rodzice nie puścili dzieci do szkoły
Po serii ataków w polskich szkołach rodzice stanęli przed trudną decyzją. Wielu z nich obawiało się dziś posłać dzieci na lekcje. pexel.com

"Wolę stracić dniówkę w pracy niż własne dziecko" – pisze jedna z mam. Po serii ataków w polskich szkołach rodzice stanęli przed decyzją, której jeszcze kilka dni temu nie potrafiliby sobie wyobrazić. Posłać dziecko na lekcje czy zostawić je w domu z uwagi na strach o jego bezpieczeństwo? Choć policja uspokaja, że nie ma potwierdzenia doniesień o "krwawym piątku", strach okazał się silniejszy niż zapewnienia służb, a to wyrażenie pada na grupach rodziców non stop.

REKLAMA

"Proszę o konstruktywną rozmowę z dziećmi – sprawdzenie ich plecaków, mediów społecznościowych i komunikatorów. Proszę też o uspokojenie i wyciszenie emocji, które pojawiły się po ostatnich atakach w szkołach".

Komunikaty o podobnej treści trafiały w czwartek do rodziców za pośrednictwem szkolnych dzienników elektronicznych. Dyrekcje informowały o dodatkowych środkach bezpieczeństwa i apelowały o rozmowy z dziećmi. Tymczasem na rodzicielskich grupach i komunikatorach trwały dyskusje, które przeciągały się do późnych godzin wieczornych.

– Uspokojenie? Jak tu uspokoić dziecko, jak samemu jest się w panice? A kto uspokoi nas? – pyta jedna z mam.

Rodzice zastanawiali się, czy w piątek, 9 października, posłać dzieci do szkół. Jedni przekonywali, że nie można pozwolić, aby internetowe pogłoski sparaliżowały codzienne życie. Inni nie zamierzali ryzykować.

– Ja normalnie puszczam dziecko do szkoły – policja pod szkołą i na korytarzach. Poza tym dziś zostawię, a co, jeśli przeniosą challenge na poniedziałek? Mam przenieść dziecko na edukację domową? – zastanawia się jeden z rodziców.

– Moje dzieci wręcz histeryzują, że nie chcą iść do szkoły, bo "krwawy piątek". Co się dzieje na tym świecie? – pisze kolejna mama.

Czym jest "krwawy piątek"? Policja dementuje plotki

Wszystko zaczęło się od dramatycznych wydarzeń w Ostrołęce i Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem. W ciągu dwóch dni doszło do ataków z użyciem niebezpiecznych narzędzi, a jeden z nich zakończył się śmiercią pracownicy szkoły. W internecie niemal natychmiast zaczęły pojawiać się informacje o rzekomym wyzwaniu nazwanym "krwawym piątkiem".

Według rozpowszechnianych przez uczniów i internautów pogłosek uczestnicy challenge'u mieliby zadawać innym osobom tyle ciosów, ile sami mają lat. Kulminacja rzekomej akcji miała przypaść właśnie na piątek, 9 października.

Mimo tych zapewnień część rodziców zdecydowała, że ich dzieci zostaną w domach. W niektórych miejscowościach samorządy ograniczyły lub odwołały zajęcia stacjonarne.

– Wolę ten dzień przeczekać niż później żałować do końca życia. Może ktoś sieje zamęt i panikę, ale lepiej stracić dniówkę w pracy niż własne dziecko – tłumaczy jedna z mam.

– Gdybym puścił, to mógłbym udawać chojraka w internecie w sekcji komentarzy, ale cały czas bym o tym myślał, sprawdzał, denerwował się, czytał każdy post. Po co? Jest problem, jest jakieś zagrożenie, nic się nie stanie, jak dzisiaj nie pójdą. Od bycia odważnym do bycia głupim oddziela bardzo cienka linia – argumentuje jeden z ojców.

Pandemia strachu

Nie wszyscy rodzice podzielali te obawy. Część apelowała, aby nie nakręcać spirali lęku, ponieważ masowe udostępnianie niesprawdzonych informacji może tylko zwiększać zainteresowanie podobnymi zachowaniami.

– W takich sytuacjach widownia działa jak katalizator” – napisała na grupie jedna z mam. – Mój syn idzie normalnie do szkoły, nie będziemy nakręcać spirali strachu – dodała.

Hubert Szymczak, psycholog enel-med, zwraca uwagę, że po dramatycznych wydarzeniach ludzie naturalnie poszukują wyjaśnień, które pozwoliłyby odzyskać poczucie kontroli.

