Na zdjęciu dziewczynka w sukience, w zabawkowym samochodziku.
Zwykle, kiedy chcemy przygotować się dobrze do roli rodzica, kupujemy zbyt wiele rzeczy. pexels.com

Łóżeczko, wózek za kilka tysięcy, podgrzewacz do chusteczek albo zabawki za kilkaset złotych. Rodzice wymieniają przedmioty, na które wydali spore pieniądze, a dziś tego żałują. Mówią, że to było zupełnie niepotrzebne.

REKLAMA

Wszyscy chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. Często jesteśmy w stanie odmówić czegoś sobie, byle tylko dziecku niczego nie zabrakło. Problem w tym, że nie każdy wydatek faktycznie ma sens, nawet jeśli polecają go inni rodzice jako tak zwany "must have".

Zapytałam rodziców, czy mają za sobą taki zakup, który był drogi, a okazał się zupełnie niepotrzebny. Odpowiedzi pokazują, jak łatwo wpaść w zakupowe pułapki. Jak się okazuje, najwięcej zakupowych wpadek mamy tuż po narodzinach dziecka.

"Łóżeczko? U nas stoi w nim suszarka na pranie"

Jedna z mam napisała krótko: "U nas totalnie zbędnym wydatkiem okazało się... łóżeczko". Inna od razu dodała: "Ja bym do tego dodała jeszcze wózek".

Choć brzmi to zaskakująco, wielu rodziców przyznaje, że ich dzieci po prostu nie chciały z nich korzystać. Są to tzw. "nieodkładane dzieci", spokojne tylko wtedy, gdy czują bliskość rodzica. Zamiast spać w łóżeczku, śpią z mamą i tatą. "U nas w łóżeczku stoi suszarka na pranie" – napisała jedna z mam.

"Moim zbędnym wydatkiem był wózek gondola za 2500 zł. Używałam dwa tygodnie, potem przeszłam na spacerówkę".

Gadżety, które miały ułatwić życie

Lista takich zakupów jest naprawdę długa. Oto, co wymieniali rodzice:

"Bujaczek elektryczny za 400 zł. Syn był w nim dwa razy, dokładnie po 5 minut." "Przewijak za 280 zł – ani razu nie użyłam." "Podgrzewacz do butelek za 250 zł. Uważam, że to zupełnie niepotrzebny wydatek."

Jedna z mam opisała też sytuację, którą zna wiele świeżo upieczonych rodziców:

"Podgrzewacz do chusteczek za 200 zł. Zamówiłam jeszcze w szpitalu, bo dziecko płakało przy zimnych chusteczkach. Po dwóch dniach mu przeszło. 'Sprzęt' leży do dziś nieużywany".

W podobnym tonie pojawiają się kolejne wydatki:

  • kosz Mojżesza za ok. 800 zł
  • kokon niemowlęcy za ok. 300 zł
  • karuzela do łóżeczka za ok. 200 zł
  • specjalny kosz na zużyte pieluchy 300 zł
  • sterylizator (ok. 300 zł), użyty raz… albo wcale
  • "Dla mnie zbędnym wydatkiem okazał się sterylizator. Użyłam go raz przed porodem. Podgrzewacza nie użyłam nigdy" – napisała jedna z mam.

    Pojawił się też klasyk, o którym wspominało wielu rodziców: "Pluszowy miś większy od dziecka za 250 zł. Stoi i łapie kurz".

    "Nie żałuję… nawet jeśli leży i się kurzy"

    Co ciekawe, nie wszyscy podchodzą do tego w ten sam sposób.

    "Nigdy nie żałuję rzeczy kupionych dziecku, nawet jeśli leży i się kurzy" – napisała jedna z mam.

    I jest w tym coś bardzo prawdziwego. W momencie zakupu kierujemy się troską, chęcią ułatwienia sobie życia albo po prostu zmęczeniem.

    Starsze dzieci, te same historie

    Podobne sytuacje pojawiają się także przy starszych dzieciach.

    "Kupiłam synowi zabawkę za 300 zł, bo bardzo chciał. Bawił się nią dokładnie jeden wieczór. Potem wylądowała w kącie" "Kupiłam dziecku interaktywnego pieska za prawie 400 zł. Leży w kącie, a dziecko najchętniej bawi się kartonem po nim."

    Z myślą o realizacji marzeń dziecka

    "Zapisałam córkę na zajęcia dodatkowe, na które bardzo chciała chodzić i namawiała nas na nie miesiącami (zapłaciłam z góry za trzy miesiące). Po dwóch tygodniach stwierdziła, że już nie chce chodzić."

    "Kupiłam córce piękną sukienkę za 200 zł, bo sama kiedyś o takiej marzyłam. Założyła ją raz, a na następną okazję już była za mała."

    I na koniec historia, którą chyba kojarzy każdy z nas, rodziców.

    "Kupiłam dziecku drogi prezent na urodziny – zestaw LEGO za ponad 300 zł. Najbardziej ucieszyło się… z papieru do pakowania."

    Dlaczego tak chętnie wydajemy pieniądze na dziecko?

    Bo chcemy dobrze, zawsze mamy dobre intencje. Nie chcemy, żeby dziecku czegoś zabrakło, a wręcz chcemy, żeby miało dużo lepiej niż my. Widzimy, co mają inne dzieci i inni rodzice i nie chcemy, żeby nasze było "gorsze".

    To nie błąd, tylko doświadczenie

    Większość rodziców przyznaje, że takie nietrafione zakupy uczą więcej niż jakiekolwiek poradniki dla rodziców.

    Bo choć po czasie żałują decyzji o zakupie, w momencie podejmowania decyzji były po prostu próbą bycia jak najlepszym rodzicem.