Na zdjęciu mama bawi się z dzieckiem.
To zupełnie normalnie, że możemy się czuć niekomfortowo bawiąc się z dzieckiem. pexels.com

Są rzeczy, o których rodzice nie mówią głośno. Głównie z obawy przed tym, że zostaną posądzeni o bycie złym dla własnego dziecka. Ale, kiedy ktoś w końcu powie to pierwszy, nagle okazuje się, że myśli tak znacznie więcej osób. Jaka ulga!

REKLAMA

Sytuacja znana większości rodzicom. Siedzisz na dywanie, układasz klocki, prowadzisz dialog między misiem a lalką, kątem oka zerkasz na zegarek. Jesteś przekonana, że upłynęła już co najmniej godzina... Minęło dokładnie 15 minut.

Czy tylko ja tego nie lubię?

I to jest właśnie ten moment, w którym pojawia się myśl, o której nie mówi się głośno "czy tylko ja tego nie lubię?". Na pewno jestem najgorszym rodzicem na świecie.

Tymczasem coraz więcej rodziców przyznaje, że nie przepada za zabawą z dziećmi. I nie chodzi tu o brak zaangażowania czy miłości. Raczej o bardzo konkretny rodzaj aktywności, który dla dorosłego bywa po prostu męczący. I to jest zupełnie normalne.

"Gdyby dorośli lubili się bawić lalkami czy autami, to by to robili również ze sobą" – słusznie zauważyła jedna z mam.  

"To mnie przerasta"

Jedna z mam napisała wprost, że na samą myśl o bawieniu się lalkami "aż nią trzęsie". Inna przyznała, że może godzinę, dwie skupić się na wspólnej zabawie, ale jeśli ma to trwać cały dzień, zaczyna odliczać czas. Ktoś inny dodał, że nie ma problemu z planszówkami, puzzlami czy wyjściem na plac zabaw, ale odgrywanie scenek "w dom" albo "w szkołę" zupełnie ją przerasta.

W w wielu wypowiedziach powtarza się najczęściej "zależy w co"

Tak naprawdę wielu rodziców lubi spędzać czas z dziećmi. Lubi rozmowy, wspólne wyjścia, czytanie książek, budowanie z LEGO czy gry planszowe. Ale kiedy pojawia się konieczność mówienia głosem misia, prowadzenia fikcyjnych dialogów i odgrywania scenek, entuzjazm nagle znika.

"Nie lubię i się do tego nie zmuszam" – napisała jedna z mam. "To nie znaczy, że nie spędzam czasu z dzieckiem. Po prostu nie każda forma zabawy jest dla mnie".

I tu pojawia się ważne zdanie, pod którym wielu rodziców się podpisuje. To, że jesteśmy rodzicami, nie oznacza, że musimy lubić wszystko, co lubią nasze dzieci.

Świat dorosłych wygląda zupełnie inaczej

Zresztą, kiedy się nad tym zastanowić, dorośli nie lubią się bawić w ten sposób, bo po prostu nie mają takiej potrzeby. Nie odgrywają spontanicznych scenek, nie prowadzą dialogów między zabawkami, nie wchodzą w dziecięce światy wyobraźni na co dzień. To domena dzieci. W ten sposób się rozwijają.

Niektórzy mówią też wprost swoim dzieciom, że nie są najlepszymi partnerami do takich zabaw. I że od tego są rówieśnicy, rodzeństwo, kuzyni. Bo – jak zauważyła jedna z mam – "nie ma lepszej zabawy niż ta z innymi dziećmi".

Czy to oznacza, że coś jest nie tak?

Z psychologicznego punktu widzenia, wręcz przeciwnie. Dorośli i dzieci funkcjonują na innych etapach rozwoju, kompletnie innych płaszczyznach. Dzieci uczą się świata poprzez zabawę symboliczną, wyobraźnię, właśnie przez to słynne odgrywanie ról. Dla nich to naturalne. Dla dorosłych, już nie. Nie mają takiej potrzeby. Oni żyją tym w realu.

Do tego dochodzi zmęczenie, obowiązki i przeciążenie. Trudno w pełni zaangażować się w zabawę, kiedy z tyłu głowy mamy listę rzeczy do zrobienia. Dlatego wiele osób woli te formy spędzania czasu, które są dla nich bardziej "dorosłe" – czytanie, wspólny spacer, grę, która ma jasne zasady.

Ale co ciekawe, psychologowie podkreślają też, że dziecko nie potrzebuje rodzica jako stałego towarzysza zabaw. Potrzebuje obecności, uwagi, relacji. To prawda, ale to można budować na wiele sposobów, nie tylko siedząc na dywanie z lalkami. Tego robić nie trzeba, a już na pewno pod przymusem.