kadr z filmu "Luca"
"Luca" to urocza bajka o włoskich wakacjach i spełnianiu dziecięcych marzeń, ale nie tylko. fot. screen imdb.com

Bajkę "Luca" obejrzałam pierwszy raz z moim starszym synem i pamiętam, że miałam wrażenie lekkiej, letniej historii, którą po prostu miło się ogląda. Dopiero kolejne wspólne seanse pokazały mi, że pod tą prostotą kryje się coś znacznie bardziej poruszającego. To jedna z tych animacji, które rosną razem z widzem i zmieniają się w zależności od tego, na jakim etapie życia się je ogląda.

REKLAMA

Są takie filmy, które ogląda się lekko i przyjemnie, a dopiero po czasie człowiek odkrywa, że na pewno zostaną z nim na dłużej. Dla mnie taką animacją jest "Luca", którą pierwszy raz obejrzałam z niespełna 6-letnim synem. To historia, która na pierwszy rzut oka wydaje się prostą opowieścią o wakacyjnej przygodzie dwóch chłopców, ale kryje w sobie znacznie więcej.

"Luca" to nie tylko włoski klimat, ale też wakacje z dzieciństwa

Kiedy oglądam ten film z moimi dziećmi, które teraz mają sześć i osiem lat, widzimy zupełnie różne rzeczy. Dla nich to przede wszystkim lato, przygoda, włoskie miasteczko, lody i marzenie o przejażdżce Vespą.

Patrzą na tę historię jak na idealne wakacje, pełne słońca, swobody i dziecięcej radości. Śmieją się ze sceny, kiedy główny bohater je makaron dłońmi i marzą tak jak on o przejażdżce skuterem. I trudno się temu dziwić, bo ten film naprawdę potrafi przenieść widza w sam środek lata na Włoskiej Riwierze.

Ja z kolei widzę w nim coś więcej. Oczywiście zachwyca mnie klimat, kolory, światło i ta niezwykła lekkość, która sprawia, że wszystko wydaje się prostsze i piękniejsze. Ten film utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że włoskie wakacje to coś co trafia do mojego serca bez dwóch zdań.

To trochę jak wspomnienie lata z dzieciństwa, kiedy dni były długie, a problemy wydawały się odległe. Ten film bardzo mocno przypomina mi moje własne wakacje z lat 90., kiedy większość czasu spędzało się na dworze, z przyjaciółmi, bez większych planów, ale z ogromną radością.

Okazja do rozmowy o byciu sobą i relacjach w rodzinie

Jednocześnie jednak widzę w tej historii warstwę, która dla dzieci nie zawsze jest oczywista i pewnie moi synowie na razie jej nie wychwytują (choć nie wiem na pewno, bo ich nie pytałam).

To opowieść o byciu innym i o próbie ukrywania tej inności przed światem. Główny bohater uczy się, kim jest i gdzie jest jego miejsce. Próbuje dopasować się do otoczenia, jednocześnie bojąc się odrzucenia. To coś, co prędzej czy później dotyka każde dziecko, szczególnie w okresie dorastania.

Film pokazuje też relacje dzieci z rodzicami. Widać tam troskę, lęk i chęć ochrony, ale też moment, w którym dziecko zaczyna iść własną drogą. To trudny moment zarówno dla dzieci, jak i dla ich rodziców. Tu szczególnie nadopiekuńcza mama głównego bohatera może być niezła nauką dla współczesnych rodziców. Myślę, że właśnie dlatego ta historia jest tak uniwersalna i poruszająca.

Mam poczucie, że dziś oglądamy tę animację jako lekką, wakacyjną opowieść. Widzę, jak moi synowie śmieją się, zachwycają i po prostu dobrze się bawią. I to jest piękne. Ale wiem też, że kiedy będą starsi, zobaczą w niej coś więcej. Zobaczą emocje, problemy, które również ich dotyczą i może zrozumieją dzięki temu filmowi, czym jest potrzeba akceptacji i jak trudno czasem być sobą.

Dla mnie "Luca" to coś więcej niż urocza, klimatyczna animacja. To synonim wakacji, beztroski i tych wszystkich chwil, które pamiętam z własnego dzieciństwa. Ale też przypomnienie, że dzieci potrzebują czasu, przestrzeni i relacji, żeby naprawdę przeżywać świat.

Dlatego jeśli miałabym polecić jedną animację na wspólne oglądanie, wybrałabym właśnie tę. Bo daje radość tu i teraz, a jednocześnie zostawia coś na później. I to jest w niej najcenniejsze.