uczniowie w klasie na zajęciach
Uczniowie w szkołach musza mieć takie warunki, by sami chcieli zrezygnować ze smartfonów. fot. CDC/Unsplash

Od września 2026 roku w szkołach podstawowych zaczną obowiązywać nowe zasady korzystania przez uczniów ze smartfonów. Dyrektorzy nie muszą jednak tworzyć specjalnych szafek na telefony ani przeszukiwać plecaków, by egzekwować zakaz. Dyrektorka warszawskiej szkoły, w której takie zasady działają już od kilku lat, zdradziła, co zrobić, by uczniowie zaakceptowali nowe reguły.

REKLAMA

Zakaz telefonów w podstawówkach

Od września 2026 roku szkoły podstawowe będą musiały zmierzyć się z nowymi zasadami dotyczącymi korzystania przez uczniów ze smartfonów. Dla wielu dyrektorów oznacza to konieczność przygotowania nowych szkolnych regulaminów i rozmów z nauczycielami, rodzicami oraz dziećmi.

Najtrudniejsze jest to, że resort edukacji nie dał jasnych wytycznych, jak szkoły mają przepisy egzekwować. Wprowadzenie takiego prawa nie musi jednak oznaczać ustawiania przy wejściu koszy na telefony, montowania specjalnych szafek czy kontrolowania plecaków uczniów.

Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie, od kilku lat ma w swojej placówce zasady ograniczające korzystanie z telefonów i zgodziła się porozmawiać o logistyce takiego przedsięwzięcia z portalem "Business Insider". Jak przekonuje, kluczem nie jest samo odebranie uczniom urządzeń, ale stworzenie takich warunków, żeby dzieci rzeczywiście chciały odłożyć telefon.

Telefon może zostać w plecaku

Jednym z pierwszych problemów, przed którymi staną szkoły, będzie ustalenie, co właściwie zrobić z telefonami uczniów. Czy dzieci powinny oddawać je nauczycielowi? Czy szkoła powinna kupić zamykane szafki? A może telefonów w ogóle nie wolno będzie przynosić do szkoły? Rodzice zastanawiają się, jak to rozwiązać, bo po lekcjach jednak chcieliby mieć kontakt z pociechami.

Zdaniem Kozakiewicz ostatnie rozwiązanie z brakiem smartfona byłoby trudne do zastosowania w praktyce. "Zakaz wnoszenia telefonu na teren szkoły byłby nieskuteczny i niemożliwy do wyegzekwowania. Ja nie mogę zaglądać ani do kieszeni dziecku, ani do plecaka" – mówi dyrektorka.

W jej szkole uczniowie mogą więc mieć telefon przy sobie, ale nie mogą korzystać z niego podczas pobytu w szkole, poza określonymi wyjątkami. To ważne rozróżnienie. Samo posiadanie urządzenia nie musi oznaczać łamania szkolnych zasad.

Dyrektorka zwraca też uwagę, że szkoła powinna uwzględniać sytuacje, w których telefon jest potrzebny ze względów zdrowotnych, bezpieczeństwa czy edukacyjnych. Nowe przepisy przewidują wyjątki m.in. ze względu na chorobę, niepełnosprawność lub szczególne potrzeby ucznia.

Przeszukiwanie plecaków nie jest rozwiązaniem

Wprowadzając zakaz, szkoły mogą być kuszone, aby postawić przede wszystkim na kontrolę. Telefon w koszyku, zamykana szafka, nauczyciel sprawdzający, czy urządzenie zostało oddane. Problem w tym, że takie rozwiązania nie odpowiadają na najważniejsze pytanie: jak nauczyć dzieci funkcjonowania bez ciągłego sięgania po ekran? Zabieranie im sprzętu nie sprawi, że nagle zaczną z niego mądrze korzystać po szkole.

Kozakiewicz uważa, że szkoły powinny przede wszystkim rozmawiać z uczniami. W jej placówce zasady dotyczące telefonów nie zostały po prostu narzucone dzieciom. Nad regulaminem pracowali przedstawiciele rady rodziców, nauczyciele i starsi uczniowie.

To może być cenna wskazówka dla innych szkół. Dziecko, które rozumie, dlaczego obowiązuje dana zasada i miało możliwość wyrażenia swojego zdania, może łatwiej ją zaakceptować.

"Młody człowiek, słysząc 'nie wolno', natychmiast zaczyna myśleć: 'A zobaczymy, czy nie wolno'" – mówi dyrektorka. W jej szkole oczywiście zdarzały się próby obchodzenia zasad. Większość uczniów jednak ich przestrzegała. Istotne było także to, że dzieci wiedziały, iż współtworzyły obowiązujący regulamin i miały wpływ na jego kształt.

Sam zakaz nie wystarczy. Szkoła musi zaproponować coś w zamian

To właśnie ten element może okazać się największym wyzwaniem dla szkół, które od września będą ograniczać korzystanie z telefonów. Jeżeli podczas każdej przerwy dziecko będzie miało po prostu siedzieć na korytarzu bez telefonu, trudno oczekiwać, że zmiana od razu zostanie zaakceptowana.

W warszawskiej podstawówce dyrekcja postawiła więc na stworzenie alternatywy. Uczniowie mogą podczas przerw korzystać z sal gimnastycznych, Laboratorium Przyszłości, stołów do ping-ponga czy planszówek. Jest też miejsce z kanapami i dywanem, gdzie można po prostu usiąść i porozmawiać.

"Nie można tylko zakazać, trzeba dać coś w zamian. Pokazać, że bez telefonu można spędzić czas w sposób przyjemny, także w szkole" – podkreśla Kozakiewicz.

I właśnie na tym szkoły powinny skupić się przed wrześniem. Nie tylko na tym, gdzie przechowywać telefony, ale przede wszystkim na tym, co uczniowie będą robić, kiedy już ich nie wyjmą.

Co szkoła może zrobić zamiast koszyków i szafek?

Warto zaangażować samych uczniów w tworzenie nowej szkolnej rzeczywistości. To oni najlepiej wiedzą, co mogłoby sprawić, że przerwa bez telefonu nie będzie dla nich po prostu nudna.

Dyrekcja może też potraktować pierwsze miesiące obowiązywania nowych zasad jako czas wdrażania, a nie nieustannej walki z uczniami. Zgodnie z przedstawionymi założeniami szkoły mają czas na dostosowanie statutów do końca grudnia. To daje przestrzeń na rozmowy, konsultacje i sprawdzenie, które rozwiązania rzeczywiście działają.

Dla szkół oznacza to zmianę myślenia. Najprościej jest powiedzieć: „Oddaj telefon”. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie: „Co zrobimy, żeby dziecko nie czuło, że właśnie zabrano mu jedyną atrakcyjną rzecz podczas przerwy?”.

A właśnie od odpowiedzi na to pytanie może zależeć, czy nowe zasady będą jedynie kolejnym szkolnym zakazem, czy rzeczywiście zmienią sposób, w jaki dzieci spędzają czas w szkole.