
Łóżeczko, wózek za kilka tysięcy, podgrzewacz do chusteczek albo zabawki za kilkaset złotych. Rodzice wymieniają przedmioty, na które wydali spore pieniądze, a dziś tego żałują. Mówią, że to było zupełnie niepotrzebne.
Wszyscy chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. Często jesteśmy w stanie odmówić czegoś sobie, byle tylko dziecku niczego nie zabrakło. Problem w tym, że nie każdy wydatek faktycznie ma sens, nawet jeśli polecają go inni rodzice jako tak zwany "must have".
Zapytałam rodziców, czy mają za sobą taki zakup, który był drogi, a okazał się zupełnie niepotrzebny. Odpowiedzi pokazują, jak łatwo wpaść w zakupowe pułapki. Jak się okazuje, najwięcej zakupowych wpadek mamy tuż po narodzinach dziecka.
"Łóżeczko? U nas stoi w nim suszarka na pranie"
Jedna z mam napisała krótko: "U nas totalnie zbędnym wydatkiem okazało się... łóżeczko". Inna od razu dodała: "Ja bym do tego dodała jeszcze wózek".
Choć brzmi to zaskakująco, wielu rodziców przyznaje, że ich dzieci po prostu nie chciały z nich korzystać. Są to tzw. "nieodkładane dzieci", spokojne tylko wtedy, gdy czują bliskość rodzica. Zamiast spać w łóżeczku, śpią z mamą i tatą. "U nas w łóżeczku stoi suszarka na pranie" – napisała jedna z mam.
"Moim zbędnym wydatkiem był wózek gondola za 2500 zł. Używałam dwa tygodnie, potem przeszłam na spacerówkę".
Gadżety, które miały ułatwić życie
Lista takich zakupów jest naprawdę długa. Oto, co wymieniali rodzice:
"Bujaczek elektryczny za 400 zł. Syn był w nim dwa razy, dokładnie po 5 minut." "Przewijak za 280 zł – ani razu nie użyłam." "Podgrzewacz do butelek za 250 zł. Uważam, że to zupełnie niepotrzebny wydatek."
Jedna z mam opisała też sytuację, którą zna wiele świeżo upieczonych rodziców:
W podobnym tonie pojawiają się kolejne wydatki:
"Dla mnie zbędnym wydatkiem okazał się sterylizator. Użyłam go raz przed porodem. Podgrzewacza nie użyłam nigdy" – napisała jedna z mam.
Pojawił się też klasyk, o którym wspominało wielu rodziców: "Pluszowy miś większy od dziecka za 250 zł. Stoi i łapie kurz".
Zobacz także
"Nie żałuję… nawet jeśli leży i się kurzy"
Co ciekawe, nie wszyscy podchodzą do tego w ten sam sposób.
"Nigdy nie żałuję rzeczy kupionych dziecku, nawet jeśli leży i się kurzy" – napisała jedna z mam.
I jest w tym coś bardzo prawdziwego. W momencie zakupu kierujemy się troską, chęcią ułatwienia sobie życia albo po prostu zmęczeniem.
Starsze dzieci, te same historie
Podobne sytuacje pojawiają się także przy starszych dzieciach.
"Kupiłam synowi zabawkę za 300 zł, bo bardzo chciał. Bawił się nią dokładnie jeden wieczór. Potem wylądowała w kącie" "Kupiłam dziecku interaktywnego pieska za prawie 400 zł. Leży w kącie, a dziecko najchętniej bawi się kartonem po nim."
Z myślą o realizacji marzeń dziecka
"Zapisałam córkę na zajęcia dodatkowe, na które bardzo chciała chodzić i namawiała nas na nie miesiącami (zapłaciłam z góry za trzy miesiące). Po dwóch tygodniach stwierdziła, że już nie chce chodzić."
I na koniec historia, którą chyba kojarzy każdy z nas, rodziców.
"Kupiłam dziecku drogi prezent na urodziny – zestaw LEGO za ponad 300 zł. Najbardziej ucieszyło się… z papieru do pakowania."
Dlaczego tak chętnie wydajemy pieniądze na dziecko?
Bo chcemy dobrze, zawsze mamy dobre intencje. Nie chcemy, żeby dziecku czegoś zabrakło, a wręcz chcemy, żeby miało dużo lepiej niż my. Widzimy, co mają inne dzieci i inni rodzice i nie chcemy, żeby nasze było "gorsze".
To nie błąd, tylko doświadczenie
Większość rodziców przyznaje, że takie nietrafione zakupy uczą więcej niż jakiekolwiek poradniki dla rodziców.
Bo choć po czasie żałują decyzji o zakupie, w momencie podejmowania decyzji były po prostu próbą bycia jak najlepszym rodzicem.
