Szukacie kierunku na wyjazd marzeń? Oto 3 powody, że Malta to najlepszy pomysł

Alicja Cembrowska
Szczerze. Planując samodzielnie wakacje, nigdy nie brałam pod uwagę Malty. Wielu znajomych polecało ten kierunek, a niektórzy nawet rozważali przeprowadzenie się na tę niewielką wyspę na Morzu Śródziemnym, jednak ja nie czułam zainteresowania. Wybrałam się tam zatem bez oczekiwań, bez wyobrażeń i wizji. I tak właśnie brzmi początek historii o tym, jak się zakochałam.
Widok z tarasu przy Górnych ogrodach Barrakka Archwium prywatne
Nie było to jednak trudne. Malta ma w sobie coś z mistycyzmu, który czuć na każdym kroku. To miejsce charyzmatyczne i magnetyczne. Można odnieść wrażenie, że za każdym rogiem czają się nowe historie, którym warto dać się porwać. To miejsce czaruje i uwodzi. Oto co musicie zapamiętać, jeżeli macie ochotę na "urlopowy romans".

1. Woda, łódka, woda, prom, woda
To może mało obiektywny miłosny argument, bo woda to mój żywioł, ale... najlepszą informacją dnia była dla mnie ta odnosząca się do wodnego środka transportu. Jednego dnia był to chybotliwy "wodny tramwaj", do którego wsiedliśmy po obejrzeniu zachwycających Górnych ogrodów Barrakka. Przepłynęliśmy nim do Valletty, co zajęło kilka minut – znacznie mniej niż samochodem.
Trochę się cykałam, ale wsiadłam i... nie żałuję!
Widok z góry na Wioskę Popeye'a, która powstała na potrzeby filmu z 1980 roku, w którym główną rolę zagrał Robin Williams. Do dziś stoi przy zatoce Anchor Bay
Następnego dnia przemieściliśmy się promem na wyspę Gozo, kolejnego, już na terenie wioski Popeye'a z niewielkiej łódeczki obejrzeliśmy wybrzeże, a następnie… Uwaga, absolutna wisienka na torcie i coś, co po prostu trzeba w swoim życiu zobaczyć – Blue Grotto, czyli kompleks jaskiń na południowo-wschodnim wybrzeżu Malty. Pomijając same groty, których uroda zapiera dech, dojedziecie tam krętą drogą, przy której, tuż przed wioską ulokowano punkt widokowy.
Najpierw spójrzcie z góry, później wsiądźcie w łódkę i zajrzyjcie do grot z bliska
"Ale, ale, ja nie lubię pływać!". To lepiej polub, bo naprawdę warto! A całkiem poważnie – rozumiem, polecam zatem alternatywne rozwiązanie. Plaże – Ir-Ramla il-Hamra (plaża o czerwonym piasku na Gozo), Golden Bay, Ghajn Tuffieha Bay lub Gnejna Bay, które są plażami piaszczystymi, co wcale nie jest tak popularne na Malcie.
Nie każdemu udaje się zrobić takie zdjęcie - wiele zależy od miejsca, które zajmiemy na łódce (najlepiej w pierwszym rzędzie, inaczej odbędziecie walkę o kadr - jak ja)
3. Gozo, czyli ojej, jak to klucz w drzwiach?
Gozo, której nazwa oznacza "radość", to druga co do wielkości wyspa archipelagu Wysp Maltańskich. Chociaż jest niewielka (jej powierzchnia to zaledwie 67 km²), to zapewniam, że zakochacie się w niej od pierwszego wejrzenia. Kursuje na nią prom, a rejs trwa około 25 minut. To świetny moment na chwilę oddechu, bo ten przyda wam się przed zwiedzaniem Gozo!
Kilometrowa kolejka do promu może przerażać, ale bez strachu - idzie szybko i sprawnie, a na pokładzie jest wystarczająco dużo miejsca dla każdego
Przyzwyczajcie się do Świętego Jerzego - na Gozo "spotkacie" go na każdym kroku
Owszem, na wyspie czas płynie wolno i leniwie. To idealne miejsce na błogie lenistwo. Chyba że chcecie w kilka godzin, obejrzeć wszystkie skarby, które dźwiga ta malutka powierzchnia. Wtedy przygotujcie się na trochę chodzenia (i jeżdżenia). Pomimo niewielkich rozmiarów wyspa zadziwia mnogością miejsc, które są po prostu "must see".
Błękitne morze i czerwony piasek. Trudno oderwać wzrok :)
Oto on! Naturalny wapienny łuk na północno-zachodnim wybrzeżu Gozo
Nie omińcie świątyń Ggantija, które zostały zbudowane przed słynnymi kamiennymi posągami w Stonehenge, a odkryto je dopiero w XIX wieku, zajrzyjcie do jednego z niewielu zachowanych na wyspie wiatraków, który pamięta rycerzy maltańskich, Ta'Kola, podziwiajcie okno Wied il-Mielaħ (czyli naturalny wapienny łuk na północno-zachodnim wybrzeżu), a jeżeli lubicie nurkować to Blue Hole jest dla was!
Blue Hole to jedno z najpopularniejszych miejsc do nurkowania w Europie. Jeżeli czegoś żałuję, to tego, że nie miałam okazji tam wskoczyć
3. Dajcie jeść!
Słowo "przystawka" oznacza coś małego, do przekąszenia przed daniem głównym. Ale raczej nie na Malcie. Mieszkańcy wyspy kochają jeść, a dodatkowo udowadniać mają to serwowane w restauracjach porcje. Jeżeli jesteście przyzwyczajeni do kleksa i maźnięcia na talerzu, to uwaga, na Malcie o tym zapomnijcie, ale dajcie się ponieść na własną odpowiedzialność.


Co to właściwie za kuchnia? Na moje, nieprofesjonalne oko, pomieszanie smaków włosko-angielsko-autorskich. W menu poszczególnych knajp znajdziecie sporo dobrze znanych dań i produktów – makaronów, ravioli (to na Gozo w restauracji Café Jubilee jest obłędnie pyszne, ale porcja nie przerosła jedynie naszej maltańskiej przewodniczki), serów, świeżych warzyw i mięs. I oliwę. Dużo i wszędzie.
"Light lunch" wersja maltańska
W ciemno możecie wybierać również ryby i owoce morza. Jeżeli jesteście entuzjastami dań "morskich", to zaplanujcie wycieczkę do wioski rybackiej w południowo-wschodniej części Malty – Marsaxlokk, najlepiej w weekend. Przy okazji skorzystacie z targu, na którym kupicie nie tylko świeże ryby, ale również aromatyczne przyprawy, przetwory i pamiątki we wszelkiej możliwej postaci (tak, w październiku turyści mogli już buszować w świątecznych obrusach).
Spróbujcie Kinnie! To bezalkoholowa alternatywa dla popularnej coli, stworzona w 1952 roku. Ma przyjemnie słodko-gorzki smak
Poobiednia cisza w Marsaxlokk
Tuż obok, na niewielkim placu, znajduje się restauracja "Ta Victor", której właściciel z chęcią opowiada nie tylko o serwowanych daniach, ale i gościach, którzy pojawili się w jego lokalu – ściany zdobią fotografie z politykami i celebrytami.

Namówieni?