płacząca z bólu dziewczynka
Niewinna zabawka do gniecenia poparzyła dotkliwie 10-latkę. fot. Pavel Danilyuk/Pexels, screen Instagram@parterowy_kadr

Miała to być zwykła zabawa, a skończyło się wizytą w szpitalu i bolesnym leczeniem. 10-letnia dziewczynka włożyła popularnego gniotka ze slime do mikrofalówki – efekt był dramatyczny. Ta historia pokazuje, jak łatwo o groźny wypadek nawet wtedy, gdy dziecko jest tuż obok rodzica.

REKLAMA

Niewinny gniotek slime poparzył 10-latkę

Każdy, kto wychowuje kilkulatka, doskonale wie, że dzieci uwielbiają wszelkiego rodzaju mazie, slime, sztuczny śnieg czy inne gniotki. To zabawki, które pozwalają dziecku wyżyć się sensorycznie, a takie pobudzenie zmysłów wielu dzieciom jest potrzebne do regulacji.

Dzieci uwielbiają gnieść, macać i ugniatać różnego rodzaju masy. Producenci doskonale to wykorzystują – w sklepach nie brakuje "glutów" w słoiczkach, które potrafią zająć najmłodszych na długie godziny.

W takiej formie zabawki te są bezpieczne i mogą wspierać rozwój oraz integrację sensoryczną dziecka – pod warunkiem, że korzysta się z nich w odpowiedni sposób i pod nadzorem dorosłych. Na opakowaniach zwykle znajdują się oznaczenia, że produkt jest przeznaczony dla dzieci powyżej 3. roku życia, że nie należy go spożywać ani wkładać do ust.

Nikt jednak nie uprzedza, by nie podgrzewać takich mas, a już na pewno nie w mikrofalówce. Tymczasem dzieci miewają niezwykle kreatywne pomysły i naturalną potrzebę sprawdzania "co się stanie, kiedy...".

O jednym z takich niebezpiecznych zdarzeń opowiedziała na Instagramie Magdalena Pluta, mama 10-letniej dziewczynki, prowadząca profil @parterowy_kadr. Kobieta w nagraniu opisała sytuację, w której jej córka wpadła na pomysł, by włożyć gniotka sensorycznego z żelem do mikrofalówki i go podgrzać. Skończyło się to poważnym poparzeniem dłoni.

Influencerka podkreśliła, że w chwili zdarzenia była tuż obok dziecka – nakładała obiad dla rodziny. Stała jednak tyłem i była przekonana, że córka nalewa sobie picie. Jak sama przyznała: "To dziecko 10-letnie, które potrafi piec ciasteczka, obsługuje się piekarnikiem, mikrofalówką, znakomicie i wie, że rzeczy gorące mogą sparzyć. [...] Już w tym wieku czujność rodzica jest trochę uśpiona" – opowiada w wideo kobieta.

"Moja córka nie ma mediów społecznościowych, YouTube’a, TikToka. Nie wiem, skąd jej to przyszło do głowy. Włożyła slime do zamrażalnika, żeby go ochłodzić. Zamroził się za bardzo, więc wpadła na pomysł, że włoży go do mikrofalówki, żeby go troszkę rozmrozić" – opisuje Pluta.

Ku przestrodze rodziców

Konsekwencje były bardzo poważne – gorący żel wylał się prosto na dłoń dziewczynki.

"[...] poważne poparzenie i szpital. Usuwanie poparzonej skóry bez znieczulenia. Krzyk, którego nie da się zapomnieć... Piszę to, bo sama zrozumiałam coś bardzo ważnego. Przy starszych dzieciach nasza czujność często się usypia. Wydaje się, że już wiedzą, już ogarniają. A one nadal są dziećmi. Z pomysłami, które mogą skończyć się naprawdę niebezpiecznie. Uważajcie na to, co dzieci robią w kuchni. Nawet jeśli są tuż obok" – napisała pod filmem Pluta.

Jako mama chłopca, który również wpada na podobne pomysły, także apeluję do rodziców, by nie tracić czujności – nawet wtedy, gdy nasze dzieci wydają się już duże i samodzielne. Nigdy nie wiadomo, kiedy zechcą poeksperymentować albo odtworzyć coś, co gdzieś zobaczyły. W sieci nie brakuje niebezpiecznych wyzwań, a dzieci nie mają jeszcze w pełni wykształconych mechanizmów przewidywania konsekwencji swoich działań.

Warto więc pamiętać, że bezpieczeństwo dziecka to nie tylko kwestia zasad, ale także naszej uważności – nawet tej codziennej, w pozornie zwyczajnych sytuacjach. Bo czasem wystarczy chwila nieuwagi, by niewinny pomysł zamienił się w groźne doświadczenie.

Dlatego zamiast zakładać, że dziecko już wszystko wie, lepiej co jakiś czas przypominać mu podstawowe zasady bezpieczeństwa i rozmawiać z nim o możliwych konsekwencjach różnych pomysłów.

Nie chodzi o wzbudzanie strachu, ale o budowanie świadomości i odpowiedzialności. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, ale możemy zrobić bardzo wiele, by ograniczyć ryzyko – przede wszystkim będąc uważnym i obecnym rodzicem, który rozmawia z dzieckiem.