– Wydarzenia, które naruszają nasze poczucie bezpieczeństwa, wywołują silne napięcie i poczucie utraty kontroli. Człowiek naturalnie próbuje wówczas uporządkować rzeczywistość – wyjaśnia ekspert.

Problem pojawia się wtedy, gdy w miejsce potwierdzonych informacji wchodzą internetowe spekulacje. Psycholog przestrzega zarówno przed bagatelizowaniem gróźb, jak i bezrefleksyjnym rozpowszechnianiem doniesień o kolejnych atakach.

– Szczególnej ostrożności wymagają doniesienia dotyczące rzekomych internetowych wyzwań, list potencjalnych szkół czy społeczności zachęcających do przemocy. Takich informacji nie wolno bagatelizować! Ale równie ważne jest ich weryfikowanie – podkreśla.

Dzieci zaczynają bać się własnych kolegów

Jedna z mam zwróciła uwagę na jeszcze bardziej niepokojący aspekt całej sytuacji. Tym razem rodzice i uczniowie nie obawiają się wyłącznie zagrożenia przychodzącego z zewnątrz. Boją się również tego, że sprawcą przemocy może okazać się ktoś, kogo dziecko codziennie spotyka na szkolnym korytarzu. Co musi czuć nastolatek, który zaczyna podejrzliwie patrzeć na swoich kolegów? Jak ma wrócić do szkoły i czuć się w niej bezpiecznie?

Hubert Szymczak przestrzega przed budowaniem atmosfery, w której każdy wycofany czy mający trudności emocjonalne uczeń zaczyna być postrzegany jako potencjalny sprawca.

– Dotychczasowe badania nie pozwalają wskazać jednego, wiarygodnego profilu psychologicznego, na podstawie którego można byłoby przewidzieć, który młody człowiek dopuści się poważnego ataku w szkole – zaznacza.

Jak wyjaśnia, profilaktyka przemocy powinna polegać przede wszystkim na reagowaniu na konkretne groźby i niepokojące zachowania, przeciwdziałaniu przemocy rówieśniczej oraz budowaniu bezpiecznych relacji, a nie na wzajemnym podejrzewaniu się uczniów.

Zostawić dziecko w domu czy posłać do szkoły?

Dla wielu rodziców czwartkowy wieczór był pełen wątpliwości. Z jednej strony chcieli chronić dzieci, z drugiej zastanawiali się, czy pozostawienie ich w domu nie będzie dodatkowym potwierdzeniem, że naprawdę powinny się bać i będzie niepotrzebnie napędzać lęk.

– Przeglądałam internet i tam jedna pani psycholog pisała, żeby nie stresować się tak bardzo samym podjęciem decyzji, czy dziecko ma iść do szkoły, czy nie. Każda decyzja będzie dobra, ważne, żeby czuć się z nią bezpiecznie. Dla mnie bezpiecznie było jednak zostawić dziecko w domu – opowiada nam jedna z mam.

– Sama kilkukrotnie zmieniałam zdanie. O tym, że dziecko ostatecznie nie poszło do szkoły, zdecydował fakt, że dwie szkoły w okolicy odwołały dziś zajęcia. To był dla mnie argument za tym, że zagrożenie jest realne – mówi nam kolejna.

Dzieci mają być traktowani jak potencjalni przestępcy

Niektórych rodziców szczególnie poruszyły zalecenia dotyczące sprawdzania plecaków i szkolnych kontroli.

– Mnie przeraziło najbardziej to, że kazali mi przeszukać plecak własnego dziecka. Człowiek głupieje w takich sytuacjach. Traci zaufanie do własnego dziecka! – pisze mama ucznia piątej klasy.

– Dla mnie też sam fakt, że dzieciaki mają mieć sprawdzane plecaki w szkole, był wystarczającym argumentem, żeby zostawić dziecko w domu. Po co ma się stresować? – dodaje inna.

Hubert Szymczak przypomina, że w obliczu podobnych wydarzeń strach i bezradność są naturalnymi reakcjami. Nie oznacza to jednak, że musimy natychmiast znaleźć odpowiedź na każde pytanie albo wskazać winnych.

– Nie potrzebujemy kolejnych internetowych diagnoz, uproszczonych wyjaśnień ani społecznego linczu. Potrzebujemy rzetelnej analizy, sprawnie działających procedur bezpieczeństwa i rzeczywistego oraz dostępnego wsparcia psychologicznego, dla każdego, kto go potrzebuje – podsumowuje ekspert.