nastolatkowie patrzą w telefon
Burza wokół reformy edukacji. "Dzieci zostają bez podstawowej wiedzy". fot. Pexels.com

Decyzja MEN o wyłączeniu edukacji s***ualnej z obowiązkowej edukacji zdrowotnej wywołała ostrą debatę wśród ekspertów, polityków i nauczycieli. Krytycy twierdzą, że zmiana osłabia skuteczność całego przedmiotu i ogranicza dostęp młodzieży do kluczowej wiedzy.

REKLAMA

Edukacja seksualna w polskich szkołach – spór, który nie ma końca

Debata o edukacji seksualnej w polskich szkołach trwa od wielu lat i regularnie wraca w przestrzeni publicznej. Już w 2008 roku posłanka Izabela Jaruga-Nowacka podkreślała, że zajęcia z tego przedmiotu muszą być obowiązkowe i że dostęp do takiej wiedzy nie może zależeć od zgody rodziców. Dziś, po kilkunastu latach, spór wciąż nie jest rozstrzygnięty — zmieniają się tylko rządy i retoryka.

Braki w wiedzy młodzieży – co pokazują badania

W 2015 roku raport Instytutu Badań Edukacyjnych pokazał poważne braki w wiedzy młodzieży: ponad połowa uczniów nie znała podstaw funkcjonowania układu rozrodczego ani dróg zakażeń chorób przenoszonych drogą płciową. Warto jednak przypomnieć, że te same badania wykazały, iż rodzice chcą kontrowersyjnego przedmiotu w szkołach — aż 88 proc. rodziców dzieci w wieku szkolnym uważa, że szkoła to dobre miejsce na rozmowy o dojrzewaniu, relacjach i seksualności. To wyraźnie pokazuje przepaść między społecznym zapotrzebowaniem a tym, co faktycznie dzieje się w klasach.

Reforma MEN i polityczne turbulencje

W kolejnych latach pojawiły się zapowiedzi reform. Minister edukacji Barbara Nowacka ogłosiła wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która miała zawierać również elementy edukacji seksualnej. Jak podkreślano, przedmiot miał być przełomem w systemie edukacji, jednak ostatecznie jego zakres został ograniczony. Decyzja, że edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od września, przyszła z ważnym zastrzeżeniem: moduł dotyczący zdrowia seksualnego pozostaje do wyboru rodziców lub pełnoletnich uczniów.

Sprzeciw Kościoła i środowisk prawicowych

Zmiany wywołały protesty części środowisk i Kościoła. W jednym z apeli biskupów pojawiło się ostrzeżenie przed „systemową deprawacją dzieci, która ma być prowadzona pod pretekstem tzw. edukacji zdrowotnej".

Kontrowersje wokół edukacji zdrowotnej towarzyszyły temu przedmiotowi od samego początku — część rodziców wypisywała dzieci z zajęć, zanim jeszcze zdążyli zapoznać się z programem. W przestrzeni publicznej pojawiały się też różne opinie ekspertów, w tym prof. Zbigniewa Izdebskiego, który wcześniej oceniał reformę jako „przełom".

Warto przy tym przypomnieć, że to nie pierwszy raz, gdy wiedza o seksualności staje się przedmiotem politycznych rozgrywek — wystarczy przypomnieć starania o zakaz edukacji seksualnej, który pojawił się w polskim parlamencie w 2019 roku i przewidywał nawet karę więzienia za przekazywanie młodym wiedzy o seksualności.

Usunięty „ząb" z podstawy programowej

Ostatecznie edukacja zdrowotna nie obejmie obowiązkowej edukacji seksualnej. Wprowadzono możliwość rezygnacji z tej części przez rodziców. Na profilu „Dealerzy wiedzy" pojawiło się zdjęcie szczęki bez jednego zęba. Robert Górniak, nauczyciel, który był autorem tej pracy, pisze, że z podstawy programowej edukacji zdrowotnej wybito właśnie jeden ząb, czyli wiedzę o zdrowiu seksualnym. „Implant wstawi sobie, kto chce" — pisze.

Czy „deprawacja" to właściwe słowo?

Krytycy alarmistycznych narracji wskazują, że zarzut o seksualizację dzieci jest pozbawiony podstaw. Ekspertka z Fundacji Sexed.pl argumentuje, że edukacja seksualna nie seksualizuje dzieci, lecz uczy je stawiać granice i rozpoznawać sytuacje naruszające ich bezpieczeństwo. To wiedza, która — jak podkreślają specjaliści — realnie chroni przed przemocą, a nie ją wywołuje.

Szkoła kontra internet — kto wygra?

Krytycy okrojonych zmian podkreślają, że brak rzetelnej edukacji seksualnej może prowadzić do tego, że młodzież będzie szukać wiedzy w internecie lub wśród rówieśników. W ich opinii szkoła powinna zapewniać bezpieczne i sprawdzone źródło informacji.

Problem nie jest abstrakcyjny: badania potwierdzają, że większość treści o tematyce seksualnej, które młodzież znajduje w sieci, zawiera nierzetelne informacje. Pytanie, kto wygra wyścig między szkołą a algorytmem TikToka, pozostaje jak najbardziej otwarte.

Źródło: krakow.wyborcza.pl

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl