
W mediach społecznościowych pojawił się fałszywy e-mail, który miał rzekomo pochodzić z Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wiadomość dotyczyła szkolnej wycieczki do Lwowa "szlakami Bandery" i wywołała falę oburzenia oraz antyukraińskich komentarzy. MEN stanowczo zaprzecza i informuje, że sprawa została zgłoszona odpowiednim służbom.
Wszystko zaczęło się od wpisów publikowanych 5 maja 2026 roku w serwisie X. Internauci zaczęli udostępniać zrzuty ekranu wiadomości, która miała zostać rozesłana do szkół przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Z treści maila wynikało, że MEN zachęca placówki do organizowania wakacyjnej wycieczki do Ukrainy "szlakami Bandery". Jak się okazało — była to fałszywka.
Fałszywy mail wywołał ogromne emocje
W programie rzekomej wycieczki miały znaleźć się między innymi wizyty w "Historyczno-Memorialnym Muzeum Stepana Bandery" czy w szkole nazwanej "Banderowiec".
Jeden z postów osiągnął niemal 45 tysięcy wyświetleń, a pod publikacjami szybko pojawiły się setki emocjonalnych komentarzy.
Tym, co dodatkowo nakręcało emocje, jest sam temat wycieczek szkolnych — od miesięcy wzbudza w rodzicach skrajne reakcje. Pisaliśmy o tym w tekście "tak częste wycieczki szkolne to skandal, może więcej książek?", gdzie rodzice masowo skarżyli się na harmonogramy i koszty wyjazdów. Twórcy fałszywego maila idealnie wpisali się więc w już rozgrzany temat.
Internauci nie kryli oburzenia
W sieci natychmiast rozpętała się burza. Część komentujących uznała, że ministerstwo promuje postać odpowiedzialną za zbrodnie na Polakach.
Pojawiały się mocne wpisy: "Jawne propagowanie faszyzmu staje się w Polsce standardem"; "Wyjątkowo plugawe"; "Ministerstwo won!". Nie brakowało też komentarzy dotyczących bezpieczeństwa dzieci i samej wojny w Ukrainie.
Wiele wpisów szybko przybrało antyukraiński charakter. Internauci zaczęli krytykować obecność uchodźców w Polsce i podważać sens dalszej pomocy dla Ukrainy. To zresztą cel typowy dla tego typu fałszywek — wywołać emocje, podzielić społeczeństwo i osłabić zaufanie do polsko-ukraińskiego sojuszu.
Jeden szczegół zdradził fałszywkę
Choć wiadomość wyglądała wiarygodnie, można było zauważyć ważny szczegół. Mail został wysłany z adresu: "men.dk.trawinski83@gmail.com". To właśnie domena gmail.com od razu wzbudziła podejrzenia. Oficjalne adresy Ministerstwa Edukacji Narodowej kończą się bowiem na "men.gov.pl".
W wiadomości podpisano również Łukasza Trawińskiego jako "zastępcę dyrektora departamentu", ale nie podano nawet nazwy departamentu, co także mogło świadczyć o próbie oszustwa.
To zresztą dziś nie jedyny taki przypadek — oszuści coraz częściej posługują się techniką spoofingu, podszywając się pod zaufane instytucje. Doskonale obrazuje to artykuł paskudne oszustwo metodą na mObywatela, nawet bardzo przezorni dadzą się złapać, w którym opisano fałszywe SMS-y o "przekroczeniu prędkości pojazdu", trafiające do tych samych wątków co prawdziwe wiadomości z rządowej aplikacji. Mechanizm jest zawsze ten sam: wiarygodne logo, znana nazwa i mocny ładunek emocjonalny — tym razem strach przed mandatem, w przypadku MEN gniew rodziców.
MEN: ktoś podszył się pod naszego pracownika
Ministerstwo Edukacji Narodowej potwierdziło, że nie ma nic wspólnego z rozsyłaną wiadomością. Resort poinformował, że ktoś podszył się pod pracownika ministerstwa.
Rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca przekazała w oficjalnym komunikacie:
"Ministerstwo Edukacji Narodowej zna sprawę rozsyłania wiadomości rzekomo pochodzącej z MEN z fałszywego adresu".
Dodała również, że autor wiadomości rozsyłał "spreparowany i nieprawdziwy list ambasadora Ukrainy". Resort podkreśla, że wszystkie oficjalne maile wysyłane są wyłącznie z domeny "men.gov.pl".
MEN poinformowało, że po wykryciu fałszywych wiadomości natychmiast przekazało sprawę odpowiednim służbom. Do szkół trafił też specjalny komunikat ostrzegający przed otwieraniem i rozpowszechnianiem takich maili.
Ministerstwo apeluje również, by wszystkie podobne przypadki od razu były zgłaszane bezpośrednio do resortu. Chodzi przede wszystkim o ochronę szkół przed dezinformacją i próbami manipulowania opinią publiczną.
Dezinformacja w szkole to coraz większy problem
Dezinformacja celująca w szkoły to dziś realne zagrożenie — i to nie tylko wtedy, gdy chodzi o ataki polityczne. W ostatnich miesiącach resort edukacji zapowiada zresztą wprowadzenie elementów edukacji medialnej już w podstawówce, by uczyć dzieci, jak rozpoznawać fałszywe treści. To absolutna konieczność w czasach, gdy granica między AI-generated a prawdziwym treścią jest coraz cieńsza.
Tym bardziej że temat wycieczek szkolnych już teraz jest gorący — pisaliśmy o tym chociażby w tekście uczniowie nie pojadą na darmowe wycieczki, dotacje z MEN zawieszone, gdzie program "Podróże z klasą" został wstrzymany przez spór o wynagrodzenia nauczycieli. Każda nowa "afera" — nawet wymyślona — natychmiast trafia na podatny grunt frustracji rodziców i pedagogów.
Cała sprawa to też sygnał ostrzegawczy dla samego ministerstwa. Bo nawet jeśli MEN błyskawicznie zdementowało maila, fałszywka zdążyła już wywołać falę antyukraińskich komentarzy — i to właśnie ten efekt, a nie sama wycieczka, był prawdziwym celem twórców dezinformacji.
Zobacz także
Źródło: konkret24.tvn24.pl
