
Zarabia więcej, jest niezależna, sama może sobie pozwolić na wszystko. A jednak czuje niedosyt. W poruszającym wpisie z forum kobieta przyznaje, że mimo finansowej samowystarczalności brakuje jej jednego – poczucia, że mąż chce się o nią zatroszczyć.
Ten anonimowy post kobiety na forum poruszył mnie bardziej, niż się spodziewałam. Skłonił mnie przede wszystkim do refleksji nad współczesnymi relacjami między dwojgiem ludzi.
Wiele z nas pragnie być kobietami niezależnymi i coraz więcej nimi jest. Jednak gdzieś w środku każdej z nas mieszka delikatna kobieta, która – mimo że sama sobie świetnie radzi – potrzebuje czuć się zaopiekowaną, bezpieczną i docenioną. Już nawet pewnie nie chodzi o te przysłowiowe kwiatki czy prezenty, ale drobne gesty, które pokazują, że jest ważna.
Słowa tej kobiety nie dotyczą tylko kwestii wolności finansowej, one nawiązują do czegoś znacznie głębszego – potrzeby bycia widzianą, docenioną i… zaopiekowaną.
"Mogę sobie na wszystko pozwolić, a jednak czegoś mi brakuje"
Autorka pisze wprost: "Zarabiam o 1000 zł więcej od mojego męża. Cieszę się, że mogę sobie sama na wszystko pozwolić". Fryzjer, paznokcie, ubrania, nawet większe wydatki – finansowo radzi sobie świetnie. Jest niezależna, samowystarczalna, odpowiedzialna. A jednak dodaje:
Niezależność nie wyklucza potrzeby bliskości
Coraz więcej kobiet zarabia tyle samo co partner albo więcej. Coraz częściej mówimy o równości, wspólnym budżecie, podziale wydatków pół na pół. W teorii brzmi to nowocześnie i sprawiedliwie, ale czy warto tylko na tym opierać wspólne życie?
Autorka pisze, że wszystkie wydatki są dzielone "co do grosza", a mąż potrafił jej nawet wypomnieć, że przelała o 10 zł za mało. Z drugiej strony sama przyznaje, że ma gest wobec niego – kupiła zegarek za 1000 zł przed ślubem, bon na 2000 zł na 30. urodziny, odkładając pieniądze jeszcze wtedy, gdy nie zarabiała i żyła z kosiniakowego.
"W drugą stronę to nie działa" – pisze z żalem autorka posta. Raz dostała telefon, ale – jak pisze "niby".
Kwiaty to symbol, nie wydatek
Jak sama przyznała, tu nie chodzi o pieniądze, tylko o gest. We wpisie kobieta porównuje swoją sytuację do innych: "Inni faceci kupują swoim kobietom bukiety kwiatów czy biżuterię za urodzenie dziecka". U niej – jak pisze – nawet pieniądze z ubezpieczenia zostały przeznaczone na coś dla męża.
Zobacz także
Pragnienie bycia zauważoną
To nie jest tekst o tym, że każdy mężczyzna powinien od razu kupować diamenty po porodzie. Trudno jednak nie zauważyć, że dla wielu kobiet takie gesty są symbolem uznania i docenienia ich wysiłku.
Bo może nie chodzi już nawet o to, kto ile zarabia, tylko o to, czy czujemy, że ktoś chce nam coś dać z własnej inicjatywy, bezinteresownie – tak od serca.
Autorka pisze też o swoim ciele po porodach, o problemach zdrowotnych (z żylakami) i marzeniu, "żeby facet docenił trud urodzenia dzieci i chociaż raz wyszedł z inicjatywą dołożenia się do zabiegu".
Samowystarczalna, ale samotna?
Wiele z nas wychowywano w duchu "radź sobie sama, bądź silna, niezależna". I rzeczywiście takie jesteśmy. Prowadzimy domy, zarabiamy, planujemy budżety, organizujemy życie całej rodziny.
Jednak gdzieś w środku każdej z nas nadal odzywa się ta delikatna strona, która chce czuć się bezpieczna i ważna. Nie dlatego, że nie potrafi sama, ale dlatego, że chce się tym dzielić.
Relacja to coś więcej niż sprawiedliwy podział rachunków
Pieniądze zawsze odgrywają ważną rolę w związku, nie ma co tego ukrywać, ale w każdym budżecie powinna się znaleźć przestrzeń na bukiet bez okazji czy spełnienie marzeń bliskiej osoby.
Ten wpis, choć dotyczył w głównej mierze podziału finansów, nie jest tylko o prezentach. Jest o potrzebie bycia dostrzeżoną. O tym, że równość finansowa nie zawsze przekłada się na poczucie emocjonalnego bezpieczeństwa. A tak bywa w wielu związkach.
I może właśnie dlatego tak wiele kobiet czytając go, kiwa głową ze zrozumieniem.
