babcia z wnukami
Nie dzieci nie chcą jechać do babci. To babcia nie chce już być wakacyjną opiekunką. fot. Pexels.com

Jeszcze niedawno wakacje u babci były dla wielu dzieci czymś oczywistym. Dziś coraz częściej okazuje się, że to nie wnuki odmawiają wyjazdu, ale babcie nie chcą brać na siebie całego lata opieki. To pokazuje, jak bardzo zmieniły się rodziny i oczekiwania.

REKLAMA

Gdy babcia nie chce spędzać czasu z wnukami

Przez wiele lat istniał pewien rodzinny obraz, który wydawał się nie do ruszenia. Dzieci kończyły szkołę, pakowały walizki i jechały na kilka tygodni do babci. Tam czekał dom pełen zapachów z dzieciństwa, własny pokój, ogród, obiady i poczucie, że czas płynie wolniej.

Dla wielu rodziców było to również naturalne rozwiązanie. Dwa miesiące wakacji, praca, obowiązki i potrzeba zapewnienia dzieciom opieki sprawiały, że babcia stawała się kimś więcej niż tylko ukochaną osobą. Była także pomocą. Ale czasy się zmieniły. I zmieniły się również babcie.

Dziś babcie mają własne życie

Współczesna babcia często nie przypomina już kobiety, która całe swoje życie poświęca rodzinie. Wiele kobiet po sześćdziesiątce nadal pracuje, podróżuje, rozwija zainteresowania, spotyka się ze znajomymi i chce korzystać z czasu, na który wcześniej nie miały przestrzeni. I trudno się temu dziwić.

Przez wiele lat od kobiet oczekiwano, że będą dostępne dla wszystkich. Najpierw dla dzieci, potem dla wnuków, często kosztem własnych potrzeb. Jednak babcia również ma prawo powiedzieć: "Chcę was zobaczyć, ale nie mogę być opiekunką przez całe wakacje". To nie musi oznaczać braku miłości. Czasem oznacza po prostu uczciwość.

Dawniej wiele osób utożsamiało miłość z poświęceniem. Ktoś, kto kocha, powinien pomagać zawsze i bez pytania. Dziś coraz częściej uczymy się, że bliskość nie powinna opierać się wyłącznie na obowiązku. Babcia może kochać wnuki mocno, a jednocześnie potrzebować ciszy, odpoczynku i własnej przestrzeni. Może chcieć spędzić z nimi tydzień, weekend albo kilka dni, ale nie, jak kiedyś, całe lato. I to także może być zdrowa relacja. Problem pojawia się wtedy, gdy jedna strona uważa pomoc za coś należnego, a druga czuje, że jej granice nie są zauważane.

Czy pokolenie babć zapomniało, jak samo korzystało z pomocy?

Różnica między dzisiejszymi babciami a tymi sprzed kilkudziesięciu lat nie wynika tylko z tego, że "ludzie stali się mniej rodzinni". Myślę, że jest to znacznie bardziej skomplikowane. Z jednej strony mamy pokolenie kobiet, które przez całe życie słyszało, że rodzina jest najważniejsza i że trzeba się poświęcać.

Z drugiej – mamy kobiety, które po wychowaniu dzieci pierwszy raz w życiu poczuły, że mogą zrobić coś dla siebie. Nic więc dziwnego, że część z nich nie chce wracać do roli osoby, która zawsze jest "pod telefonem".

Ale jest też inna strona tej historii. Wiele dzisiejszych babć należy do pokolenia, które samo korzystało z ogromnej pomocy swoich rodziców. To właśnie one często zostawiały dzieci u dziadków, bo praca, obowiązki i codzienne życie tego wymagały. Dla wielu osób jest więc zaskakujące, że kiedy role się odwracają, te same osoby niekoniecznie chcą się poświecić dla swoich wnuków.

Pamiętam rozmowę, którą usłyszałam jakiś czas temu w kolejce u lekarza. Kobieta około siedemdziesiątki opowiadała koleżance, że jej córka poprosiła ją o kilka dni opieki nad wnukiem w wakacje. Ta odpowiedziała jej: "Wychowałam swoje dzieci, teraz mam wreszcie czas dla siebie".

Powiedziała to bez złości, bardziej jak ktoś, kto po raz pierwszy w życiu stawia granicę. Ale chwilę później dodała coś, co mnie zastanowiło: "Moja mama brała moje dzieci na całe lato". I chyba właśnie w tym zdaniu kryje się cały paradoks. To pokolenie samo korzystało z modelu wielopokoleniowej rodziny, ale część jego przedstawicieli nie chce już go odtwarzać.

Czy to oznacza, że "boomersi robią wszystkim pod górkę"? Takie uproszczenie nie byłoby sprawiedliwe. To pokolenie również miało swoje trudności – dorastało w innych realiach ekonomicznych, często pracowało ciężej fizycznie, budowało życie bez dzisiejszych udogodnień i przez lata funkcjonowało według zasady: najpierw obowiązek, potem przyjemność.

Problem polega jednak na tym, że czasem osoby, które same przez lata czuły ciężar oczekiwań, zamiast powiedzieć "nie chcę, żeby moje dzieci przeżywały to samo", wybierają: "skoro ja musiałam, wy też sobie poradzicie".

Najzdrowszy model chyba nie polega na tym, żeby babcia była drugim rodzicem, ale też nie na tym, żeby wnuki znała wyłącznie ze zdjęć wysyłanych w telefonie. Dziadkowie mają prawo do własnego życia, ale wnuki mają prawo do relacji z nimi. Sztuka polega na tym, żeby między "muszę" a "nie chcę niczego" znaleźć miejsce na zwykłą rodzinną życzliwość.

Czy straciliśmy coś po drodze?

Można oczywiście tęsknić za dawnymi czasami. Za domem babci, gdzie zawsze było miejsce przy stole. Za beztroskimi wakacjami, które wielu osobom zostały w pamięci na całe życie. Ale warto też spojrzeć na drugą stronę. Dawny model często opierał się na tym, że jedna osoba, najczęściej kobieta, brała na siebie ogromną odpowiedzialność, bo "tak trzeba było". Dzisiaj ludzie częściej mówią o swoich potrzebach.

Czasem brzmi to chłodno, ale może być oznaką większego szacunku. Bo relacje budowane z przymusu wcześniej czy później zaczynają męczyć. Dzieci potrzebują babci, ale pamiętajmy, że babcia też jest człowiekiem.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl