Szukasz idealnego prezentu dla przyszłej mamy? Zapomnij o śpioszkach, chcemy pudełek!

Karolina Pałys
25 kwietnia 2024, 11:30 • 1 minuta czytania
Czy dieta pudełkowa to dobre rozwiązanie dla kobiet w ciąży i w okresie karmienia? Republika Smakoszy ma taką opcję w swojej ofercie. Sprawdziłam, czy to rzeczywiście dobre rozwiązanie.  
Fot. naTemat
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Ciąża orbituje wokół tematu jedzenia. Chyba nigdy tak dużo nie myślałam, o tym co znajduje się na moim talerzu, co na niego trafi za kilka godzin, i czy wtedy na pewno wciąż będę miała na to ochotę. Nigdy wcześniej też nie musiałam co kilka dni odpowiadać na pytanie: “A czy ty na pewno możesz to jeść? Nie zaszkodzi ci? Ciężarne to chyba nie powinny…”

No właśnie: czego tak naprawdę ciężarne nie powinny jeść? Internet ma na ten temat miliony teorii. Lekarze, przynajmniej ci, z którymi miałam styczność, są z reguły bardziej powściągliwi: trzymać się z daleka od surowizny i tego, co niepasteryzowane, niemyte i niewiadomego pochodzenia.  

Wniosek? Najlepiej zachować zdrowy rozsądek. A jeszcze lepiej - zatrudnić nadwornego dietetyka, który rzetelnymi argumentami rozwieje każdą naszą wątpliwość. Niestety, o ile nie jesteście dziedziczkami sporych fortun, to marzenie raczej się nie spełni. 

Ale jest inny sposób, aby na co dzień nie zaprzątać sobie głowy bilansem energetycznym posiłków, czy zawartością kwasu foliowego i żelaza w poszczególnych warzywach. Ten sposób to dieta pudełkowa. 

Ciąża to nie czas na dietę? Pudełkową - owszem

W teorii wszystko powinno się zgadzać: codziennie otrzymujecie zestaw posiłków o określonej kaloryczności, z których każdy został przygotowany według wskazań i przepisu dietetyka. Dieta pudełkowa ma dać nam pewność, że składniki dobrane zostały tak, aby jak najlepiej zaspokajać potrzeby mam. 

Co to oznacza? Przede wszystkim uwolnienie jadłospisu od surowego mięsa i ryb oraz jaj, a także kiełków oraz serów z niepasteryzowanego mleka. Dieta przyszłej mamy musi być też odpowiednio zbilansowana i bogata w  żelazo, witaminę C, witaminy z grupy B, w tym kwas foliowy, wapń oraz magnez.

Problem w tym, że na rynku tego typu ofert wcale nie ma wiele. Jedną z nielicznych firm, która podjęła się tego zadania i spełnia powyższe założenia, jest Republika Smakoszy. I to właśnie ich “Dietę dla mam” testowałam przez tydzień. Po tym czasie mogę powiedzieć, że na takiej diecie mogłabym być już zawsze.

W ciąży czy w okresie karmienia (bo wspomniana dieta dedykowana jest również kobietom karmiącym) słowo “dieta” trzeba jednak dobrze zdefiniować. To nie jest czas na odchudzanie: priorytetem jest zdrowie - wasze oraz malucha (maluchów?), a zaraz po nim - smak i zapach potraw. 

W ciąży oba te zmysły wyostrzają się jak noże na diamentowej ostrzałce, a jeden kiepski posiłek potrafi autentycznie zrujnować nastrój na resztę dnia. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. 

Uprzejmie donoszę więc, że zawartość żadnego z pudełek od Republiki Smakoszy mnie nie rozczarowała. Co więcej: znalazło się w nich kilka smakowych hitów (ryba w cytrusowym sosie - sztos. Indyk na purée z batatów i orzeszków ziemnych - poezja), na które bardzo chętnie poznałabym przepisy i odtworzyła samodzielnie. 

Myśląc “Dieta dla mam” myślcie więc o pysznych, pożywnych posiłkach, które nie tylko zaopatrzą was w odpowiednią ilości kalorii, witamin i składników odżywczych, ale również dostarczą sporo radości z jedzenia.

Jaką kaloryczność wybrać?

Wybierając “Dietę dla mam” będziecie musiały zastanowić się, po pierwsze, ile posiłków chcecie otrzymywać dziennie i, po drugie, jaką kaloryczność ma mieć wasz jadłospis. 

Ja zdecydowałam się na pięć dań o łącznej kaloryczności 2000 kcal. Teoretycznie, zapotrzebowanie w trzecim trymestrze jest nieco większe (do swojego zwyczajowego poboru, przyszłe mamy powinny dodać ok. 475 kcal.), ale uznałam, że zostawienie sobie miejsca na przekąskę “spoza programu” będzie sensowne. 

