różnego rodzaju zdjęć (dzieci) lub haseł przez rodziców, które mają je w oczach rówieśników poniżyć. Jak to wygląda? Time donosi, że na Facebooku pojawia się coraz więcej zdjęć/nagrań, na których nagrane dziecko stoi na skrzyżowaniu i trzyma kartkę z napisem np. „Jestem kłamcą” albo „Rozczarowałem moją mamę” lub też „Jestem na najlepszej drodze, by wylądować w więzieniu”. Fotografując lub nagrywając na video dziecko, w ten oto sposób rodzice upubliczniają „złe zachowanie” i wymuszają na nim społeczną obietnicę poprawy. Czy kompletnie stracili głowę czy/i może są już tak zdesperowani, że nie są w stanie racjonalnie przewidzieć konsekwencji takich „metod wychowawczych”?


Co taki rodzic sobie myśli? - zastanawiam się. Po pierwsze obserwuje swojego nastolatka i ilość godzin spędzonych na portalu społecznościowym, więc zakłada, że to jest jego najbliższe i najważniejsze środowisko rówieśnicze. W szybki więc sposób może on dotrzeć do jego grona. Po drugie kara rozpowszechnia się w błyskawicznym czasie (uroki Internetu). I do tego boli. Boli, bo uderza w publiczny wizerunek dziecka, które szczególnie w okresie nastoletnim, jest dla niego bardzo ważny.

O czym nie myśli taki rodzic?- zastanawiam się. O utracie zaufania. O tym, że przysłowiowe brudy pierze się we własnym domu. Że rodzina jest po to, by chronić dziecko przed społecznym poniżaniem. Że problemy rozwiązuje się wśród najbliższych. Że rodzic, nawet ten który wymierza karę, jest dorosłym, któremu dziecko ufa i do którego zwróci się w sytuacji problemu. Nie myśli też o tym, że taka kara jest niewspółmierna do problemu. Cokolwiek by to było. Bo siła rażenia ze strony Internetu jest jak tsunami. Dziecko zostaje ukarane milion razy. W zależności od tego ile osób wyświetli filmik lub zdjęcie.


O czym jeszcze nie myśli? O tym, że pokazuje swoją bezradność przez eksponowanie głupiej siły. Że dołącza do grona obcych hejterów, łamiąc dziecku serce i kręgosłup bezpieczeństwa. Że przestaje być w tym momencie rodzicem a staje się bezkształtną masą szyderców. Nie myśli przede wszystkim o tym, ile ryzykuje. Dla dziecka w okresie szkolnym poniżenie na taką skalę może spowodować lawinę ryzykownych zachowań, łącznie z próbą samobójczą. Bo to nastolatek najlepiej wie, że w Internecie nic nie ginie i jego upokorzenie nie jest karnym jeżykiem na 5 minut; jest na zawsze.

Niedawno w USA, w Tacoma w stanie Washington ojciec ukarał swoją 13-letnią córkę za to, ze wysłała swojemu chłopakowi wulgarne zdjęcie. Karą było obcięcie jej pięknych długich włosów i nagranie tego na kamerze z jego głosem w tle „Dziewczyno, czy to było tego warte?”. Dziewczynka pełna żalu przesłała to swoim znajomym, w konsekwencji filmik obejrzało mnóstwo nieznajomych, a ona przerażona tym skoczyła z mostu. Ojciec tłumaczył się, że to nie on upublicznił nagranie. Zrobił to po to, by upamiętnić jej głupotę. Jej czy swoją?

Rodzice bywają głupi. Głupota jest albo ich stałą cechą albo też bywa skutkiem bezradności (co także ich nie tłumaczy). Nie tylko posuwają się do irracjonalnych kar, ale też bezmyślnie afirmują swoje rodzicielskie życie, poprzez upublicznianie wszystkiego, co im wpadnie do głowy. Na równi pierwszy ząbek, kupa, zdarte kolano, jak i teraz upublicznianie wymierzania kary. Czy to ostatnie różni się tak bardzo od publicznej chłosty, jaką stosowano w średniowieczu? Chyba nie. Czy rodzicielstwo XXI wieku nie powinno być daleko od takich metod?

W proteście przeciwko tego typu zachowaniom rodzicielskim Wayman Gresham, ojciec nastolatka umieścił niezwykły film, na którym pokazuje inną drogę. Zamiast publicznie ogolić za karę swojego syna, co zapowiada na początku nagrania- przytula go i mówi, że nie na tym polega dobre rodzicielstwo. Bo ono zaczyna się znacznie wcześniej niż w chwili, gdy dziecko robi coś niewłaściwego. Że dobre rodzicielstwo to jest poświęcanie dzieciom czasu i rozmawianie i przede wszystkim okazywanie im, że kochamy je, niezależnie do tego kim są i jacy są. Zobaczcie sami.

It's time for me to discipline my kid the tough way! Why? I don't play that!

Posted by Wayman Gresham on 27 maja 2015

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć