
Wielu rodziców martwi się o to, ile czasu ich dzieci spędzają przed ekranami. Tymczasem sami podczas wakacji nie rozstają się ze smartfonami, scrollując media społecznościowe na plaży, placu zabaw czy przy wspólnym obiedzie. Może największa lekcja higieny cyfrowej zaczyna się nie od zakazów, ale od przykładu, jaki dajemy dzieciom każdego dnia.
Rodzice też są uzależnieni od smartfonów
Każdego dnia słyszymy o higienie cyfrowej. Eksperci apelują, żeby ograniczać dzieciom czas przed ekranem, nie dawać telefonu do wózka, nie sadzać maluchów przed bajkami przy każdym posiłku i uczyć młodych ludzi, że świat nie kończy się na wyświetlaczu. Kiwamy głowami i zgadzamy się z tym wszystkim, szczególnie teraz, kiedy od września ma wejść do podstawówek zakaz telefonów. Tylko że potem tak jak teraz przychodzą wakacje i wystarczy rozejrzeć się dookoła.
Na plaży dzieci budują zamki z piasku, pluskają się przy brzegu i wołają rodziców, żeby zobaczyli, jak wysoko skaczą przez fale. A rodzice? Wielu z nich siedzi z nosem w telefonie. Najpierw obowiązkowo muszą zrobić kilka zdjęć. Potem relacja na media społecznościowe. Szybkie sprawdzenie wiadomości i napisanie odpowiedzi na komentarz. Chwila scrollowania. I jeszcze tylko jeden filmik. Nagle okazuje się, że dziecko od dziesięciu minut próbuje zwrócić na siebie uwagę.
Nie piszę tego z pozycji osoby, która wszystko robi idealnie. Sama jestem mamą dwójki dzieci i doskonale wiem, jak łatwo wpaść w tę pułapkę. Pracuję w mediach i część mojej pracy odbywa się na smartfonie, choć głównie na komputerze. Telefon jest moim narzędziem pracy, ale bywa też nawykiem.
Łapię się na tym, że stojąc w kolejce do lekarza, zamiast po prostu poczekać albo porozmawiać z dziećmi, automatycznie odblokowuję ekran i zaczynam scrollować. Nawet nie dlatego, że czegoś pilnie szukam. Po prostu z przyzwyczajenia.
Złoszczę się, kiedy mój mąż je obiad z telefonem przed oczami. Sama wtedy mówię, że przecież dzieci wszystko widzą i uczą się od nas. Po chwili orientuję się jednak, że kilka godzin wcześniej sama odruchowo sprawdzałam powiadomienia podczas wspólnego spaceru. To nie jest wygodne przyznanie się do własnych błędów, ale chyba właśnie od tego trzeba zacząć.
Uważaj, jaki przykład dajesz dzieciom
Najbardziej uderza mnie to, co widzę poza domem. Na salach zabaw rodzice siedzą przy stolikach i patrzą w ekrany. W kinie, zanim zgaśnie światło, większość dorosłych jeszcze przez kilka minut przewija media społecznościowe. Część robi to też w trakcie filmu, jeśli nudzi ich animacja.
Na placach zabaw i plażach telefon często wygrywa z rozmową, wspólną zabawą, a czasem nawet z pilnowaniem dziecka. Nie chodzi o to, że każdy rodzic powinien przez cały dzień biegać z dzieckiem po piasku. Chodzi o obecność i to, żeby naprawdę być, a nie tylko fizycznie siedzieć obok.
Mam wrażenie, że problem jest dużo większy, niż chcemy przyznać. Łatwo zauważyć dziecko z telefonem w ręku i skomentować, że może za wcześnie na ekrany. Znacznie trudniej dostrzec dorosłego, który praktycznie nie rozstaje się ze swoim smartfonem. Bo przecież sprawdza coś do pracy. Odczytuje wiadomość, odpowiada na maila. Tylko że pomiędzy tym wszystkim jest jeszcze mnóstwo bezmyślnego scrollowania, które niczego nie wnosi.
Najbardziej zastanawia mnie to, że oczekujemy od dzieci samokontroli, której sami często nie mamy. Mówimy im, że powinny odkładać telefon, a sami sięgamy po niego przy każdej wolnej chwili. Tłumaczymy, że świat poza ekranem jest ciekawszy, ale podczas wakacyjnego wyjazdu bardziej przejmujemy się zdjęciem na Instagram niż tym, co właśnie przeżywa nasze dziecko.
Dzieci uczą się z tego, co widzą każdego dnia. Jeżeli mama i tata podczas obiadu patrzą w telefon, to trudno później przekonać dziecko, że przy stole nie korzysta się z ekranów. Jeżeli rodzice na plaży przez pół godziny przeglądają media społecznościowe, to dlaczego nastolatek miałby uwierzyć, że warto odłożyć telefon i pójść pograć w piłkę?
Nie mam recepty na idealną higienę cyfrową. Sama wciąż się tego uczę. Coraz częściej jednak próbuję zostawić telefon w torbie, kiedy idziemy na plac zabaw. Odkładam go podczas wspólnych posiłków. Staram się pamiętać, że nie wszystko trzeba sfotografować i nie każdą chwilę pokazać w internecie. Czasem najlepsze wspomnienia to właśnie te, których nie ma w galerii telefonu.
Może zamiast kolejnego artykułu o tym, jak ograniczyć dzieciom ekrany, warto najpierw zadać sobie jedno pytanie. Ile razy dzisiaj moje dziecko widziało mnie z telefonem w ręku?
Zobacz także




