dziecko na brzegu morza bawi się w piachu
Rodzice po wakacjach z dziećmi przyznają bez ogródek, że potrzebują drugiego urlopu. fot. Bulat Khamitov/Pexels

Wakacje z dziećmi dla wielu rodziców okazują się bardziej intensywnym wyzwaniem niż prawdziwym odpoczynkiem. Coraz więcej mam i ojców przyznaje, że po rodzinnym urlopie marzy o kolejnym, tym razem bez obowiązków i ciągłego czuwania. Dlaczego współczesne, zaangażowane rodzicielstwo sprawia, że nawet najpiękniejszy wyjazd często kończy się większym zmęczeniem niż przed wyjazdem?

REKLAMA

Jesteśmy pokoleniem zaangażowanych rodziców

Już kiedyś pisałam, że współczesne rodzicielstwo ma swoją cenę. Z jednej strony jesteśmy chyba najbardziej świadomym pokoleniem rodziców w historii. Czytamy książki i artykuły o rozwoju dziecka, słuchamy psychologów, zastanawiamy się, jak rozmawiać o emocjach, jak stawiać granice, a jednocześnie nie gasić dziecięcej ciekawości świata. Staramy się wychować dzieci pewne siebie, empatyczne i szczęśliwe. Chcemy, żeby miały piękne dzieciństwo, które będą kiedyś dobrze wspominać.

To wszystko jest budujące, że doczekaliśmy się takiej zmiany społecznej. Ale nie da się ukryć, że kosztuje nas mnóstwo energii. I chyba najlepiej widać to właśnie latem, kiedy zaczyna się sezon rodzinnych wyjazdów.

Kiedy byłam dzieckiem, wakacje wyglądały jakoś prościej (pewnie też dlatego, że byłam dzieckiem, więc ten ciężar odpowiedzialności spoczywał na rodzicach ;-)). Rodzice zabierali nas nad jezioro albo nad morze i nikt nie zastanawiał się, czy plaża ma odpowiednią liczbę bodźców sensorycznych, czy restauracja serwuje ekologiczne placuszki z cukinii, a hotel posiada animacje dostosowane do wieku dziecka.

Oczywiście trochę żartuję, ale tylko trochę. Mam wrażenie, że dzisiaj, zanim w ogóle wyjedziemy z domu, robimy plany i listę zadań niczym dział logistyki w jakiejś dużej firmie.

Pakujemy ubrania na każdą możliwą pogodę, apteczkę, kremy z filtrem, zabawki, książeczki, bidony, przekąski i jeszcze wiele rzeczy "na wszelki wypadek", które później okazują się niepotrzebne. Kiedy już dojedziemy na miejsce, okazuje się, że zmienił się właściwie tylko krajobraz. Nasza rola pozostaje dokładnie taka sama.

Nadal pilnujemy, żeby dzieci piły wodę, nie biegały za daleko, nie pokłóciły się o łopatkę, nie spaliły się na słońcu, nie zgubiły ulubionej maskotki i zjadły cokolwiek poza lodami. Do tego próbujemy organizować czas tak, żeby było ciekawie, ale nie za intensywnie, żeby dzieci się nie nudziły, ale też nie były przebodźcowane. W tym biegu zapominamy, że przyjechaliśmy na urlop i tez powinniśmy odpocząć.

Jesteśmy zmęczeni wieczną odpowiedzialnością

Nieprzypadkowo w mediach społecznościowych coraz więcej mam pisze, że po wakacjach z dziećmi najchętniej pojechałyby jeszcze na drugi urlop. Tym razem tylko z mężem albo z koleżanką. Albo nawet całkiem same.

Jedna z mam napisała na forum Reddit: "Tęsknię za prawdziwymi, relaksującymi, odmładzającymi wakacjami. Gdzie mogłam leniuchować na plaży, a ktoś przynosiłby mi drinki i jedzenie, podczas gdy nic nie robiłam. Spać do późna. Wstawać z łóżka, kiedy chciałam. Leżeć w łóżku przez cały dzień, jeśli miałam na to ochotę.

Odkąd mamy dziecko, nie mamy nic innego poza 'wycieczkami', gdzie jeździmy do pięknych miejsc i robimy to samo, co robimy w domu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie jest nic wyjątkowego i wszyscy rodzice tego doświadczają. Chyba po prostu przyszłam tutaj, żeby się wygadać".

Muszę przyznać, że uśmiechnęłam się, kiedy to przeczytałam, bo trudno o trafniejsze podsumowanie. Znam też rodziców, którzy pół żartem, pół serio mówią, że jedyną różnicą między codziennością a wakacjami jest to, że zamiast sprzątać klocki w salonie, wytrzepują piasek z ręczników. Reszta obowiązków pozostaje dokładnie taka sama.

Bardzo rozbawił mnie też komentarz mamy, która napisała, że wykupiła pobyt all inclusive, a przez tydzień ani razu nie zjadła ciepłego obiadu, bo za każdym razem najpierw kroiła naleśniki dzieciom, potem szukała ketchupu, następnie ratowała spadający kubek z sokiem, a kiedy w końcu mogła usiąść do własnego talerza, wszystko było już zimne. Myślę, że wielu rodziców przeczyta to i tylko ze zrozumieniem pokiwa głową.

Inna napisała: "Też za tym tęsknię! Ale staram się pamiętać, że nasze dzieci będą małe tylko przez chwilę, a potem będziemy mieć całą masę czasu na podróże i relaks...".

To zmęczenie jest tego warte, serio

Najciekawsze jest jednak to, że większość z tych samych rodziców dodaje później coś jeszcze. Piszą, że mimo wszystko było warto. Że kiedy patrzyli na dzieci zachwycone pierwszym spotkaniem z morzem, wspólnym budowaniem zamków z piasku albo wieczornym spacerem po promenadzie, całe to zmęczenie schodziło na drugi plan.

I chyba właśnie na tym polega paradoks współczesnego rodzicielstwa. Jesteśmy bardziej zmęczeni niż pokolenia naszych rodziców, bo znacznie więcej od siebie wymagamy. Chcemy być obecni, uważni, cierpliwi i zaangażowani. Chcemy rozmawiać zamiast uciszać, tłumaczyć zamiast karać i spędzać z dziećmi czas naprawdę razem, a nie tylko obok siebie.

To piękna zmiana i nie zamieniłabym jej na model wychowania sprzed trzydziestu lat. Mam jednak wrażenie, że czasami w tej całej trosce o dobro dzieci zapominamy, że rodzice również potrzebują odpoczynku. Nie po to, żeby uciec od swoich dzieci, ale po to, żeby mieć siłę znowu być tymi cierpliwymi, uważnymi i obecnymi mamami oraz tatami.

Może więc nie powinniśmy mieć wyrzutów sumienia, kiedy po rodzinnym wyjeździe marzymy o dwóch dniach ciszy, książce i spokojnie wypitej kawie. To wcale nie znaczy, że nie kochamy swoich dzieci. Być może oznacza tylko tyle, że jesteśmy współczesnymi rodzicami, którzy bardzo się starają. A ci, którzy bardzo się starają, zwykle płacą za to własnym zmęczeniem.