Okazuje się jednak, że moja wiara w we własne możliwości była nieco na wyrost. Albo to porcje przygotowywane przez kucharzy Republiki Smakoszy mają jakieś magiczne właściwości rozrastania się w brzuchu. Jedno z dwojga, bo właściwie nie było dnia, żeby torba jedzenia, pojawiająca się co rano na progu mojego domu, wymagała uzupełnienia produktami spoza cateringu. Porcje były naprawdę spore. 

Czy będzie mi smakować? 

Muszę przyznać, że wcześniej nie byłam jakąś ogromną zwolenniczką pudełek. Nie jestem osobą specjalnie wybredną, ale mam parę zasad, których lubię przestrzegać. Na przykład jeśli chodzi o śniadania: ich słodkie wersje są po prostu nie dla mnie. W ogóle słodkie smaki jakoś niespecjalnie wpisują się w moje ciążowe potrzeby. 

Obawiałam się więc, że przez kilka dni będę skazana na słodkie owsianki z rana i słodkie przekąski po południu. Okazuje się jednak, że tak wcale być nie musi. 

Republika Smakoszy posiada świetną opcję pod tytułem “Zamiana posiłków” i to w standardowej cenie. Mechanizm ten pojawia się też u konkurencji, ale zwykle w pakietach o wyższym standardzie (albo za dodatkową opłatą). Tu możecie zamieniać do woli, pamiętając jednak o tym, że wtedy wybieracie posiłki nie tylko z “Diety dla mam”, ale ze wszystkich diet, jakimi dysponuje Republika Smakoszy. Jak dla mnie - żaden problem. Jeśli mogę zamienić granolę na bajgla z szynką - korzystam. 

Z reporterskiego obowiązku sprawdziłam też oczywiście też słodsze opcje z menu Republiki. I powiem wam, że zdecydowanie nie równają do sklepowego poziomu zwartości cukru. Muffinki czy różnego rodzaju ciasta były dobre, takie nie za słodkie, jak mawiają wszystkie ciocie świata. Nawet ryż na mleku nie zabijał słodyczą, pachniał za to pięknie cynamonem i prażonym jabłkiem. 

Mówiąc o produktach, warto wspomnieć o owocach i warzywach. Jeśli tak jak ja nie znosicie konsystencji rozgotowanego kalafiora i generalnie wolicie, jak warzywa chrupią, zamiast przelatywać przez przełyk w postaci papki - jesteście w domu. Znaczy, w Republice Smakoszy. Warzywa pakowane są tu w stanie al dente, co naprawdę cieszy. 

Generalnie warto tu dać spory plus za wygląd posiłków. Ciężko sprawić, aby po podróży z kuchni, “zapudełkowane” danie prezentowało się ładnie. Moim posiłkom tego komplementu odmówić nie zamierzam. 

Najlepszy prezent świata: czas

Republika Smakoszy dała mi więc świetnie zbilansowane, a do tego smaczne (i ładne!) potrawy. Ale jest jeszcze jedna ważna zaleta: każde pudełko to prezent w postaci czasu - czasu, który oszczędzacie, bo nie musicie stać w kuchni i gotować. Czasu, który możecie poświęcić na przejrzenie książki o porodzie, rankingu laktatorów czy zestawienia “10 najlepszych łóżeczek dla niemowląt”. Zamiast gotować, możecie pójść na spacer, na jogę, na szkołę rodzenia albo po prostu się zdrzemnąć. To naprawdę bardzo cenny podarunek - te kilka dni lub tygodni kulinarnej beztroski. 

Podsumowując, gdyby ktoś sprezentowałby mi dietę pudełkową w pierwszych miesiącach ciąży, pewnie dzisiaj byłby moim nowym mężem albo żoną (ah, te hormony). Żarty żartami, ale to właśnie wtedy miałam największą awersję do gotowania i, paradoksalnie, największy apetyt na “różności”. Naprawdę ozłociłabym każdego, kto wyzwoliłby mnie od tego przykrego, na tamten moment, obowiązku. 

Dzisiaj może nie mam już aż takiego problemu z samym przygotowaniem posiłków, ale faktem jest, że są dni, kiedy opadam z sił jak przekłuty balonik jeszcze przed południem. Te kilka dni “wakacji” od gotowania było więc naprawdę świetnym prezentem. Pomyślcie nad podobnym, jeśli macie w swoim otoczeniu przyszłą mamę. Jeszcze nie wie, jak bardzo będzie wam za to dziękować.