
Jedna wiadomość wystarczyła, by na klasowej grupie zapadła cisza. Nauczycielka ze szkoły pod Warszawą poprosiła rodziców, by przestali wykonywać prace domowe za dzieci. Napisała coś, o czym wszyscy wiedzą, a mało kto ma odwagę się przyznać. Warto się zastanowić, czy w pogoni za dobrymi ocenami nie odbieramy czasem dzieciom szansy na samodzielność?
Dziś żyjemy w zupełnie innych realiach szkolnych niż wtedy, gdy sami siedzieliśmy w ławkach. Nie było dzienników elektronicznych, powiadomień w telefonie ani klasowych grup na Messengerze. Dziecko wiedziało, że ma coś przynieść, jeśli nie pamiętało, to ponosiło tego konsekwencje. O samych ocenach rodzice dowiadywali się najczęściej dopiero na zebraniu.
Każdy ma swoje obowiązki
W wielu domach obowiązywała prosta zasada – rodzice mają swoje obowiązki, dzieci swoje. Jeśli pojawiał się trudniejszy temat z matematyki czy wypracowanie z polskiego, można było poprosić o pomoc. Ale nikt nie stał nad zeszytem z wyprzedzeniem, nie przypominał codziennie o zadaniu i – co najważniejsze – nie wykonywał pracy za dziecko.
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej
Rodzice mają dostęp do każdego wpisu w dzienniku elektronicznym. W klasowych grupach potrafią dopytywać o szczegóły zadania lub o zaległe lekcje nawet dzieci w czwartej klasie(!). Wysyłają sobie zdjęcia ćwiczeń, ustalają terminy, przypominają o materiałach. Z jednej strony to troska, żeby niczego nie pominąć. Z drugiej, coraz częściej przekraczanie granicy i wyraźny objaw nadopiekuńczości.
Bo kiedy dziecko ma nauczyć się odpowiedzialności za własne obowiązki jak nie w szkole?
"Proszę nie odrabiać prac domowych za dzieci"
W jednej ze szkół pod Warszawą nauczycielka postanowiła powiedzieć wprost to, o czym wielu pedagogów boi się głośna mówić. Wysłała do rodziców wiadomość z prośbą, by nie wykonywali prac domowych za dzieci. Zwróciła uwagę, że jest to krzywdzące – zarówno dla tych uczniów, którzy pracują samodzielnie, jak i dla tych, którym odbiera się szansę na rozwój.
Podkreśliła, że w szkole liczy się nie perfekcja, ale zaangażowanie i postęp. A postęp jest możliwy tylko wtedy, gdy dziecko samo podejmuje próbę, nawet jeśli popełnia błędy.
Tym razem na klasowej grupie zapadła cisza
Zwykle takie wiadomości wywołują burzę komentarzy – tłumaczenia, oburzenie. Pojawiają się argumenty o wysokich wymaganiach czy zbyt małej ilości czasu. Tym razem nie było nic, żadnych reakcji ani dyskusji.
Zobacz także
Czy rodzicom zrobiło się głupio? Może poczuli się niesprawiedliwie ocenieni? A może po prostu trudno przyznać, że te słowa zabolały, bo są tak bardzo prawdzie?
Dajmy dzieciom rozwinąć samodzielnie skrzydła
Psychologowie od lat zwracają uwagę, że nadmierna kontrola i nadopiekuńczość nie budują kompetencji, tylko zależność. Dziecko, które wie, że rodzic dopilnuje wszystkiego, nie musi ćwiczyć pamięci, planowania ani organizacji. A to właśnie te umiejętności są dziś jednymi z najważniejszych.
Oczywiście wielu rodziców działa w dobrej wierze. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Chcą oszczędzić dziecku stresu, złej oceny, przykrości. Problem w tym, że właśnie te małe szkolne porażki są częścią procesu uczenia się. Bez nich trudno zbudować odporność.
Może więc ta wiadomość była potrzebna, by otworzyć rodzicom oczy. Może czasem warto usłyszeć coś niewygodnego, by zrobić krok w tył? Ciężko przyznawać się do własnych błędów, ale dla dobra dziecka, naprawdę warto to zrobić.
Bo szkoła ma uczyć dzieci – także zarządzania czasem i obowiązkami. Dzieci, nie rodziców.
